Nasza opinia o filmie „Skłodowska” w reżyserii Marjane Satrapi

 

/   Tomasz Pospieszny, Ewelina Wajs-Baryła   /

 

Marii Skłodowskiej-Curie nie trzeba nikomu przedstawiać. Jej naukowe dzieło oraz życie było przedstawione w dziesiątkach książek oraz kilku filmach.

Pierwszy film powstał w 1943 roku pt. Madame Curie z Greer Garson w roli Marii Curie i Walterem Pidgeonem w roli Piotra Curie. Scenariusz oparto o książkę Ewy Curie. Film został wyprodukowany przez wytwórnię Metro-Goldwyn-Mayer i otrzymał 7 nominacji do Oscara, w tym za: najlepszy film, najlepszą rolę kobiecą, najlepszą rolę męską, muzykę, scenografię, zdjęcia i dźwięk.

Plakat reklamujący film z 1946 roku, domena publiczna

W 1977 roku powstał mini serial BBC na podstawie książki Roberta Reida (pierwszej pełnej biografii Marii od czasu ukazania się książki Ewy Curie) pt. Marie Curie. W rolach głównych wystąpili Jane Lapotaire i Nigel Hawthorne. Film bardzo ciekawy, wiernie przedstawiający fakty historyczne, a co najważniejsze życie i dokonania uczonej. Serial otrzymał w 1978 roku nagrodę BAFTA za najlepszy serial dramatyczny oraz kolejne nominacje, w tym dla najlepszej aktorki.

Miniserial BBC z 1977 roku na DVD, domena publiczna

Wreszcie, w naszej opinii, najlepszy trzy odcinkowy serial pt. Marie Curie. Une femme honorable na podstawie książki pod tym samym tytułem autorstwa Françoise Giroud (książka ukazała się w języku polskim w 1987 roku nakładem wydawnictwa PIW w serii „Biografie Sławnych Ludzi”). Rolę Marii zagrała Marie-Christine Barrault, a Piotra Roger Van Hool.

Marie-Christine Barrault na plakacie filmowym, 1991, domena publiczna

W 2016 roku można było zobaczyć film pt. Maria Skłodowska-Curie z Karoliną Gruszką w roli głównej. W naszej opinii jest to jeden z lepszych filmów biograficznych o Marii Skłodowskiej-Curie, który nie skupia się tylko na jej pracy naukowej, ale ukazuje również jej życie prywatne – w tym skomplikowaną relację z Paulem Langevinem. Rola Marii wykreowana przez Karolinę Gruszkę oraz postać jej siostry Bronisławy, którą zagrała Iza Kuna sprawiają, że obie kobiety stają się zwyczajnie ludzkie.

 

Okładka filmu DVD z 2016 roku z filmu z Karoliną Gruszką w roli głównej, materiały dystrybutora Kino Świat

***

Najnowszy film opowiadający o życiu genialnej uczonej pt. Radioactive (polski tytuł filmu Skłodowska) można już zakupić na DVD w serwisie Amazon w Wielkiej Brytanii.  W roli głównej występuje Rosamund Pike, za scenariusz był odpowiedzialny Jack Thorne, zaś reżyserię Marjane Satrapi. Warto podkreślić, że film powstał na podstawie powieści graficznej – komiksu Radioactive: Marie & Pierre Curie: A Tale of Love and Fallout, autorstwa Lauren Redniss.

fot. Ewelina Wajs
© fot. StudioCanal, Working Title Films, Shoebox Films

Naszym zamiarem nie jest ocena artystycznych walorów filmu, lecz podkreślenie niedopuszczalnej – w naszym odczuciu – nieprawdy historycznej, żeby nie powiedzieć dobitniej. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że kino rządzi się swoimi prawami, stąd konieczne są skróty, drobne przeinaczenia etc. Nie możemy jednak przejść obojętnie obok fałszowania postaci oraz życia Marii Skłodowskiej-Curie.

W przedstawionej opinii (nie recenzji) odnieśliśmy się do kilku zaledwie wątków biograficznych przedstawionych w filmie. Tych, które najbardziej zapadły nam w pamięci, i względem których postanowiliśmy się ustosunkować w sposób merytoryczny za pomocą literatury przedmiotu, wspomnień i listów samej Marii, jej córek Ireny i Ewy oraz innych bliskich jej osób.

 

1. Film rozpoczyna scena, w której stara i schorowana uczona przychodzi do laboratorium w Instytucie Radowym w Paryżu. Widzimy Marię mającą kłopoty ze wzrokiem, z poparzonymi przez substancje radioaktywne dłońmi. Uczona ubrana jest w jasny, elegancki i świetnie skrojony stój i mimo wieku oraz wyniszczającej ją choroby, do pracy zmierza dość żwawym i energicznym krokiem.

 

© fot. StudioCanal, Working Title Films, Shoebox Films

Niestety już tutaj jest pewien zgrzyt. Maria Skłodowska-Curie ubierała się na czarno (w jej życiu były drobne epizody, kiedy nosiła jasne sukienki), niby nic, a jednak diabeł tkwi w szczegółach. Ewa Curie w biografii matki pisała, że Maria przez całe życie nosiła się skromnie, niemal biednie. [E. Curie, Maria Curie, PWN, Warszawa 1997, str. 358].

Noblistka poruszała się cicho i dostojnie: Ktoś wszedł bezdźwięcznie jak cień. To była kobieta ubrana na czarno. Miała siwe włosy, spięte w kok i nosiła grube okulary. Sprawiała wrażenie skrajnej kruchości i bladości. [V. Greenwood, My Great-Great-Aunt Discovered Francium. And It Killed Her, The New York Times Magazine,7 grudnia 2014].

Uczennica Marii – profesor Alicja Dorabialska – wspominała, że [Maria] nie miała zdolności akomodacji wzroku, bo promienie radu przepaliły jej soczewki. Nie powinna była nigdy sama wychodzić na ulice Paryża. […] działaniem promieni substancji radioaktywnych miała […] od dawna przepalone końce palców. Porobiły się bolesne bąble, grożące gangreną. [A. Dorabialska, Jeszcze jedno życie, Fundacja Badań Radiacyjnych, Łódź 1998, s. 94–95.]

Maria Skłodowska-Curie została więc przedstawiona zupełnie inaczej niż miało to miejsce w rzeczywistości.

2. W retrospekcji widzimy, jak Maria idąc ulicą potrąca ramieniem Piotra Curie. W ten sposób uczeni się poznają.

 

© fot. StudioCanal, Working Title Films, Shoebox Films

 

W rzeczywistości do spotkania doszło w mieszkaniu ich wspólnego znajomego – prof. Józefa Wierusza-Kowalskiego. Według wspomnień Marii Piotr oczarował ją od pierwszego wejrzenia.

W Autobiografii napisała: W roku 1894 spotkałam się po raz pierwszy z Piotrem Curie. […] Wchodząc do pokoju, spostrzegłam młodego człowieka, słusznego wzrostu, o włosach kasztanowatych i dużych jasnych oczach, stojącego we framudze otwartych drzwi balkonowych. Zauważyłam poważny i miły wyraz jego twarzy, a także pewne zaniedbanie w postawie, cechujące marzyciela pogrążonego w swoich myślach. Okazał mi prostą serdeczność i wydał mi się bardzo sympatyczny. [M. Skłodowska-Curie, Autobiografia i wspomnienia o Piotrze Curie, Dom Wydawniczo-Promocyjny GAL, Warszawa 2017, str. 21].

3. W filmie Maria jest bardzo napastliwa, arogancka, wręcz agresywna, często mówi podniesionym głosem, krzyczy. Nie potrzebuje niczyjej pomocy. Uważa, że samodzielnie prowadzi niezwykle ważne badania, odrzuca pomoc Piotra Curie, dając mu do zrozumienia, że chce ukraść jej pomysły lub wyniki badań!!

W rzeczywistości tak nie było. Dzięki Piotrowi mogła rozpocząć pracę laboratoryjną, a później – i co znamienne, a czego nie pokazano w filmie – po ślubie uczeni rozpoczynają wspólną pracę nad zagadnieniem radioaktywności. Odkrycie polonu i radu jest ich wspólnym dziełem. W dziennikach laboratoryjnych oboje naprzemiennie wpisywali obserwacje i wyniki badań. Nie był to teatr jednego aktora, lecz zgodna i harmonijna współpraca! Z filmu wynika, że Maria dokonała odkrycia samodzielnie, jeszcze przed ślubem z Piotrem, co absolutnie nie jest prawdą. W filmie Piotr mówi do Marii: – Odkryła pani nowy pierwiastek. Jest to dla nas kompletnie niezrozumiałe, dlaczego scenarzysta tak bardzo przeinaczył prawdę? Jaki miał być tego cel?

4. W jednym ze scen uczona wspomina uczonej śmierć swojej matki Bronisławy Skłodowskiej.

Wiadomo, że matka Marii cierpiała na nieuleczalną i śmiertelną wówczas gruźlicę. Maria oraz jej córka Ewa Curie w swoich książkach piszą, że Bronisława nigdy (po zachorowaniu) nie przytulała i nie całowała swoich dzieci w obawie, że mogłaby je zarazić gruźlicą. Była to ogromna tragedia i trauma zarówno dla Marii i jej rodzeństwa, jak i dla ich matki. Co widzimy zaś w filmie? Umierającą w szpitalu (a nie w domu – jak było w rzeczywistości) Bronisławę, która prosi mała Marię, aby dwukrotnie ją pocałowała. Pocałunek córki ma ją „uzdrowićˮ.

Ewa Curie pisze: Nigdy bowiem, jak sięga jej dziecięca pamięć, nie przypomina sobie Maniusia matczynego pocałunku… […] Bo dziecko jeszcze nie rozumie okrutnej przyczyny tego „rytuałuˮ, nie wie, czemu pani Skłodowska nigdy nie bierze swych dzieci na kolana, nie obejmuje ich, nie ściska. Nie wie, że jej matka jest chora. Chora beznadziejnie. [E. Curie, Maria Curie, PWN, Warszawa 1997, str. 20–21].

5. W filmie pokazano absurdalną scenę, całkowicie zmyśloną i niezwykle oburzającą. W 1903 roku Piotr Curie sam pojechał do Sztokholmu odebrać Nagrodę Nobla z fizyki. Po powrocie do Paryża Maria atakuje go, że ukradł jej pomysły, pracę, że wyniki badań przypisał sobie! W rezultacie wybucha między małżonkami potworna awantura, Maria policzkuje Piotra. Wrzeszczy do męża: – Jak śmiałeś zawłaszczyć moje osiągnięcia, przyjmować ich aplauz?! Piotr broni się: – To dokonanie jest ważniejsze od nas.

 

© fot. StudioCanal, Working Title Films, Shoebox Films

 

W rzeczywistości było całkowicie inaczej! Do Nagrody Nobla był nominowany Piotr Curie i Antonie Becquerel. Piotr został o tym fakcie poinformowany przez  szwedzkiego matematyka Gösta Mittag-Lefflera. W liście do członków francuskiej Akademii Nauk Piotr napisał: Pani Curie badała właściwości radioaktywne soli uranu i toru oraz innych promieniotwórczych materiałów. To ona odważyła się przeprowadzić badania chemiczne nowych pierwiastków, dokonała rozłamów potrzebnych do wyodrębnienia radu i obliczyła masą atomową tego metalu. Wreszcie dużo wniosła swoimi badaniami promieni i odkryciem indukowanej radioaktywności. Brak uznania solidarności naszej pracy byłby w pewnym sensie ograniczeniem zasług Pani Curie i sprowadzeniem jej do roli zwykłej asystentki laboratoryjnej, co jest niezgodne z prawdą. [K. Blanc, Małżonkowie Curie i nagrody Nobla, „Nauka i Szkolnictwo Wyższe”, 2011, nr 2/38, str. 11.]

Do Sztokholmu po odbiór Nagrody Nobla z fizyki pojechała zarówno Maria jak i Piotr w czerwcu 1905 roku. Wprawdzie Piotr Curie wygłosił wykład, ale Maria siedziała z nim na podium (nie na widowni, jak sugeruje wielu biografów uczonej) i wykonywała doświadczenia ilustrujące wykład.

6. W 1911 roku Maria Curie zakochała się z wzajemnością w fizyku francuskim Paulu Langevinie. Miał on żonę i czworo dzieci. Jego małżonka przekazała wykradzione listy miłosne uczonych prasie francuskiej. Wybuchł ogromny skandal. W filmie pokazano Marię jako kobietę, która nie kryje romansu przed córkami – kochankowie leżą w łóżku, co widzą córki Marii:
Uczona podnosi głowę i pyta Irenę — Chcecie jeść?
— Nie — odpowiada córka.
Maria rzuca — więc odejdźcie! — I obie córki opuszczają sypialnię.
Kiedy Paryż dowiaduje się z gazet o romansie, Maria z butą idzie do kawiarni i z siostrą Bronisławą Dłuską głośno rozmawia o seksie i wyzwoleniu seksualnym nie bacząc na otoczenie.

 

© fot. StudioCanal, Working Title Films, Shoebox Films

 

Jest to całkowite wypaczenie i zniekształcenie osobowości Marii Skłodowskiej-Curie! W rzeczywistości Maria przypłaciła romans z Paulem załamaniem psychicznym i fizycznym. Zapadła na ciężką niewydolność nerek, która prawie kosztowała ją życie. Dochodziła do siebie dwa lata! Nagonka skierowana na Marię była okropna. Wyzywano ją od ladacznicy, cudzoziemki, która rozbija francuskie rodziny, wybijano szyby w jej oknach. Zarzucano, że nic w nauce nie zrobiła tylko ukradła prace Piotra, że Piotr popełnił samobójstwo wiedząc o tym romansie. Uważano, że Maria jest Żydówką (drugie imię Salomea otrzymała po babci – matce ojca). Żona Langevina groziła uczonej nożem na ulicy. Kiedy Maria trafiła do szpitala sądzono, że dokonała aborcji. Broniła ją rodzina (w tym również rodzina Curie) i przyjaciele.

Maria i Paul ukrywali romans, dlatego wynajęli mieszkanie, gdzie się spotykali. Irena dowiedziała się o romansie matki przez przypadek z gazety. [S. Quinn, Życie Marii Curie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997, s. 419–472]

7. W filmie, gdy wybucha pierwsza wojna światowa, Maria Skłodowska-Curie pozostaje dalece obojętna na to, co się dzieje dookoła. Ma fobię przed bywaniem w szpitalach – ta fobia powraca przez wiele scen w omawianym filmie i ma rzekomo wynikać z traumy, jaką była dla małej Marii śmierć matki w szpitalu na gruźlicę w 1878 roku. Irena – która przedstawiona jest jako ta dojrzalsza, bardziej racjonalna z nich – zmusza matkę do podjęcia działania, do zdecydowanej pomocy rannym żołnierzom. To Irena wymyśla służbę radiologiczną! A potem matka z córką wspólnie podróżują ambulansem przez pola bitewne i zbierają z nich rannych żołnierzy by ich dostarczyć do szpitali. Maria wypowiada takie mniej więcej słowa – Ireno, pomóż im. Ty przecież wiesz więcej niż lekarze!

 

© fot. StudioCanal, Working Title Films, Shoebox Films

 

Maria Skłodowska-Curie 1 stycznia 1915 roku napisała do Paula Langevina: Nie mogąc służyć nieszczęsnej mej ojczyźnie, skąpanej we krwi po przeszło 100 latach cierpień, postanowiłam oddać wszystkie siły mojej ojczyźnie przybranej. [E. Curie, Maria Curie, PWN, Warszawa 1997, str. 306].

Jeszcze w 1914 roku Maria postanowiła zorganizować mobilną służbę radiologiczną i to – oprócz troski związanej z zabezpieczeniem bezcennego radu – był główny cel jej działania.

W Autobiografii natomiast Maria napisała: Pierwszym obowiązkiem każdego obywatela w owym czasie było pomagać krajowi na wszelki możliwy sposób. […] Ja myślałam, że uczynię najlepiej obracając na użytek społeczny swoją wiedzę. [M. Skłodowska-Curie, Autobiografia, GAL, Warszawa, 2017, str. 45].

Natomiast Irena Curie w 1914 roku ma zaledwie 17 lat i marzy o pomocy matce w tworzeniu służby radiologicznej. Zapisuje się na kurs dla pielęgniarek. Moja matka nauczyła mnie obsługi sprzętu, który bynajmniej nie przypominał dzisiejszej, udoskonalonej aparatury; między listopadem 1914 i marcem 1915 towarzyszyłam jej w wielu wyjazdach jako technik. [I. Joliot-Curie, Maria Curie. Moja matka, Muzeum Mari Skłodowskiej-Curie w Warszawie, Warszawa 2020, str. 45].

Już rok później sama pracuje w szpitalu polowym i prześwietla rannych żołnierzy: Moja matka miała do mnie zaufanie jak do siebie samej i nie wahała się zostawić mnie – osiemnastolatki – samej, obarczając mnie odpowiedzialnością za punkt radiologiczny w szpitalu angielsko-belgijskim. [I. Joliot-Curie, Maria Curie. Moja matka, Muzeum Mari Skłodowskiej-Curie w Warszawie, Warszawa 2020, str. 46]. Potem także szkoli inne kobiety na techników radiologicznych – Moja matka zorganizowała w Laboratorium Curie szkołę pielęgniarek radiologicznych […]. Prowadziłam tam ćwiczenia. [Tamże, s. 49].

8. Na początku pierwszej wojny światowej Irena przedstawia matce i siostrze Ewie – swojego narzeczonego – Fryderyka Joliot. Młody Joliot ma już doktorat i wspólnie z Ireną odkrywa w tym czasie sztuczną radioaktywność. Robi ogromne wrażenie na całej rodzinie i od razu jest do niej przyjęty z otwartymi ramionami. Jest to kompletne przekłamanie!

Irena Curie pozna Fryderyka Joliot dekadę później, w grudniu 1924 roku. Będzie on skromnym laborantem w Instytucie Radowym w Paryżu, bez licencjatu, więc tym bardziej bez doktoratu! Dostaje tę pracę między innymi dlatego, że jest protegowanym Paula Langevina. Kompletnie nie pasuje do Ireny: jest przystojny, gadatliwy, flirtuje, dużo pali, słucha głośno jazzu i szybko jeździ na motorze. Mozolnie zdobywa względy Ireny, a po ślubie przez kilka lat pracuje na sympatię i podziw ze strony Marii. Minie następna dekada zanim Irena i Fryderyk wspólnie odkryją sztuczną radioaktywność w roku 1934, a następnie wspólnie odbiorą Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii w 1935 roku.

9. W jednej z końcowych scen filmu Maria Skłodowska-Curie (jako duch?) przechadza się szpitalnymi korytarzami. W tym czasie widzimy bardzo sugestywne przebitki: próby nuklearnej Trinity na pustyni w Nowym Meksyku w 1945 roku, bombę atomową wybuchającą nad Hiroszimą oraz katastrofę w Elektrowni Jądrowej w Czarnobylu w 1986 roku. Maria przechodząc z jednej sali do następnych mija w łóżkach dzieci z Hiroszimy i strażaków z Czarnobyla. Pochyla się nad nimi i składa – przepraszającym gestem – pocałunki na ich czołach.

W naszym odczuciu scena ta ma być gestem zadość uczynienia i przeprosin od uczonej dla wszystkich ofiar — Maria zdaje się brać na siebie winę za całe zło, jakie wynikło z odkryć przemiany atomu! Niedopuszczalnym jest, aby winić uczonego za zbrodnie, do których wykorzystano jego odkrycie! Już Piotr Curie w czerwcu 1905 roku powiedział podczas ceremonii noblowskiej w Sztokholmie:

Można przypuścić, iż w rękach zbrodniczych rad mógłby stać się bardzo niebezpieczny. Nasuwa się więc pytanie, czy poznawanie tajników natury jest pożyteczne dla ludzkości. Czy jest ona dość dojrzała, aby z nich korzystać? Czy też – przeciwnie – poznanie to przyniesie jej szkodę? Charakterystyczny jest przykład wynalazków Nobla. Potężne materiały wybuchowe pozwoliły ludziom dokonać spraw godnych podziwu, ale są one równocześnie straszliwym środkiem zniszczenia w rękach wielkich zbrodniarzy, którzy prowadzą narody ku wojnie. Należę do tych, którzy wraz z Noblem myślą, że ludzkość wyciągnie więcej dobra niż szkody z nowych wynalazków.

[E. Curie, Maria Curie, PWN, Warszawa 1997, st. 236].

***

Wartość edukacyjna filmu biograficznego Radioactive (Skłodowska) jest w naszej opinii dalece wątpliwa. Odbiorca nie znający faktów naukowych i tych związanych z życiem uczonej może zrozumieć, że „wszelkie złoˮ płynie z przemiany atomów — odkrycia, które zawdzięczamy badaniom Marii Skłodowskiej-Curie. Nie możemy się zgodzić na to, aby życie największej polskiej uczonej, najwybitniejszej uczonej na świecie, kobiecie, której badania naukowe były wizją, a której geniusz wyprzedzał epokę o pokolenia zostało pokazane w sposób płytki i nieprawdziwy. Kłamstwa pokazane w filmie są oburzające i niedopuszczalne. Nie można pozwolić, aby prawda historyczna była zmieniana dla potrzeb chwili czy czasu. Jest to zwyczajnie nieuczciwe. A Maria Skłodowska-Curie nie zasłużyła na kłamliwą biografię.

Filmu nie polecamy – zwłaszcza uczniom, którzy dla uczonej byli zawsze najważniejsi.

 

Bibliografia:

  1. Blanc Karin, Małżonkowie Curie i nagrody Nobla, „Nauka i Szkolnictwo Wyższe”, 2011, nr 2/38, str. 10–14.
  2. Curie Ewa, Maria Curie, WN PWN, Warszawa 1997. Nowe wydanie książki Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2013.
  3. Dorabialska, Jeszcze jedno życie, Fundacja Badań Radiacyjnych, Łódź 1998.
  4. Giroud Françoise, Maria Skłodowska-Curie, PIW, Warszawa 1987.
  5. Greenwood Veronique, My Great-Great-Aunt Discovered Francium. And It Killed Her, „The New York Times Magazineˮ, 7 grudnia 2014.
  6. Quinn Susan, Życie Marii Curie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
  7. Reid Robert, Marie Curie, Camair Press, London, 1984.
  8. Skłodowska-Curie Maria, Autobiografia i wspomnienia o Piotrze Curie, Dom Wydawniczo-Promocyjny GAL, Warszawa 2017

Maria Skłodowska-Curie we wspomnieniach najbliższych

 

 /   Tomasz Pospieszny & Ewelina Wajs   /

 

Susan Quinn, Życie Marii Curie, Prószyński i Ska, Warszawa 1997

Susan Quinn – autorka doskonałej biografii Marii Skłodowskiej-Curie (Warszawa 1997) – we wstępie swojej książki napisała:

Maria Curie wywodziła się z rodziny kronikarzy. Jej ojciec, Władysław Skłodowski, spisał dzieje swojej rodziny, a jej brat, Józef, dokonał tego jeszcze raz, uzupełniając je o historię swojego pokolenia. Siostra Marii, Helena, prowadziła pamiętniki, które potem opublikowała. Sama Maria sporządziła biografię Piotra Curie oraz krótką autobiografię. O swojej sławnej matce pisały obie jej córki. W 1937 roku młodsza, Ewa, wydała po francusku jedną z najbardziej popularnych biografii wszech czasów, zatytułowaną „Madame Curie”.

Dziś chcielibyśmy Państwu przedstawić wspomnienia rodziny Skłodowskich i Curie, oraz ich przyjaciół, które na tle epoki opowiadają fascynujące historie ich życia.

Fotografie, jeśli nie zaznaczono inaczej, przedstawiają książki z kolekcji własnych: Tomasza Pospiesznego i Eweliny Wajs.

 

1. Pamiętnik Władysława Skłodowskiego, ojca Marii

Władysław Skłodowski, Pamiętnik (1832–1902), materiał niepublikowany, archiwum rodzinne Piotra Chrząstowskiego

 

 

Pierwsza strona maszynopisu Pamiętnika Władysława Skłodowskiego, archiwum rodzinne Piotra Chrząstowskiego

 

Władysław Skłodowski, archiwum rodzinne Piotra Chrząstowskiego

Ojciec uczonej, Władysław Skłodowski, jest swoistym kronikarzem rodziny. Według prawnuka Józefa Skłodowskiego dr. Piotra Chrząstowskiego Władysław opisywał przodków i wszystko to co wiedział o pochodzeniu rodziny. Skupiał się także na wydarzeniach z życia, które wydawały mu się najbardziej inspirujące. Dużo miejsca poświęcił swojej pracy nauczyciela, na końcu wspomnień opisał pensje w Warszawie. Jego wspomnienia są niezwykle cenne, gdyż można z nich czerpać informacje o całej rodzinie Skłodowskich, o jej pochodzeniu, działalności, udziałach w powstaniach narodowych oraz trudach życia w czasach zaborów. Jak twierdzi dr Piotr Chrząstowski pamiętniki te nie stanowią systematycznej całość – być może stanowią fragment większej całości, która się niestety nie zachowała.

 

2. Pamiętniki Józefa Skłodowskiego, brata Marii

Strona tytułowa Wspomnień d-ra Józefa Skłodowskiego (1926–1936), materiał niepublikowany, archiwum rodzinne Piotra Chrząstowskiego

 

Józef Skłodowski, archiwum rodzinne Piotra Chrząstowskiego

Józef swoimi wspomnieniami uzupełnił pamiętnik ojca, Władysława Skłodowskiego. Wspomnienia brata Marii stanowią ważny materiał biograficzny, z którego można wiele dowiedzieć się o rodzicach uczonej, rodzeństwie i jej dzieciństwie. Ważną częścią wspomnień jest również medyczny opis choroby Marii, jej śmierci i pogrzebu. W pamiętniku znajduje się też sporo informacji związanych z warszawskim środowiskiem lekarskim. Józef skończył spisywać wspomnienia po 1935 roku, na dwa lata przed śmiercią.

 

 

 

 

 

 

3. Wspomnienia Bronisławy Dłuskiej, siostry Marii

Bronisława Dłuska, Marja Skłodowska-Curie. Życiorys i działalność naukowa gienjalnej Polki, Dziennik Ludowy, Chicago 1921, strona tytułowa książki ze zbiorów Biblioteki Narodowej

 

Bronisława Dłuska, 1891, domena publiczna

 

Jest to niewielka książeczka licząca raptem 15 stron, z której dochód został przeznaczony w myśl życzenia uczonej na pracownię radiologiczną w Warszawie. Książkę wydano w 1921 roku, kiedy Maria Skłodowska-Curie wraz z córkami odbyła pierwszą podróż do USA. W tym czasie w redakcji „Dziennika Ludowego” pracowała córka Bronisławy – Helena Dłuska. Prawdopodobnie książeczka miała przybliżyć Polonii amerykańskiej sylwetkę polskiej Uczonej. Autorka skupia się w niej na pochodzeniu rodziny, dzieciństwie i młodości Marii, ale także opisuje jej wielkie odkrycie i trudną pracę. Jedyny znany egzemplarz znajduje się w Bibliotece Narodowej w Warszawie.

 

4. Wspomnienia Heleny Skłodowskiej-Szalay, siostry Marii

Helena Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień o Marii Skłodowskiej-Curie, Nasza księgarnia, Warszawa 1958

 

Wydanie nowe: Helena Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień o Marii Skłodowskiej-Curie. Pamiątkowe wiersze, złapane chwile, Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, Warszawa 2019

 

Helena Skłodowska-Szalay, ok. 1900, domena publiczna

W tej niezwykłej książce siostra Marii wspomina dzieciństwo, wspólnie spędzone wakacje w 1883 roku, pobyt Marii w Paryżu, jej małżeństwo z Piotrem Curie oraz ostatnie lato Piotra Curie, spędzone wspólnie na francuskim wybrzeżu.

Nowe wydanie książki w 2019 roku powstało z inicjatywy prawnuczki Heleny Skłodowskiej-Szalay — Hanny Karczewskiej. Zostało ono uzupełnione wierszami oraz anegdotami, które Helena zapisywała przez lata, a także interesującymi fotografiami.

 

 

5. Autobiografia Marii Skłodowskiej-Curie.

Maria Skłodowska-Curie, Marja Skłodowska-Curie o swojem życiu i pracach, Towarzystwo Instytutu Radowego im. M. Skłodowskiej-Curie, Warszawa 1935, ze zbiorów Biblioteki Narodowej

 

Edycja specjalna: Maria Skłodowska-Curie, Autobiografia i wspomnienia o Piotrze Curie, Dom Wydawniczo-Promocyjny GAL, Warszawa 2011

Autobiografia Marii Skłodowskiej-Curie i jej wspomnienia o Piotrze Curie powstały w wyniku inicjatywy amerykańskiej dziennikarki i późniejszej przyjaciółki Marii, Marie M. Meloney (Missy). Była ona inicjatorką podróży do USA, podczas której Maria wygłaszała wykłady umożliwiające jej zdobycie środków finansowych na zakup grama radu i wyposażenie paryskiego laboratorium. Maria była początkowo bardzo sceptyczna wobec pomysłu pisania. Jednak w 1923 roku nakładem wydawnictwa Macmillan Company ukazała się książka zatytułowana Pierre Curie. Na książkę składała się biografia Piotra oraz szkic autobiografii Marii. Co ciekawe, wnuczka uczonej, Helena Joliot-Curie w wywiadzie udzielonym w 2012 roku Shelly Emling zasugerowała, że cześć autobiografii mogła napisać Missy. Może o tym świadczyć chociażby błąd dotyczący wieku Józefa i Marii w roku śmierci ich matki. Książka dla badaczy życia Marii jest niezwykle cenna zwłaszcza w kontekście opisów odkrycia polonu i radu.

 

6. Wspomnienia Marii o Piotrze Curie.

Maria Skłodowska-Curie, Piotr Curie: wyjątki ze wspomnień Marji Skłodowskiej-Curie o jej mężu, Komitet Daru Narodowego dla Marji Skłodowskiej-Curie, Warszawa 1925, ze zbiorów Biblioteki Narodowej

 

Najnowsze wydanie: Maria Skłodowska-Curie, Autobiografia i wspomnienia o Piotrze Curie, Dom Wydawniczo-Promocyjny GAL, Warszawa 2017.

W książce Maria opisała dzieciństwo i młodość Piotra Curie, jego rodzinę oraz pracę naukową. Jest to wartościowe źródło informacji o uczonym.

 

7. Dziennik żałobny Marii Skłodowskiej-Curie.

Maria Skłodowska-Curie, Odkąd przestałeś istnieć, „Magazyn Gazety Wyborczej”, 31 maja 2001

 

Niewielkie fragmenty Dziennika żałobnego znalazły się w książce Ewy Curie. W 1990 roku rodzina Curie udostępniła dziennik Bibliotece Narodowej w Paryżu. Obszerniejsze jego fragmenty można znaleźć w książce Susan Quinn Życie Marii Curie. We Francji dziennik ukazał się nakładem wydawnictwa Odile Jacob w roku 1996. W Polsce treść dziennika została opublikowana w tłumaczeniu Sławomira Zagórskiego na łamach „Magazynu Gazety Wyborczej” w 2001 roku. Ten niezwykły wyraz żalu, bólu i tęsknoty po śmierci Piotra Maria prowadziła przez rok. Pierwszego wpisu dokonała 30 kwietnia 1906 roku. Kolejnych 1, 7, 11, 14 maja, 10 czerwca, 6 listopada, ostatniego w kwietniu 1907 roku. Wpisy Marii są niezwykle wzruszające i poruszające.

 

8. Wspomnienia Marii Skłodowskiej-Curie z czasów pierwszej wojny światowej.

Maria Curie, La radiologie et la guerre, Librairie Félix Alcan, Paris 1921, strona tytułowa książki ze zbiorów Bibliothèque nationale de France

 

Książka niestety nigdy nie ukazała się w języku polskim. Poza wieloma fachowymi opisami technicznymi w książce znalazły się też refleksje uczonej dotyczące okrucieństwa wojny. Kilka fragmentów książki można znaleźć we wspomnieniach Ireny Joliot-Curie.

 

9. Wspomnienia Ireny Joliot-Curie, starszej córki Marii.

Irena Joliot-Curie, Maria Curie, moja matka, Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, Warszawa 2020

 

Irena Joliot-Curie, 1936, Narodowe Archiwum Cyfrowe

Tekst książki został opracowany w oparciu o artykuł autorstwa Ireny Joliot-Curie z 1954 roku opublikowany w czasopiśmie „Europeˮ. Jest to pierwsze książkowe wydanie wspomnień autorki o genialnej matce. Stanowi ono uzupełnienie biografii autorstwa Ewy Curie, przez co czytelnik otrzymuje kompatybilny obraz Marii Skłodowskiej-Curie. Dodatkowym atutem publikacji są unikatowe zdjęcia z Musée Curie w Paryżu. Autorem wstępu oraz konsultantem naukowym książki jest Tomasz Pospieszny.

 

 

 

10. Wspomnienia Ewy Curie, młodszej córki Marii.

Pierwsze wydanie: Ewa Curie, Maria Curie, Wydawnictwo J. Przeworskiego, Warszawa 1938

 

Najnowsze wydanie: Ewa Curie, Maria Curie, Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2013

 

Ewa Curie, lata 20. XX wieku, Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ewa Curie pracowała nad biografią matki trzy lata. Jak sama przyznała w 1988 roku, śpieszyła się bowiem nie chciała by ktoś inny ją ubiegł i zrobił to niewłaściwie. W 1937 roku książka została wydana we Francji pod tytułem Madame Curie. Biografia uczonej od początku cieszyła wielką popularnością – w 1937 roku przyznano jej amerykańską National Book Award w kategorii literatura faktu, a w 1943 roku została sfilmowana przez wytwórnię Metro-Goldwyn-Mayer.W roli tytułowej wystąpiła Greer Garson, która za tę rolę otrzymała nominację do Oscara.

Wiele listów, notatek i dokumentów które cytuje Ewa uległo zniszczeniu lub zagubieniu podczas drugiej wojny światowej, dlatego książka ta stanowi kopalnię wiedzy związaną z życiem uczonej. Niektórzy historycy nauki uważają jednak, że w książce Maria została przedstawiona w świetle hagiograficznym, a kilka wątków z jej życia jak np. romans Marii z Paulem Langevinem zostały przemilczane (Ewa ograniczyła się w tej kwestii do jednego zdania i nie wymieniła uczonego z nazwiska). W Polsce książka ukazała się w 1938 roku (miała w tym roku dwa wydania) w tłumaczeniu siostrzenicy Marii, Hanny Szyllerowej (córki Heleny). Co ciekawe książka nigdy nie ukazała się w całości w języku polskim. Brakuje w niej niektórych listów czy ich fragmentów, które są obecne w innych wersjach językowych np. niemieckiej czy angielskiej. Niemniej jednak jest to książka wzruszająca i wyjątkowa pod wieloma względami.

 

11. Wspomnienia Marii Goetel-Szancenbachowej, bratanicy Marii.

Pierwsza strona wspomnień Marii Goetel-Szancenbachowej  Aby ocalić od zapomnienia, 1967, materiał niepublikowany, archiwum rodzinne Piotra Chrząstowskiego

 

Maria ze Skłodowskich Goetel-Szancenbachowa, archiwum rodzinne Piotra Chrząstowskiego

Rękopis wspomnień bratanicy Marii Skłodowskiej-Curie liczy 58 stron. Wspomnienia przedstawiają jej wielką ciotkę jako niezwykle cichą i skromną osobę. Ich treść jest bardzo intymna i osobista, przywołują Marię Skłodowską-Curie jako osobę niezwykle rodzinną. Według informacji pozyskanych od dr. Piotra Chrząstowskiego ostateczną wersję wspomnień jego babcia napisała w 1967 roku (zmarła w październiku 1976 roku). Ich większą część zajmują wspomnienia związane z Marią Skłodowską-Curie, co wyraźnie wskazuje, że Maria Goetel-Szancenbach była zafascynowana ciotką.

 

 

 

 

12. Wspomnienia Walerego Goetla, pierwszego męża Marii Goetel-Szancenbachowej

Walery Goetel, Pod znakiem optymizmu, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1976

 

Walery Goetel, Muzeum Miejskiej Suchej Beskidzkiej

Walery Goetel spisując swoje wspomnienia u schyłku życia zawarł w nich barwny opis wycieczki w Tatry, którą wraz z Bronisławą i Kazimierzem Dłuskimi zorganizował latem 1911 roku dla Marii Skłodowskiej-Curie i jej córek: Ireny i Ewy. Zaledwie dwa lata po tej wyprawie w góry Walery poślubił Maniusię Skłodowską – bratanicę Marii. Szerzej o Walerym Goetlu i wyprawie w Tatry z Marią Skłodowską–Curie pisaliśmy TUTAJ.

Tę samą wyprawę w Tatry opisuje Irena Pawlewska-Szydłowska, córka kuzynki Marii — Henryki. Artykuł można odnaleźć w czasopiśmie „Turystyka”: I. Szydłowska-Pawlewska, Z Marią Skłodowską-Curie w Tatrach, „Turysta” 11,1954, s. 5.

 

 

 

13. Wspomnienia Eugenii Cotton, uczennicy Marii.

Eugénie Cotton, Rodzina Curie i promieniotwórczość, Wiedza Powszechna, Warszawa 1965
Eugenie Cotton, domena publiczna

Niestety niewznawiana i mało znana, jednak bardzo interesująca pozycja książkowa. Była uczennica Marii, a później przyjaciółka domu rodziny Curie – Eugenie Feytis-Cotton – kreśli intymny portret Marii i Piotra Curie oraz Ireny i Fryderyka Joliot-Curie. Autorka przywołuje wiele wspomnień z ważnych wydarzeń w życiu rodziny Curie, których była świadkiem.

 

 

 

 

 

14. Wspomnienia Alicji Dorabialskiej, studentki Marii

Strona tytułowa pierwszego wydania: Alicja Dorabialska, Maria Skłodowska-Curie i Piotr Curie. Zarys życia i pracy na tle elementarnego wykładu nauki o promieniotwórczości, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1935

 

Drugie wydanie: Alicja Dorabialska, Maria Skłodowska-Curie i Piotr Curie. Zarys życia i pracy na tle elementarnego wykładu nauki o promieniotwórczości, Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1948

 

Alicja Dorabialska, domena publiczna

Autorka przeszła do historii jako „żaczek Madame Curie”. W tej książce Alicja Dorabialska opowiada historię życia Marii i Piotra Curie oraz ich odkrycia i badań naukowych. Skupia się także na aspekcie naukowym związanym z radioaktywnością, robi to jednak bardzo prosto i przyjemnie. Więcej osobistych refleksji związanych z Marią Skłodowską-Curie Dorabialska umieściła w autobiografii pt. Jeszcze jedno życie (Fundacja Badań Radiacyjnych, Łódź 1998). Opisuje tam swoje dwa pobyty na stażach w Instytucie Radowym w Paryżu – atmosferę miejsca i pracy, którą stworzyła w laboratorium Maria Skłodowska-Curie, a także sylwetki Ireny i Fryderyka Joliot-Curie.

Alicja Dorabialska, Jeszcze jedno życie, Fundacja Badań Radiacyjnych, Łódź 1998

 

15. Wspomnienia Bronisława Sabata, studenta małżonków Curie

Bronisław Sabat, Na kanwie moich wspomnień o Marii z Skłodowskich i Piotrze Curie, odbitka czasopisma „Służba Zdrowia” 16, 1950

 

Bronisław Sabat, domena publiczna

 

Niewielka książeczka licząca 15 stron, bardzo rzadka i zupełnie zapomniana pozycja. Autor, który przebywał w 1904 roku w laboratorium państwa Curie i miał okazję poznać ich osobiście i pracować z nimi, wspomina zarówno uczonych jak i ich pracę naukową.

 

 

 

 

 

***

 

Warto zauważyć jeszcze jeden ciekawy rys, charakterystyczny dla rodziny Skłodowskich — niezwykłą wrażliwość społeczną i działalność filantropijną. Siostry Skłodowskie dochód ze sprzedaży swoich wspomnień przekazały na konkretne cele naukowe i społeczne. Bronisława, Helena i Maria wspierały wzajemnie swoje projekty, nie tylko organizacyjnie, ale również finansowo. W 1921 roku Bronisława Dłuska dochód ze sprzedaży wśród Polonii w USA wspomnień o siostrze Marii przeznaczyła – zgodnie z życzeniem Uczonej – na Pracownię Radiologiczną im. Mirosława Kernbauma w Warszawie. W 1925 roku Maria Skłodowska-Curie dochód ze sprzedaży wspomnień o Piotrze Curie przeznaczyła dla komitetu budowy Instytutu Radowego w Warszawie, któremu przewodniczyła jej siostra Bronisława. Gdy w 1958 roku Helena Skłodowska-Szalay wydała swoje wspomnienia o siostrze Marii honorarium przeznaczyła na odbudowę domu sierot w Helenowie pod Warszawą, który powstał w 1922 roku z inicjatywy Bronisławy Dłuskiej.

Serdecznie dziękujemy Panu doktorowi Piotrowi Chrząstowskiemu za udostępnienie niepublikowanych materiałów z archiwum rodzinnego.

 

 

45. rocznica śmierci profesor Alicji Dorabialskiej

 

/  Tomasz Pospieszny  /

 

 

Nie zwalczymy prawa natury. Możemy sobie jedynie — jako przestrogę — przypomnieć piękne słowa wypowiedziane ongiś przez Aleksandra Świętochowskiego: „Niech rzesze ludzkie będą uczone przez tych, którzy je kochają, a nie gnane przez tych, którzy nimi rządzić pragną”.

Alicja Dorabialska

W szary wieczór październikowy 1897 roku w Sosnowcu, w domu przy ulicy zwanej Czystą, prawdopodobnie dlatego, że była przeraźliwie brudna – narodziła się dziewczynka. Była okrutnie mała i bardzo wrzeszczała. To JA! Stworzonko nie było entuzjastycznie przez świat witane. Matka chciała mieć syna. Dopiero ojciec musiał jej wytłumaczyć, że „przecież i z córki można mieć jakąś pociechęˮ.

Tak opisała swoje narodziny jedna z najważniejszych postaci polskiej fizyki i chemii – Alicja Dorabialska. Pomimo – jak sama wspominała – wątłego zdrowia po urodzeniu okazała się bardzo silna i ciekawa świata. Dziewczynka była naprawdę wyjątkowa. Jej starsza o dwa lata siostra Lilka była dla małej Alicji wyrocznią. Nauczyła ją chodzić, mówić, czytać w wieku czterech lat i co ważniejsze śpiewać. Podobno jako jedenastomiesięczne dziecko śpiewała w wózku krakowiaka. W 1908 roku rodzina powiększyła się o brata panien Dorabialskich Stefana.

Ojciec Alicji Tomasz Dorabialski był urzędnikiem pocztowym. Jej matka Helena z Kamińskich– córka powstańca – bardzo dbała aby cały dom był pełen tradycji powstańczych. Alicja najpierw uczyła się w domu, a później w latach 1908–1913 uczęszczała do Szkoły Handlowej Żeńskiej. W 1913 roku wspólnie z matką wyjechała do Warszawy. Było to podyktowane faktem, że matura zdawana w stolicy znacznie ułatwi jej wstęp na studia. Przyjazd do Warszawy łączył się z wielką radością, gdyż Alicja mogła przebywać w towarzystwie Lilki, która już uczyła się w klasie fortepianu. W stolicy poza intensywną nauką Alicja poświęciła się działalności społecznej czego wyraźmy obrazem było współtworzenie przez nią tajnego skautingu. Po roku nauki i ukończeniu klasy VII w Siedmioklasowej Szkole Handlowej pani Teodory Raczkowskiej w Warszawie przyszła uczona uzyskała świadectwo dojrzałości. Ponieważ od początku nauki zdradzała intensywne zainteresowanie naukami ścisłymi, a w szczególności chemią, rozpoczęła studia w Towarzystwie Kursów Naukowych w Warszawie. Współpracowało ono z Towarzystwem Naukowym Warszawskim, przy którym istniała pracownia radiologiczna kierowała z Paryża przez Marię Skłodowską-Curie. Niestety wybuch pierwszej wojny światowej pokrzyżował plany Dorabialskiej. W 1915 roku cała rodzina przeprowadziła się do Moskwy, gdzie do 1918 roku Alicja kontynuowała studia na wydziale fizyko-chemicznym Wyższego Kursu Żeńskiego.

Alicja Dorabialska, b.d., [za:] http://zchf.ch.pw.edu.pl/files/historia_zchf.pdf, s. 15.
W wieku osiemnastu lat poznała w domu przyjaciółki profesora Wojciecha Świętosławskiego, z którym natychmiast podjęła polemikę, bowiem uważał on, że kobiety nie są zdolne do pracy naukowej. Alicja miała mu wówczas powiedzieć – Jeszcze w życiu pana znajdzie się kobieta, która dowiedzie, że kobiety mogą pracować naukowo! Nie mogła wiedzieć, że tą kobietą będzie ona. W maju 1918 roku Dorabialska wróciła do Warszawy, gdzie została asystentką profesora Świętosławskiego, który objął Katedrę Chemii Fizycznej na politechnice. Ich współpraca trwała szesnaście lat. Poza pracą naukową i dydaktyczną Dorabialska intensywnie działała społecznie m. in. w Lidze Akademickiej Obrony Państwa, Klubie Gazeciarzy, Straży Kresowej. Doskonaliła także swój warsztat wokalny uczęszczając na prywatne lekcje śpiewu. W 1922 roku Dorabialska uzyskała na Uniwersytecie Warszawskim tytuł doktora filozofii za pracę Badania termochemiczne nad stereoizomerią ketoksymów, którą wykonywała pod kierunkiem profesora Wiktora Lampego.W 1925 roku ziściło się jedno z największych marzeń Dorabialskiej. Z okazji położenia kamienia węgielnego pod budowę Instytutu Radowego do Warszawy przyjechała Maria Skłodowska-Curie. Obie panie spotkały się na bankiecie wydanym na cześć noblistki przez Polskie Towarzystwo Chemiczne. Wielka uczona zaprosiła wówczas do Paryża Dorabialską. Zmieniło to jej życie. W Paryżu została bliską współpracowniczką Madame Curie. Czasem odprowadzała ją do domu, przemywała także palce poparzone radem. Później była jedną z najważniejszych uczennic Marii działającą w Polsce. Zawsze podkreślała niezależność swojej mistrzyni mówiąc przecież to Maria, a nie Becquerel wpadła na pomysł aby zbadać promieniowanie ze starych preparatów uranowych z muzeum mineralogicznego. To ona stwierdziła, że niektóre preparaty wykazują silniejsze promieniowanie niż czysty uran. To ona samodzielnie wysunęła koncepcję, że muszą tam być inne promieniotwórcze pierwiastki. To ona w oparciu o doświadczenia zdobyte podczas zajęć w Towarzystwie Kursów Naukowych przeprowadziła własnoręcznie rozdział blendy smolistej na frakcje zawierające polon i rad. Marii i Piotrowi Curie Dorabialska poświeciła niewielką, ale bardzo urokliwą książeczkę. Kiedy spędziła rok 1931/1932 na Uniwersytecie Karola w Pradze koledzy nazywali ją pieszczotliwie „żaczkiem pani Curie”.W 1928 roku Dorabialska habilitowała się na Politechnice Warszawskiej w dziedzinie chemii fizycznej, a w 1934 roku uzyskała tytuł profesora nadzwyczajnego oraz nominację na kierownika Katedry Chemii Fizycznej Politechniki Lwowskiej. Została tym samym pierwszą kobietą profesorem Politechniki Lwowskiej. Wielu mężczyzn profesorów uważało, że kobiety na tym stanowisku doprowadzi do obniżenia poziomu i powagi uczelni. Po latach uczona wspominała:Na jakimś przyjęciu w Belwederze ówczesny minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego Wacław Jędrzejewicz zwrócił się do marszałka: Panie Marszałku? Mamy kłopot. Kandydatką na katedrę Chemii Fizycznej na Politechnice Lwowskiej jest kobieta, Alicja Dorabialska. No to co? huknął marszałek. Niech się baba pokaże! Tak, ale jest jeszcze drugi szkopuł. Ona podpisała protest brzeski. No to co? Ma baba charakter! Więc pan Marszałek nie ma nic przeciwko temu, aby pan prezydent podpisał nominację? Oczywiście!
Delegacja Politechniki Lwowskiej przed uroczystością wręczenia Orderu Odrodzenia Polski Politechnice Lwowskiej i profesorowi Kazimierzowi Bartlowi na Zamku Królewskim w Warszawie; pierwsza z lewej profesor Alicja Dorabialska, 13 lutego 1937, NAC, sygn. 1-N-3209-1

Wybuch drugiej wojny światowej zastała uczoną wraz z rodziną w domku letniskowym w Wołominie pod Warszawą. Alicja zdecydowała się powrócić do Lwowa. Jej pociąg został trafiony pociskami. Uczona była w jednym z dalszych wagonów i nic jej się nie stało. W maju 1940 roku ogłoszono repatriację obywateli polskich z miasta, Dorabialska z niej skorzystała, co uratowało jej życie, bowiem, gdy Niemcy weszli w maju 1941 roku do Lwowa rozstrzelali wszystkich profesorów pod zarzutem współpracy z bolszewikami. Czas wojny uczona wraz z matką i Lilką spędziła w Warszawie. Była niezwykłą kobietą – w tajemnicy przed najbliższymi ukrywała w mieszkaniu Żydówkę, a także nauczała w tajnych kompletach. Przed wybuchem Powstania Warszawskiego spadła na uczoną wielka tragedia – w lipcu 1944 roku zmarła jej ukochana siostra. W powstaniu Dorabialska nie walczyła, ale opatrywała rannych, zdobywała leki i żywność.

Po wojnie Dorabialska otrzymała od rektora nowo powstałej Politechniki Łódzkiej profesora Bohdana Stefanowskiego propozycję objęcia katedry chemii. Wspólnie z profesorem Osmanem Achmatowiczem zajęła się organizacją Wydziału Chemicznego. Została powołana na dziekanem Wydziału Chemii. Była świetnym pedagogiem. Studenci nazywali ją „mamą”. Była odważna i niezależna. Kiedy ministerstwo wysłało do profesorów ankietę, w której zapytywało w jakim stopniu w swoich wykładach uwzględniają idee marksizmu-leninizmu, Alicja Dorabialska odpisała – Uprzejmie zawiadamiam, że nie znany jest jakikolwiek wkład tych panów do chemii fizycznej.

Profesor Alicja Dorabialska ze studentami, 1966, [za:] „Eliksir”, nr 2, 2015, s. 7.
We wrześniu 1968 roku uczona przeszła na emeryturę. Jednak nadal żywo interesowała się życiem wydziału. Do jej dziedzictwa należy zaliczyć kierowaną prze nią Katedrę Chemii Fizycznej, gdzie utworzono ośrodki mikrokalorymetrii i radiochemii. Pozostała zawsze wierna ślubowaniu, które złożyła na Politechnice Lwowskiej – Nie dla marnego zysku ani pustej sławy. W 1972 roku napisała autobiografię pt. Jeszcze jedno życie. Całe honorarium, które otrzymała za książkę przeznaczyła na ufundowanie tablicy na warszawskich Powązkach poświęconej pamięci chemików, którzy zginęli na Wschodzie.Uczona cieszyła się uznaniem i szacunkiem. Została odznaczona Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Otrzymała także nagrodę pisma naukowego „Problemy” za szczególną popularyzację wiedzy chemicznej.Zmarła 7 sierpnia 1975 roku w wieku siedemdziesięciu ośmiu lat. Została pochowana obok siostry i rodziców na warszawskich Powązkach. Na jej pomniku wyryto napis: Ja nie umarłam – ja żyję z wami. Zalecana Literatura.

  1. A. Dorabialska, Jeszcze jedno życie, Fundacja Badań Radiacyjnych, Łódź, 1998.
  2. H. Bem, Profesor Alicja Dorabialska (1897–1978), Chemik, nr 12, tom 69, 2015, ss 873–874.
  3. J. Puchalska, Polki, które zadziwiły świat, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2016, ss 176–207.
  4. S. Weinsberg-Tekel, Alicja Dorabialska: Polish Chemist, [w]: A Devotion to Their Science: Pioneer Women of Radioactivity, red.: M. F. Rayner-Cnaham, G. W. Rayner-Canham, McGill-Queen’s University Press, Québec, 1997, ss 92-96.

 

„Marie Curie. Une femme dans son siècle” — polecamy!

 

O Marii Skłodowskiej-Curie napisano już setki książek i artykułów. Powstały doskonałe biografie uczonej autorstwa m.in. Roberta Reida (London 1984), Rosalynd Pflaum (New York 1989), Françoise Giroud (Warszawa 1987), Susan Quinn (Warszawa 1997)  czy Józefa Hurwica (Warszawa 2008) oraz niezastąpione wspomnienia członków rodziny Marii – córek Ewy Curie (Warszawa 1997) i Ireny Joliot-Curie (Warszawa 2020), sióstr Heleny Skłodowskiej-Szalay (Warszawa 2019) i Bronisławy Dłuskiej – praktycznie nieznane w Polsce (Chicago 1921) i niepublikowane wspomnienia brata uczonej Józefa Skłodowskiego, a także jej ojca Władysława. Wreszcie sama Maria Skłodowska-Curie napisała krótką autobiografię (Warszawa 2017) i wspomnienia o mężu Piotrze Curie (Warszawa 2017). W Polsce ukazały się również wybory listów Uczonej (Warszawa 1978, Warszawa 1994, Lublin 1998 i Wrocław 2011). Wszystkim tym książkom towarzyszy mniejszy lub większy bagaż ilustracyjny.

Fot. K. Baryła

Niezwykłym wyjątkiem pod względem ikonograficznym jest wydany w 2017 roku przez francuskie wydawnictwo Gründ przepiękny i unikatowy album pt. Marie Curie. Une femme dans son siècle, który powstał przy współpracy Marion Augustin i Natalie Pigeard-Micault z Muzeum Curie w Paryżu, zaś wstęp napisała wnuczka Marii Skłodowskiej-Curie profesor Hélène Langevin-Joliot. Wnuczka Marii odtwarzając życie babci pokazuje najpiękniejszy portret Marii Skłodowskiej-Curie. Album został przygotowany bardzo starannie: jest wydany w twardej oprawie, na grubym papierze, liczy 240 stron i zawiera niezliczone przepiękne fotografie Marii Skłodowskiej-Curie, jej najbliższej rodziny, przyjaciół, współpracowników czy kolegów naukowców. Wiele z fotografii jest publikowanych po raz pierwszy i z pewnością będą one stanowiły ogromne zaskoczenie dla wszystkich interesujących się życiem i pracą Marii Skłodowskiej-Curie. Wszystkie zdjęcia są starannie opisane, a całość uzupełnia tekst opowiadający o życiu genialnej Polki. Warto podkreślić, że w omawianej książce to tekst towarzyszy fotografiom, a nie odwrotnie.

Wnętrze książki pt. Marie Curie. Une femme dans son siècle,  fot. E. Wajs

Książka została podzielona na sześć części: Młodość (1867–1891), Pasja naukowa (1892–1902), Wdzięczność (1903–1906), Nowe obowiązki (1907–1913), Zaangażowanie patriotyczne (1914–1918) i Dziedzictwo (1919–1934). W każdej znajdziemy opis życia i dokonań uczonej, fragmenty listów, wspomnień, oraz przepiękną ikonografię.

 

Wnętrze książki pt. Marie Curie. Une femme dans son siècle,  fot. E. Wajs

Album jest urozmaicony wieloma niepublikowanymi zdjęciami z rodzinnych albumów rodziny Curie oraz odręcznymi listami, co sprawia, że tak opowiedziana historia najsłynniejszej uczonej na świecie nabiera zupełnie innego wymiaru i znaczenia. Gorąco polecam tę wspaniałą książkę, która sprawi każdemu przyjemność czytania, ale nade wszystko przyjemność oglądania. Intymna historia niezwykłej kobiety staje się nad wyraz fascynująca, inspirująca, a czasem nawet oszałamiająca. Bez względu na to czy ktoś rozumie nauki ścisłe czy też nie, ta książka przybliży Marię Skłodowską-Curie każdemu.

Tomasz Pospieszny

Stephanie Kwolek

 

/   Tomasz Pospieszny   /

Stephanie Louise Kwolek była amerykańską chemiczką polskiego pochodzenia, która kierując zespołem naukowców doprowadziła do wynalezienia kevlaru – niezwykle wytrzymałego i ważnego w przemyśle polimeru.

 

Stephanie Kwolek w wieku 3 lat, Audiovisual Collections and Digital Initiatives Department, Hagley Museum and Library, Wilmington, DE 19807

 

Nellie Kwolek, ok. 1920, Audiovisual Collections and Digital Initiatives Department, Hagley Museum and Library, Wilmington, DE 19807

Rodzicami przyszłej uczonej byli John Kwolek (Jan Chwałek) i Nellie (Eleonora z domu Zajdel) Kwolek, którzy wyemigrowali z Polski będąc młodymi ludźmi. Stephanie urodziła się 31 lipca 1923 roku na przedmieściach Pittsburgha w New Kensington w Pensylwanii. Jej ojciec będący z zamiłowania przyrodnikiem uczył córkę poznawania świata. Z kolei matka pracująca jako krawcowa rozbudziła w córce zainteresowanie projektowaniem ubiorów. Niezwykłe dzieciństwo skończyło się, gdy Stephanie skończyła dziesięć lat, bowiem wtedy zmarł jej ojciec.

W 1946 ukończyła chemię na Margaret Morrison Carnegie College w Carnegie Mellon University w Pittsburghu. Jej marzeniem były studia medyczne. Niestety sytuacja materialna nie pozwoliła Stephanie na wymarzone studia. Postanowiła więc dorobić jako chemik w firmie DuPont (istnieje od 1802 roku, dziś jeden z największych koncernów chemicznych na świecie). Do jej obowiązków należało badanie związków chemicznych wykorzystywanych w produkcji różnego rodzaju włókien tworzących nowe tkaniny. Od początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku Kwolek pracowała nad otrzymaniem lekkiego, ale bardzo wytrzymałego materiału. Uczona prowadziła wówczas badania nad poli(p-fenylenotereftalamidem) i polibenzamidem. W wyniku eksperymentów w 1964 roku Kwolek otrzymała nowe włókna, które charakteryzowały się między innymi: dużą sztywnością i lekkością, odpornością na działanie związków chemicznych (za wyjątkiem mocnych kwasów i zasad), temperaturą użytkowania 160–210o C, a także dużą wytrzymałością właściwą – aż pięciokrotnie większą niż stal, dziesięciokrotnie niż aluminium i trzykrotnie niż włókna szklane. Ponadto nie przewodziły prądu, nie topiły się i nie były palne. Po latach uczona przyznała – Nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że ten mały ciekły kryształ może się przekształcić w coś takiego. Dziś kevlar otrzymuje się w wyniku reakcji polikondensacji chlorków kwasów dikarboksylowych z aminami aromatycznymi np. z dichlorku kwasu tereftalowego i p-fenylodiaminy. Kevlar jest wykorzystywany w produkcji hełmów i kasków, kamizelek kuloodpornych, ognioodpornych rękawic, kombinezonów astronautycznych, kajaków czy telefonów komórkowych.

 

Stephanie Kwolek i Paul Morgan w trakcie demonstracji liny nylonowej, maj 1960, Audiovisual Collections and Digital Initiatives Department, Hagley Museum and Library, Wilmington, DE 19807

 

Stephanie Kwolek za wynalezienie kevlaru, a także lycry i spandexu otrzymała National Inventors Hall of Fame (1995), National Medal of Technology (1996), Perkin Medal (1997) czy Lemelson-MIT Prize (1999). Otrzymała także doktoraty honorowe Worcester Polytechnic Institute (1981), Clarkson University (1997) I Carnegie Mellon University (2001). Była autorką 28 patentów.

Paul Morgan, Herbert Blades i Stephanie Kwolek w laboratorium DuPont, styczeń 1977, Audiovisual Collections and Digital Initiatives Department, Hagley Museum and Library, Wilmington, DE 19807

W 1986 roku przeszła na emeryturę, ale nadal pozostała konsultantką naukową DuPont, National Research Council i National Academy of Sciences. Uczyła także licealistów chemii, działała na rzecz większego udziału kobiet w nauce. Jej pasją było ogrodnictwo i szycie. Uczona całe swoje życie zawodowe poświęciła pracy nad włóknami sztucznymi. Nigdy nie wyszła za mąż, w 1969 roku zmarła jej matka. Kwolek straciła wówczas jedyną najbliższą sobie osobę.

Stephanie Kwolek zmarła 18 czerwca 2014 roku w wieku dziewięćdziesięciu lat w szpitalu Wilmington, w stanie Delaware.

Vera Rubin i ciemna materia

 

/   Tomasz Pospieszny   /

 

Vera Florence Cooper Rubin należy do grona najwybitniejszych uczonych, którzy nie zostali docenieni przez Szwedzką Akademię Nauk. Była amerykańską astrofizyczką, której badania nad szybkością rotacji galaktyk dały dowód na istnienie ciemnej materii. W „The New York Times” pisano, że jej prace dla współczesnej astronomii były początkiem zmian na skalę kopernikańską.

Vera (z prawej) i jej siostra Ruth z babcią, [za:] https://dtm.carnegiescience.edu/remembering-vera
Vera Rubin urodziła się 23 lipca 1928 roku w Filadelfii w Pensylwanii. Jej rodzice byli żydowskimi imigrantami — ojciec Philip Cooper miał Polskie korzenie (urodził się w Wilnie). Do czasu ślubu z Rose Applebaum pochodzącą z Mołdawii pracował jako inżynier w Bell Telephone. Vera miała dwie starsze siostry. Rodzina była mocno zżyta, a rodzice przywiązywali wagę do edukacji córek. W 1938 roku rodzina przeniosła się do Waszyngtonu. To właśnie tutaj dziesięcioletnia Vera po raz pierwszy zainteresowała się astronomią – z wielką fascynacją obserwowała nocne niebo. Moi rodzice byli bardzo, bardzo pomocni, poza tym, że nie lubili, gdy nie spałam całą noc – wspominała. Wspólnie z ojcem zbudowała pierwszy prymitywny teleskop, który umożliwiał jej oglądanie meteorytów. Po latach wspominała – Już wtedy bardziej interesowało mnie pytanie niż odpowiedź. Od wczesnych lat młodzieńczych byłam przekonana, że żyjemy w bardzo ciekawym świecie.

W 1944 roku ukończyła Coolidge Senior High School i nie słuchając nauczycieli, którzy radzili jej, aby wybrała studia artystyczne, podjęła studia licencjackie w Vassar College, na której kiedyś wykładała pierwsza kobieta astronom – Maria Mitchell. Cztery lata później, jako jedyna kobieta–absolwentka, otrzymała licencjat z astronomii. Postanowiła dalej kształcić się na Uniwersytecie w Princeton. Niestety jej podanie zostało odrzucone, gdyż… była kobietą!

 

Vera i Bob w dniu ślubu — 25 czerwca 1948 roku, [za:] https://dtm.carnegiescience.edu/remembering-vera

Latem 1947 roku rodzice przedstawili ją Robertowi (Bobowi) Rubinowi. Kształcił się na oficera marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych i studiował chemię na Uniwersytecie Cornell. Był od niej starszy o dwa lata. Rok później Vera poślubiła Roberta, który prowadził już badania na Uniwersytecie Harvarda. Właśnie ze względu na męża, nie zdecydowała się na podjęcie pracy na tym samym uniwersytecie. W końcu wybrała Uniwersytet Cornell. Co znamienne, prace badawcze prowadziła wychowując jednocześnie czworo dzieci: Davida (ur. 1950), Judith Young (1952–2014), Karla (ur. 1956) i Allan (ur. 1960). Cała czwórka poszła w ślady rodziców i wybrała karierę naukową. David i Allan zostali doktorami geologii, Judith astronomii, a Karl matematyki.

 

Vera Rubin w Parku Narodowym Rocky Mountain z dziećmi. Od lewej: Karl, Dave, Allan, Vera i Judy, 1961, z albumu rodzinnego Allana Rubina, [za:] https://whyy.org/segments/son-of-vera-rubin-reflects-on-her-life-and-impact/

W 1951 roku Rubin obroniła magisterium, w trakcie którego badała ruchy galaktyk. Wytłumaczyła wówczas, w jaki sposób galaktyki oddalają się od siebie. Jej mistrzami byli między innymi Hans Bethe i Richard Feynman. W wieku dwudziestu trzech lat rozpoczęła pracę nad rozprawą doktorską na Uniwersytecie Georgetown. Jej promotorem został George Gamow – wybitny fizyk jądrowy i kosmolog, autor hipotezy powstawania pierwiastków oraz doskonałego cyklu książek o Panu Tompkinsie. Rubin  obroniła pracę doktorską w 1954 roku. Uczona wykazała w niej, że galaktyki skupiały się razem tworząc gromady, a nie były losowo rozmieszczane we Wszechświecie, co było wówczas dość kontrowersyjnym pomysłem.

Przez kolejne lata zajmowała różne stanowiska akademickie – była wykładowcą matematyki i fizyki w Montgomery College, asystentką astronoma, następnie ponownie wykładowcą i w końcu adiunktem na Uniwersytecie Georgetown. W 1963 roku rozpoczęła roczną współpracę z Geoffreyem i Margaret Burbidge’ami, podczas której dokonała pierwszych obserwacji rotacji galaktyk przy użyciu 82-calowego teleskopu w Obserwatorium McDonald.

 

Vera Rubin w Obserwatorium Lowell przy teleskopie Flagstaff, obok niej w kasku Kent Ford – jej długoletni współpracownik, 1965, z albumu rodzinnego Allana Rubina, [za:] https://whyy.org/segments/son-of-vera-rubin-reflects-on-her-life-and-impact/

Vera chcąc uniknąć kontrowersyjnych dziedzin astronomii, obejmujących między innymi badania nad kwazarami i ruchem galaktycznym, skupiła się na rotacji i zewnętrznych obszarach galaktyk. Wraz z Kentem Fordem z Carnegie Institution w Waszyngtonie zaczęła mierzyć prędkość gwiazd na obrzeżach Wielkiej Mgławicy Andromedy. Uczeni uważali, że tak jak planety w Układzie Słonecznym gwiazdy bardziej oddalone od masywnego centrum poruszają się wolniej. Z zaskoczeniem odkryli, że prędkość bliższych i dalszych gwiazd jest taka sama. Rubin zmierzyła dodatkowo krzywe rotacji ponad dwustu innych galaktyk. Za każdym razem wyniki pomiarów były takie same. Doprowadziło to uczoną do dwóch wniosków – albo prawo grawitacji nie działa, albo galaktyki są otoczone tzw. ciemną materią. Gwiazdy muszą być zatem przyciąganie przez coś, co ma ogromną masę i jest bardzo rozległe, a czego nie widać w teleskopach. Jej pierwsze publikacje z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia zostały przyjęte z niedowierzaniem (podobnie jak magisterium i doktorat). Dopiero w latach osiemdziesiątych astrofizycy musieli przyznać jej rację – w galaktykach istnieje nieznana materia, która nie emituje i nie pochłania światła oraz ma masę aż dziesięć razy większą niż łącznie wszystkie gwiazdy widoczne w teleskopach. Dziś wiadomo, że ciemna materia stanowi dziewięćdziesiąt procent materii Wszechświata i jest wykrywana przez wywoływane efekty grawitacyjne. W 1999 roku laureat Nagrody Nobla z fizyki amerykański astrofizyk Saul Perlmutter powiedział – Wszechświat zrobiony jest głównie z ciemnej materii i ciemnej energii i nie wiemy, czym jest każda z nich. Sama uczona w 2000 roku wyjaśniła – W galaktyce spiralnej, stosunek ciemnej do jasnej materii wynosi jeden do dziesięciu. To prawdopodobnie taki sam stosunek jak naszej ignorancji do wiedzy. Wyszliśmy już co prawda z przedszkola, ale jesteśmy dopiero w trzeciej klasie.

 

Wielka Galaktyka Andromedy (M31), fot. M. Nyklewicz / Astro Niki, [za:] https://www.crazynauka.pl/wielka-galaktyka-andromedy-sam-mozesz-zrobic-takie-zdjecie/

Rubin była Żydówką, jednak nie widziała konfliktu pomiędzy nauką, a religią. W udzielonym kiedyś wywiadzie powiedziała – W moim życiu nauka i religia są oddzielone. Jestem Żydówką, więc religia jest dla mnie rodzajem kodeksu moralnego i rodzajem historii. Staram się prowadzić naukę w sposób moralny i uważam, że najlepiej byłoby, gdyby nauka była postrzegana jako coś, co pomaga nam zrozumieć naszą rolę we Wszechświecie.

Vera Rubin, fot. M. Godfrey, [za:] https://dtm.carnegiescience.edu/remembering-vera
Uczona otrzymała wiele prestiżowych nagród, między innymi: Henry Norris Russell Lectureship Prize (1994), Złoty Medal Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego (1996), Bruce Medal (2003), Medal Jamesa Craiga Watsona (2004). Przyznano jej także doktoraty honorowe Harvard University, Yale University, Smith College, Grinnell College i … Princeton University. Jej imieniem została nazwana planetoida (5726) Rubin.

Vera Rubin zmarła w wieku osiemdziesięciu ośmiu lat w nocy 25 grudnia 2016 roku w wyniku powikłań związanych z demencją. Przeżyła męża o osiem lat. Prezes Carnegie Institution, gdzie wykonywała większość swoich badań, nazwał ją skarbem narodowym.

 

 

W 2011 roku powiedziała — Moje życie było ciekawą podróżą. Zostałam astronomką, ponieważ nie wyobrażałam sobie życia na Ziemi bez próby zrozumienia, jak działa Wszechświat. I nie ulega wątpliwości, że Vera Rubin zrozumiała.

 

Literatura zalecana:

[1] K. Jepsen, Vera Rubin, Giant of Astronomy, „Symmetry”, 01–07–2020.

[2] V. Rubin, Bright Galaxies, Dark Matters. Masters of Modern Physics, Woodbury, New York City: Springer Verlag/AIP Press,1997.

[3] A. Lightman, R. Brawer, Origins: The Lives and Worlds of Modern Cosmologists, Harvard University Press (1992).

[4] P. Frances (ed.), Encyklopedia Wszechświata. Astronomia, Planety, Galaktyki, Mapy nieba, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006.

[5] D. Filkin, Wszechświat Stephana Hawkinga. Opisanie Kosmosu, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 1998.

 

Rosalyn Sussman Yalow

 

/   Tomasz Pospieszny  /

 

Urodziłam się 19 lipca 1921 w Nowym Jorku i zawsze tam mieszkałam i pracowałam, za wyjątkiem trzech i pół lat, kiedy studiowałam na Uniwersytecie Illinois. Być może moim najwcześniejszym wspomnieniem jest to, że byłam upartym, zdeterminowanym dzieckiem. Przez lata moja mama mówiła mi, że wielkim szczęściem jest to, że zdecydowałam się robić rzeczy dopuszczalne, bo gdybym wybrała inaczej, nikt nie zawróciłby mnie z obranej przeze mnie ścieżki.

Tak pisała o sobie Rosalyn Yalow amerykańska fizyczka, która za swoje pionierskie prace związane ze stworzeniem radioimmunologicznych metod wykrywania białek oraz badań związanych z hormonami peptydowymi otrzymała w 1977 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny.

Uczona przyszła na świat 19 lipca 1921 roku. Po skończeniu szkoły średniej zdecydowała się na studiowanie fizyki, która pasjonowała ją bez reszty. Ponieważ była niezwykle uparta i wytrwała osiągnęła swój wymarzony cel. W 1945 roku obroniła doktorat z fizyki. Samodzielną pracownię fizyczną urządziła z byłego pomieszczenia dozorcy tworząc pierwszą w USA pracownię badającą radioizotopy. Dwa lata wcześniej poślubiła Aarona Yalowa, z którym miała dwoje dzieci Benjamina i Elannę. Warto podkreślić, że najważniejsza w jej życiu była rodzina, której poświeciła się bez reszty. Jest to o tyle zaskakujące, że w pracy zawodowej osiągnęła bardzo wiele. Może to potwierdzać tylko jej twórczy geniusz.

Od 1947 pracowała w Bronx Veterans Administration Hospital, gdzie zajmowała się zastosowaniem radioizotopów w medycynie. Ściśle współpracowała z Solomonem Bersonem, z którym łączyła ją także serdeczna przyjaźń. Znajomi uczonych twierdzili, że potrafią oni porozumiewać się telepatycznie. Potrafili godzinami rozmawiać o nauce i swoich badaniach. Ich wspólnym sukcesem jest opracowanie testu radioimmunologicznego (RIA) polegającego na wykrywaniu reakcji antygenu z odpowiadającym mu przeciwciałem w oparciu o pomiar radioaktywności izotopu znakującego jeden składnik reakcji – albo antygen albo przeciwciało. Pierwsze testy polegały na badaniu poziomu insuliny w cukrzycy. Szybko jednak test został rozszerzony na inne klasy związków. Uczeni nigdy nie zgodzili się opatentować swojego odkrycia. Badania Yalow i Solomona przyczyniły się w znaczący sposób do rozwoju endokrynologii.

Uczona cieszyła się ogromnym szacunkiem studentów i współpracowników. Sama zdawała sobie sprawę z wagi swoich badań. Podobno przypuszczała, że może otrzymać Nagrodę Nobla, dlatego z tej okazji corocznie w grudniu miała przygotowaną butelkę szampana. Kiedy w 1972 roku na atak serca zmarł Berson Yalow robiła wszystko, aby świat nie zapomniał o jej towarzyszu naukowej przygody. Po jego śmierci walczyła także o własne samodzielne uznanie w świecie nauki – w ciągu czterech lat opublikowała 60 prac naukowych! Własne laboratorium nazwala Laboratorium Badawczym Solomona Bersona. W ten sposób w każdej kolejnej publikacji pojawiało się nazwisko Solomona obok jej. W końcu praca Yalow została doceniona. W 1977 roku otrzymała Nagrodę Nobla. Co znamienne jest to jedyny przypadek w historii, kiedy nagrodę wręczono jedynemu żyjącemu członkowi zespołu badawczego.

Recenzja — „Nieuporządkowane życie planet”

 

Myślę, że każdy z nas kiedyś zastanawiał się jaki jest Wszechświat? Jak powstał? Co spowodowało (a może kto), że jesteśmy tu gdzie jesteśmy? Pytania dotyczące gwiazd, planet i Układu Słonecznego są wciąż aktualne i niezwykle intrygujące. Na wiele z nich odpowiada książka Nieuporządkowane życie planet (angielski tytuł The Secret Lives of Planets). Jej autorem jest znawca tematu, brytyjski astronom Paul Murdin — emerytowany profesor Uniwersytetu Cambridge i pracownik Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego. Autor w zaskakująco intrygujący sposób opowiada o planetach i ich satelitach. Co ważniejsze robi to w sposób niezwykły – traktuje jak dobrych przyjaciół z ich własnymi historiami i osobowościami. Od pierwszych wersów książki widać, że Autor jest pasjonatem astronomii. Czytając jego książkę w wyobraźni rysują się opisywane historie. W moim odczuciu recenzowana książka jest lekturą obowiązkową dla wszystkich zafascynowanych Wszechświatem.

Książka liczy 351 stron i składa się z 16 rozdziałów, słownika (ta część nazywa się Układ Słoneczny w pigułce) oraz kalendarium. W Rozdziale 1. otrzymujemy porządną dawkę (chociaż skondensowaną) informacji związanych z badaczami Wszechświata. Można powiedzieć, że pełni on rolę Wstępu. W rozdziale tym profesor Murdin napisał: W 2009, kiedy piszę tę książkę, znanych jest 3800 planet krążących wokół gwiazd innych niż Słońce (to tak zwane planety pozasłoneczne). Planety są najwyraźniej czymś pospolitym. […] Nie ulega wątpliwości, że „pospolitośćˮ planet zaskakuje. Przynajmniej mnie.

Kolejne rozdziały książki poświęcone są wszystkim planetom Układu Słonecznego, ale, co znamienne, profesor Murdin nie ograniczył się tylko do planet. Poznajemy również historie związane z ziemskim Księżycem, marsjańskimi meteorytami, Ceres (planetą, która nie urosła), księżycami Jowisza (Io, Europa, Kallisto i Ganimedes), księżycami Saturna (Tytan, Enceladus) czy wreszcie Plutonem etc. Każdy rozdział rozpoczyna się podstawowymi informacjami (czymś w postaci tabeli) związanymi z klasyfikacją, odległością od Słońca, okresem orbitalnym, średnicą, okresem obrotu, średnią temperaturą powierzchni i… tajemnicą (swoistym komentarzem planety czy satelity – bywa, że jest to wyznanie, żal, wdzięczność, pretensja czy obsesja) omawianego obiektu. Warto podkreślić, że w książce znajduje się wiele interesujących i w moim odczuciu mało znanych cytatów, które sprawiają, że treść staje się fascynująca. Opisane historie związane z odkryciami i badaniami astronomicznymi dodatkowo zwiększają walory książki i zachęcają do pogłębiania wiedzy. Autor przedstawia też wiele anegdot, mitów czy zabobonów i umiejętnie łączy je z najnowszymi osiągnięciami nauki. Historie z przeszłości i teraźniejszości sprawiają, że otrzymujemy pełen obraz Układu Słonecznego. Wszystkie bardziej skomplikowane terminy pojawiające się w tekście są zawsze wyjaśnione w sposób prosty i co najważniejsze rzetelny. Lektura książki jest bardzo interesująca. Sądzę, że każdy znajdzie w jej treści coś co go zaskoczy. Czytelnik dowie się między innymi dlaczego Pluton został „zdegradowanyˮ z pozycji planety, że na księżycu Saturna – Tytanie – znajdują się jeziora wypełnione płynnym metanem i że Mars był kiedyś niebieski.

Jedynym mankamentem, który sprawił, że czułem niedosyt podczas lektury książki to brak ilustracji i fotografii. Myślę, że w zdecydowany sposób materiał ikonograficzny podniósłby walory książki.

Nie można się nie zgodzić z opinią, że książka Paula Murdina poświęcona jest cudom i dziwom astronomii. Nieuporządkowane życie planet na długo pozostanie w mojej pamięci i wyobraźni.

 

Piękniejsza Strona Nauki dziękuje za egzemplarz recenzencki.

Tomasz Pospieszny

Paul Murdin, Nieuporządkowane życie planet, Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2020.

Patroni książki „Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce”

 

 

Miło nam podzielić się z Państwem informacją, że patronat medialny nad wydaniem książki Tomasza Pospiesznego pt. Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce objęło Radio Kraków. Publikację objęły patronatem następujące instytucje:

🔸Polska Akademia Nauk Archiwum w Warszawie,

🔸Redakcja czasopisma „Foton”,

🔸Fundacja Polska Sieć Kobiet Nauki,

🔸Instytut Francuski,

🔸Muzeum Łazienki Królewskie,

🔸Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi,

🔸Piękniejsza Strona Nauki,

🔸portal Girls Gone Tech,

🔸Medyczne Centrum Naukowo-Diagnostyczne BB-Med,

🔸Fundacja Wega,

🔸Fundacja Teatr Papahema

🔸 Global Scientific Foundation.

101. rocznica założenia Polskiego Towarzystwa Chemicznego

Leon Marchlewski (Narodowe Archiwum Cyfrowe) i Maria Skłodowska-Curie (Domena Publiczna). Opracowanie graficzne Ewelina Wajs

 

Dnia 29 czerwca 1919 roku z inicjatywy Leona Marchlewskiego (wybitnego biochemika), Stanisława Bądzyńskiego (chemika i fizjologa) oraz przyszłego Prezydenta RP Ignacego Mościckiego (chemika, ale i wynalazcy) zostało założenie Polskie Towarzystwo Chemiczne w Warszawie.

Maria Skłodowska-Curie została wpisana na listę współzałożycieli. W liście z 7 czerwca 1919 roku prof. Wojciech Świętosławski napisał do noblistki:

Wielce Szan. Pani,

            Z inicjatywy prof. Marchlewskiego odbyły się w Warszawie, Krakowie i Lwowie posiedzenia w sprawie organizacji Polskiego Towarzystwa Chemicznego, które by skupiło wszystkich chemików Polaków, pracujących zarówno na polu naukowym, jak też w technice i pedagogii. W dn. 29 VI ma się odbyć w gmachu chemicznym Politechniki Warszawskiej zjazd członków założycieli tego Towarzystwa.

            W imieniu Komisji Organizacyjnej mam zaszczyt prosić Wielce Szan. Panią o rozpatrzenie załączonego przy niniejszym projektu statutu Towarzystwa oraz o przybycie na zebranie członków założycieli Towarzystwa w dn. 29 VI. W razie niemożliwości i przybycia może W. Szan. Pani zechce zgłosić listownie swą zgodę na wpisanie W. Szan. Panią na listę członków założycieli Polskiego Towarzystwa Chemicznego.

            Za Sekretariat Komisji Organizacyjnej:

                                                                                                          Dr Wojciech Świętosławski

Pozostaję z głębokim szacunkiem i poważaniem.

 

[Za]: K. Kabzińska, M. H. Malewicz, J. Piskurewicz, J. Róziewicz, Korespondencja polska Marii Skłodowskiej-Curie. 1881–1934, Instytut Historii Nauki PAN, Polskie Towarzystwo Chemiczne, Warszawa 1994, s. 132.