Projekt „Pasja & geniusz” — premiera książki i wernisaż wystawy

Autorzy wystawy: Tomasz Pospieszny i Ewelina Wajs — czyli Piękniejsza Strona Nauki.

 

Tomasz Pospieszny, Sylwia Chutnik i Ewelina Wajs.

 

W czwartek 10 października w Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie odbyła się premiera książki Tomasza Pospiesznego „Pasja i geniusz. Kobiety, które zasłużyły na Nagrodę Nobla”. Spotkaniu autorskiemu towarzyszył wernisaż wystawy „Pasja & geniusz” autorstwa Tomasza Pospiesznego i Eweliny Wajs.

Spotkanie inspirująco poprowadziła Pani Sylwia Chutnik. Rozmowy toczyły się wokół Nagród Nobla dla bohaterek książki, których nigdy nie przyznano, a także w kontekście Nagrody Nobla z literatury za rok 2018 przyznanej Oldze Tokarczuk.

W trakcie spotkania autorskiego.

Serdecznie dziękujemy Panu Sławomirowi Paszkietowi — Dyrektorowi Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie — za zaproszenie do Muzeum oraz jego pracownikom za pomoc w organizacji spotkania i wernisażu.

Spotkanie otworzył Pan Sławomir Paszkiet – Dyrektor Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Fragmenty książki „Pasja i geniusz. Kobiety, które zasłużyły na Nagrodę Nobla” czytał Pan Zbigniew Moskal.

 

Spotkanie było transmitowane na żywo — można je zobaczyć na profilu facebookowym Muzeum.

Wystawa „Pasja & geniusz” będzie prezentowana w Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie do końca grudnia 2019 roku.

Pani Maria Pilich, współautorka książki „Nobliści z nad Wisły, Odry i Niemna” i Pan profesor Jan Piskurewicz (z tyłu) w rozmowie z Tomaszem Pospiesznym.

Fotografie publikujemy za zgodą Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Autorem zdjęć jest Pan Maciej Domański.

Jubileusz Towarzystwa Marii Skłodowskiej-Curie w Hołdzie

 

Medal Stulecia Odkrycia Radu, fot. Ewelina Wajs

W 1994 roku powołano do życia Towarzystwo Marii Skłodowskiej-Curie w Hołdzie. Inicjatorami byli inż. Michał Hłasko i prof. dr hab. Andrzej Kułakowski – jego wieloletni prezes. 3 października świętować będziemy 25. lecie wpisania Towarzystwa do Rejestru Stowarzyszeń.

 

Instytut Radowy w Warszawie, lata 30., NAC sygn. 1-N-817-2

Nazwa organizacji nawiązuje do napisu umieszczonego pierwotnie na elewacji Instytutu Radowego przy ulicy Wawelskiej w Warszawie — Marji Skłodowskiej-Curie w Hołdzie­. Instytut powstał bowiem w całości ze składek publicznych i był Darem Narodowym, hołdem dla Wielkiej Uczonej od jej rodaków. Towarzystwo mieści się w budynku klinicznym, który Maria Skłodowska-Curie uroczyście otworzyła 29 maja 1932 roku. Na parterze znajduje się Sala Historyczna im. Bronisławy Dłuskiej, w której zobaczyć można wystawę poświęconą historii powstania Instytutu Radowego, a także skorzystać z biblioteki. W ogrodzie Instytutu rośnie drzewo posadzone przez Marię w 1932 roku oraz znajduje się ścieżka edukacyjna, którą opracowali członkowie Towarzystwa.

 

Celem Towarzystwa jest rozpowszechnianie informacji o życiu i dziele Marii Skłodowskiej-Curie dla utrwalenia Jej pamięci, przyczynianie się do ochrony i uznania wartości Jej pism, prac oraz wszelkich dokumentów z Nią związanych, a także szeroko pojęta działalność promująca Jej idee i zainteresowania, zwłaszcza w zakresie walki z chorobami nowotworowymi.

Ze Statutu Towarzystwa

 

Logotyp na rok 2017, zaprojektowany przez Ewelinę Wajs

Mamy zaszczyt być członkami Towarzystwa Marii Skłodowskiej-Curie w Hołdzie. W roku jubileuszowym 2017 (150. rocznicy urodzin Noblistki, 120. rocznicy urodzin Ireny Joliot-Curie, 85. rocznicy powstania Instytutu Radowego oraz 10. rocznicy śmierci Ewy Curie-Labuisse), 18 października, zostaliśmy uhonorowani posrebrzanymi medalami Stulecia Odkrycia Radu. Medale te są przyznawane osobom szczególnie zasłużonym dla Towarzystwa i działającym na rzecz upowszechnienia wiedzy o życiu i działalności Marii Skłodowskiej-Curie.

Awers i rewers medalu Stulecia Odkrycia Radu

 

Z okazji jubileuszu życzymy wszystkim członkom i sympatykom Towarzystwa Marii Skłodowskiej-Curie w Hołdzie owocnej pracy przy promowaniu dzieła Największej Polskiej Uczonej.

 

Ewelina Wajs i Tomasz Pospieszny

 

1. urodziny i wykład w Austriackim Forum Kultury

Urodzinowy tort zdobiła plansza tytułowa naszej wystawy (Pasja&geniusz)

Serdecznie dziękujemy wszystkim naszym Przyjaciołom i Sympatykom, którzy razem z nami w świętowali 1. urodziny Piękniejszej Strony Nauki po wykładzie Zapomniany geniusz — Lise Meitner. 48x nominowana do Nobla!

To był wspaniały wieczór, który na zawsze pozostanie w naszej pamięci

Edyta Łukaszewska dziękujemy za Twój wspaniały głos!
Dr Brygida Beck – założycielka Medycznego Centrum Naukowo-Diagnostycznego BB-Med
Medyczne Centrum Naukowo-Diagnostyczne BB-Med obchodzi jubileusz 10. lecia. Gratulujemy!
Pani Hanna Karczewska, prawnuczka Heleny Skłodowskiej-Szalayowej (siostry Marii Skłodowskiej-Curie)
Karolina i Seweryn Łukasikowie – projekt Girls Gone Tech
Agata Modzelewska i Anna Michnikowska z Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Specjalne podziękowania kierujemy w stronę Pana Ruperta Weinmanna, Dyrektora Austriackie Forum Kultury / Österreichisches Kulturforum Warschau za użyczenie gościnnych progów AFK.

Tomasz Pospieszny i Ewelina Wajs

 

 

 

To już rok!

We wrześniu minał rok, odkąd powołaliśmy do życia Piękniejsza Stronę Nauki. W ciągu ostatnich 12 miesięcy wygłosiliśmy 34 wykłady, zorganizowaliśmy 2 spotkania autorskie, uczestniczyliśmy w 3 konferencjach, przygotowaliśmy wystawę w Bibliotece Jagiellońskiej, zaaranżowaliśmy pokazy chemiczne w ramach Narodowej Wystawy Rolniczej w Poznaniu, rozpoczęliśmy przygodę z geocachingiem, wydaliśmy 2 książki i opublikowaliśmy 18 felietonów.

Współpracowaliśmy z bibliotekami (Wojewódzka Biblioteka Pedagogiczna im. KEN w Warszawie, Biblioteka Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego, Biblioteka Jagiellońska, Biblioteka dla Dzieci i Młodzieży nr 26 w Warszawie, Biblioteka „Pod Skrzydłami” w Warszawie, Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu oraz Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich oddział w Warszawie), z Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie oraz Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem, z Zachodniopomorskim Kuratorium w Szczecinie, z Biurem Karier Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego, Archiwum PAN w Warszawie, Uniwersytetami Trzeciego Wieku (w Warszawie i Złotowie), wieloma szkołami i organizacjami kultury.

Na potrzeby Piękniejszej Strony Nauki powstało kilkadziesiąt dedykowanych grafik w postaci plakatów, wpisów w mediach, okładek naszych książek i wystaw.

Stworzyliśmy stronę internetową, na której publikujemy felietony i inne treści popularyzujące rolę kobiet w tworzeniu nauk ścisłych.

Poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi, z którymi rozmowy były i są zawsze inspirujące. Nie sposób wszystkich wymienić, ale wszystkim chcielibyśmy w tym miejscu gorąco podziękować.

W drugi rok działalności wchodzimy z kolejną wystawą. Pasja & geniusz to dopełnienie najnowszej książki Tomasza Pospiesznego. Przewrotnie głos ma w niej 11 genialnych, oddanych nauce kobiet. Własnymi słowami opowiadają o pracy naukowej, pasji i zaangażowaniu, ale także o problemach, jakie napotykały na swojej zawodowej drodze. Nasz projekt Pasja & geniusz wsparli swoimi patronatami: Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, Archiwum PAN w Warszawie, Instytut Francuski, Austriackie Forum Kultury, Wydawnictwo Po Godzinach, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, Polska Sieć Kobiet Nauki, Czasopismo Foton, Medyczne Centrum Naukowo-Diagnostyczne BB-Med oraz DRUKWIELKOFORMATOWY Paweł Ciepielewski.

Rok temu wymyśliliśmy sobie Piękniejszą Stronę Nauki. Jest jeszcze wspanialsza niż nasze najśmielsze marzenia.

Wszystkim Państwu za wsparcie, słowa zachęty, ale także twórczej krytyki serdecznie dziękujemy.

Tomasz Pospieszny & Ewelina Wajs

122. rocznica urodzin Ireny Joliot-Curie

Z okazji urodzin drugiej w historii nauki laureatki Nagrody Nobla z chemii zapraszamy do przeczytania fragmentu książki „Pasja i geniusz. Kobiety, które zasłużyły na Nagrodę Nobla”.

 

Irenka w Saint-Rèmy-lès-Chevreuse, gdzie rodzina spędzała lato, 1904, [za:] Marie Curie. Une femme dans son siècle, Paris 2017, s. 99.
Irène Joliot-Curie przyszła na świat 12 września 1897 roku w Paryżu. Nieco ponad rok później jej rodzice, Maria Skłodowska-Curie i Pierre Curie, ogłosili odkrycie dwóch nowych cudownych pierwiastków radioaktywnych – polonu i radu. Sądzę, że można śmiało wysunąć wniosek, iż Irène urodziła się w przededniu naukowej rewolucji. Z listu Marii do siostry Heleny wiadomo, że poród nastąpił „przynajmniej o 15 dni za wcześnie; przyspieszyło go zmęczenie przy porządkowaniu mieszkania i rzeczy zimowych, dreptałam za wiele przez ostatnie dni1. Poród odebrał teść Marii – Eugènie Curie. Kilka dni później, 27 września, na raka piersi zmarła matka Pierre’a Sophie-Claire. Eugène zamieszkał z rodziną syna i wydaje się, że od tego momentu był „najlepszym przyjacielem dziewczynki, najtkliwszym jej wychowawcą2. Irène, wspominając dziadka, pisała, że był człowiekiem:

[…] o postępowych poglądach, wolnomyślicielem i antyklerykałem3. […] Jestem przekonana, że w niektórych kwestiach politycznych dziadek miałby te same poglądy co ja, ponieważ mój sąd opiera się na prostych zasadach, które on mi wszczepił. Moje nastawienie w stosunku do spraw politycznych i religijnych zawdzięczam w znacznie większym stopniu jemu niż matce4.

Jej siostra Ève Curie wspominała z kolei, że:

[…] jemu to niewątpliwie zawdzięcza późniejsza Irena Joliot-Curie równowagę psychiczną,

on ją nauczył stronić od wszelkiego smutku i bezgranicznie kochać rzeczywistość, on jej przekazał swój antyklerykalizm, a nawet swoje sympatie polityczne5.

Sama uczona zaś dodawała:

W początkach mego wykształcenia ważną rolę odegrał dziadek, dawał mi dużo książek i kazał się uczyć wierszy, które nie bardzo jeszcze rozumiałam, ale których piękno już odgadywałam. Z tych czasów pozostało mi zamiłowanie do uczenia się poezji6.

Irena z dziadkiem Eugeniuszem Curie, [za:] https://www.pourlascience.fr/sd/histoire-sciences/deux-jeunes-gens-complementaires-4516.php, dostęp 12 września 2019
Nie powinno to dziwić, gdyż doktor Curie miał więcej czasu niż synowa, a jednocześnie był bardziej antyklerykalny niż ona. Irène przejęła nieprzejednany stosunek dziadka do religii. Dopóki żyła, nigdy nie weszła do kościoła, nawet żeby podziwiać dzieła sztuki sakralnej7. We wspomnieniach poświęconych matce napisała:

Matka, która nigdy nie była wierząca, mówiła nam niekiedy: „Wychowuję was bez religii. Później, kiedy będziecie dorosłe, będziecie mogły, o ile zechcecie, przyjąć religię, która by wam odpowiadała”. Dziadek, stary wolnomyśliciel, nie ochrzcił swoich synów, co było rzeczą rzadką w tamtym czasie. Na pewno nie mógłby zrozumieć ani uznać, że synowie jego mogliby się nawrócić na jakąś religię. Ja zajmuję to samo stanowisko i chociaż szanuję szczerze wiarę, nie mogłabym współżyć blisko ze swoim dzieckiem, którego pojęcia tak bardzo odbiegałyby od moich8.

Bronisława Dłuska w liście do Ludwika Wertensteina pisała, że Irène:

[…] namiętnie kochała matkę i uważała ją za swoją wyłączną własność. Nikt inny nie miał

na nią wpływu z wyjątkiem dziadka, dr. Eugeniusza Curie, który po śmierci żony zamieszkał

z rodzicami Ireny. Był to człowiek niezwykle wykształcony i niezmiernej dobroci. […] Mając

dużo wolnego czasu, dziadek opiekował się troskliwie i mądrze małą Ireną. Uczył ją czytać

i pisać, chodził z nią na spacery i rozmawiał całymi godzinami. Wpływ matki i dziadka odbił

się wcześnie na dziecku, urabiając w nim poważny stosunek do życia i do lekceważenia błahszych jego stron9.

Maria była oddaną, kochającą i troskliwą matką. W listopadzie 1897 roku w jednym z listów do Władysława Skłodowskiego pisała:

Nadal karmię moją małą królewnę, ale niedawno obawialiśmy się, że będę musiała przestać. W ciągu ostatnich trzech tygodni Irena nagle spadła na wadze, wyglądała niezdrowo, była bez ochoty do życia i smutna. Teraz idzie jednak ku lepszemu. Jeśli Irena będzie normalnie przybierała na wadze, będę nadal karmić ją sama. Jeśli nie, wezmę mamkę, mimo przykrości, jaką mi to sprawi, i mimo kosztów: za nic na świecie nie chciałabym zaszkodzić rozwojowi mojego dziecka10.

Maria z Ireną, ok. 1904, Musee Curie (coll. ACJC)

Natomiast w grudniu 1898 roku do Bronisławy Dłuskiej donosiła, że z Irène „robi się coraz większy łobuz, co do żywienia jest bardzo wybredna i, oprócz tapioki na mleku, nic prawie regularnie jeść nie chce, nawet jajek”11. W notatniku notowała etapy rozwoju córki:

Styczeń 1898 roku: Chowa się dobrze i zaczyna przekręcać się w łóżeczku na bok.

Luty: Zaczyna bać się obcych ludzi i rzeczy, podniesionych głosów itp.12

20 lipca: […] robi „pa” rączką – zupełnie już dobrze chodzi na czworakach i mówi „gogli – gogli – go”. Przez cały dzień przebywa w ogrodzie w Sceaux, na dywanie. Tacza się po nim, wstaje, siada…

15 sierpnia: […] wyrznął się siódmy ząbek, na dole z lewej strony. Może się utrzymać, stojąc pół minuty bez niczyjej pomocy. Od trzech dni kąpiemy ją w rzece. Krzyczy przy tym, ale dzisiaj (czwarta kąpiel) przestała krzyczeć i zaczęła się bawić, uderzając rączkami o wodę. Bawi się z kotem i goni go z bojowymi okrzykami. Nie boi się już obcych. Dużo śpiewa.

Z krzesła potrafi sama wdrapać się na stół.

17 października: […] chodzi bardzo dobrze, zupełnie już nie biega na czworakach.

5 stycznia 1899 roku: […] ma piętnaście zębów13.

Maria i Piotr Curie z córką Ireną oraz Jean i Henrietta Perrinowie z córką Aliną, ok. 1900, [za:] http://www.bg.agh.edu.pl/MSC/msc.php?page=04C_PiotrCurie, dostęp 12 września 2019
Należy pamiętać, że w czasie gdy Irène stawiała dzielnie pierwsze kroki i poznawała świat na swój własny dziecięcy sposób, jej rodzice poznawali mistyczny świat atomów. Wnuczka Marii Hélene Langevin-Joliot podkreśliła:

Moja matka […] mówiła, że były dwie Marie, jedna ta z laboratorium i druga w domu. W domu pełniła rolę matki, która troszczy się o dzieci. Piotr dużo mniej zajmował się córkami,

więc w ich domu panował tradycyjny w owych czasach podział ról. Oczywiście mieli w domu pomoc, kogoś, kto gotował, pilnował dzieci. Ojciec Piotra mieszkał z nimi i w dużej mierze przejął opiekę nad dziećmi, szczególnie moją matką, co było ogromnie ważne, zwłaszcza po śmierci Piotra14.

Irène podobnie jak jej ojciec niewiele mówiła, była uparta, nieśmiała i skryta, myślała wolno, ale dogłębnie, cechowała ją wielka inteligencja. Uczennica Marii Eugénie Cotton podaje, że kiedy Irène w gabinecie przyrodniczym w Sevres zobaczyła gipsowy odlew ciosu mamuta, zapytała ją, czy kiedykolwiek widziała mamuta. Gdy Cotton wyjaśniła, że mamuty żyły bardzo dawno, zaintrygowana Irene powiedziała: „No to spytam się dziadzi, jest stary. Musiał przecież kiedyś je widzieć15. Dziadek nauczył ją też wrażliwości. Kiedyś zobaczyła obraz Rembrandta przedstawiający starą biedną kobietę i wykrzyknęła, zanosząc się płaczem: „Och, moja biedna staruszko!16. Wykazywała dziecinną nieśmiałość i zuchwałość. Kiedy Maria zapraszała nielicznych przyjaciół do domu, Irène ukrywała się za jej spódnicą i od czasu do czasu upominała się „Musisz zwrócić na mnie uwagę17. Zagadywana na plaży przez znajomą matki powiedziała ostrożnie: „Nie bardzo cię znam18. Nie bez powodu Maria nazywała ją małą królewną lub małym dzikusem19.

Irena i Ewa Curie, 1908, Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie

Od wczesnych lat wykazywała znaczne zainteresowanie i zdolności do nauki. Splendor, który spadł na rodzinę Curie w 1903 roku w związku z przyznaniem Marii i Pierre’owi Nagrody Nobla z fizyki, dotknął także bezpośrednio sześcioletnią Irène. Dziennikarze podchodzili pod ogród państwa Curie i ukradkiem próbowali rozmawiać z ich córką. Zapytana przez jednego z nich: „Gdzie są twoi rodzice?”, odpowiedziała poważnie: „W laboratorium20. Hélene Langevin-Joliot wspominała:

Mama opowiadała mi, że uwielbiała spędzać czas z rodzicami, ale nie zawsze było to możliwe. Lubiła też bawić się z dziećmi, a Nagroda Nobla była jedną z jej ulubionych zabawek21.

Eugénie Cotton pisała z kolei, że Irène:

[…] do ósmego roku życia wzrastała w szczęśliwym domu rodzinnym. Rodziców swoich, rzecz prosta, widywała za dnia bardzo rzadko, ale wieczorami, w niedzielę, podczas wakacji otoczona była ich czułą miłością i pozostały jej piękne wspomnienia wspólnych spacerów w lesie, nad morzem. Często obijały się o jej uszy wyrazy takie jak laboratorium, rad, polon, emanacja. […] [Irene] bawiła się pięknym złotym medalem Davy’ego, który otrzymali jej rodzice, widziała, jak rad świeci w ciemności […]22.

 

Bibliografia

1 K. Kabzińska, M.H. Malewicz, J. Piskurewicz, J. Róziewicz, Korespondencja polska Marii Skłodowskiej-Curie. 1881−1934, Instytut Historii Nauki PAN, Polskie Towarzystwo Chemiczne, Warszawa 1994, s. 27.

2 E. Curie, Maria Curie, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1997, s. 160.

3 I. Joliot-Curie, Wspomnienia o Marii Skłodowskiej-Curie, „Postępy Fizyki” 6, 1955, s. 40–65.

4 Tamże, s. 57.

5 S. Quinn, Życie Marii Curie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997, s. 358.

6 I. Joliot-Curie, Wspomnienia, dz. cyt., s. 44.

7 S. Bertsch McGrayne, Nobel Prize Women in Science. Their Lives, Struggles, and Momentous Discoveries, wyd. 2, Joseph Henry Press, Washington 2006, s. 121.

8 I. Joliot-Curie, Wspomnienia, dz. cyt., s. 57.

9 E. Wajs-Baryła, List Bronisławy Dłuskiej do Ludwika Wertensteina z charakterystyką Ireny Joliot-Curie – po otrzymaniu Nagrody Nobla, „Nauka Polska. Jej Potrzeby, Organizacja i Rozwój” 27 (52), 2018, s. 13–24.

10 S. Quinn, Życie Marii Curie, dz. cyt., s. 189.

11 E. Curie, Maria Curie, dz. cyt., s. 173.

12 S. Quinn, Życie Marii Curie, dz. cyt., s. 189.

13 E. Curie, Maria Curie, dz. cyt., s. 173–174.

14 A. Albrecht, Maria Skłodowska-Curie. Listy, Drzewo Babel, Warszawa 2012, s. 47.

15 S. Bertsch McGrayne, Nobel Prize Women in Science, dz. cyt., s. 122.

16 Tamże, s. 122.

17 Tamże.

18 Tamże.

19 W. Conkling, Radioactive! How Irene Curie and Lise Meitner Revolutionized Science and Changed the World, Algonquin Young Readers, Chapel Hill 2016, s. 20.

20 S. Bertsch McGrayne, Nobel Prize Women in Science, dz. cyt., s. 122.

21 Cytat z filmu: Wyjście z cienia – historia Ireny i Fryderyka Joliot-Curie, reż. R. Reed, USA 2009.

22 E. Cotton, Rodzina Curie i promieniotwórczość, Wiedza Powszechna, Warszawa 1965, s. 97.

Irena Joliot-Curie — czy wiecie, że….

Irena Joliot-Curie w laboratorium Instytutu Radowego, lata 30., Musee Curie (Col. ACJC)

 

Irène Joliot-Curie urodziła się 12 września 1897 roku w Paryżu. Kto wie, że:

 

  • była bardzo kapryśnym dzieckiem;
  • jedną z jej ulubionych zabawek był medal Nagrody Nobla z fizyki przyznany Marii i Piotrowi Curie w 1903 roku;
  • w wieku dziewięciu lat straciła ojca;
  • była w dużej mierze wychowywana przez dziadka Eugeniusza Curie – przejęła jego wrażliwość na zjawiska przyrody, a także jego poglądy polityczne i światopogląd;
  • jako dziecko była bardzo milcząca i poważna, miała niewielu przyjaciół;
  • przez dwa lata była uczennicą „spółdzielni” – specjalnej szkoły, którą założyła jej mama;
  • miała młodszą o siedem lat siostrę Ewę – uzdolnioną pianistkę i pisarkę;
  • znała język polski – szczególnie dobrze posługiwała się gwarą góralską;
  • lato 1911 roku spędziła z siostrą i matką w Zakopanem u Bronisławy Dłuskiej, tam nauczyła się tam jeździć konno;
  • jesienią 1911 roku towarzyszyła matce podczas ceremonii noblowskiej w Sztokholmie;
  • jako siedemnastolatka dołączyła do matki by pracować w służbie radiologicznej na froncie pierwszej wojny światowej: wykonywała prześwietlenia, a także szkoliła pielęgniarki do pracy z promieniami X;
  • w 1918 roku została odznaczona przed rząd francuski orderem za udział w wojnie;
  • od 1923 roku była asystentką Marii w Instytucie Radowym w Paryżu;
  • była najbliższą przyjaciółką swojej matki;
  • w 1925 roku obroniła pracę doktorską, której promotorem był Paul Langevin;
  • w 1926 roku poślubiła Fryderyka Joliot, asystenta w Instytucie Radowym;
  • po ślubie Irena i Fryderyk postanowili połączyć swoje nazwiska (za zgodą Marii Curie) i odtąd nazywali się Joliot-Curie;
  • w 1927 roku urodziła córkę Helenę, a w 1932 roku syna Piotra;
  • po urodzeniu córki zachorowała na gruźlicę i co roku jeździła na kilka miesięcy do sanatorium;
  • razem z Fryderykiem odkryli sztuczną promieniotwórczość;
  • Nagrodę Nobla z chemii w 1935 roku wręczył Irenie i Fryderykowi król Szwecji Gustaw V, który wręczył tę samą nagrodę Marii w 1911 roku;
  • po ceremonii noblowskiej Irena zaszyła się w kącie czytając książkę;
  • trzy razy była o krok od kolejnej Nagrody Nobla: odkrywając neutrony (Nagroda Nobla dla Jamesa Chadwicka, 1935), pozytony (Nagroda Nobla dla Carla Andersona, 1936) oraz rozszczepienie jądra atomowego (Nagroda Nobla dla Ottona Hahna, 1944);
  • w 1936 roku Irena i Fryderyk za część pieniędzy otrzymanych z Nagrodą Nobla kupili elektromagnes do Pracowni Fizycznej Instytutu Radowego w Warszawie, odwiedzili wtedy Warszawę w drodze do Moskwy;
  • założyła pierwszy klub jujitsu w Paryżu w 1936 roku;
  • uwielbiała sport, zwłaszcza jazdę na nartach, pływanie i grę w tenisa;
  • jako pierwsza kobieta we Francji zasiadła w rządzie jako sekretarz stanu ds. badań naukowych;
  • nigdy nie dbała o fryzurę i ubiór;
  • konwenanse dla niej nie istniały;
  • miała olbrzymie poczucie humoru mawiała np. Istnieją mężowie, którzy noszą przy sobie fotografie swych żon. Poproście Freda, aby wam pokazał fotografię, jaką nosi w portfelu. Był to ogromny szczupak, którego złowił;
  • uwielbiała czytać powieści Kiplinga, Colette, Mitchell oraz kryminały;
  • w 1948 roku została zatrzymana – jako potencjalny szpieg – i nie wpuszczona do Stanów Zjednoczonych;
  • w 1950 roku Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie przyznał jej tytuł doktora honoris caususa;
  • w 1951 roku ten sam tytuł przyznał jej Uniwersytet Jagielloński;

Jadwiga Szmidt — poliglotka zakochana w nauce

Jadwiga Schmidt, b.d., [za:] N. Pigeard-Micault, Les femmes du laboratoire de Marie Curie, Paris 2013, s. 269

Jadwiga Szmidt jest kobietą, która jak inne opisane w felietonach na łamach Piękniejszej Strony Nauki, poświęciły swoje życie dla nauki. Jak wiele z nich musiała opuścić dom rodzinny, aby móc poznawać tajniki najpiękniejszej tajemnicy Matki Przyrody – tajemnice fizyki i chemii. Szmidt miała możliwość uczyć się od najlepszych. Pracowała zarówno z Marią Skłodowską-Curie jak i Ernestem Rutherfordem.

Jadwiga Szmidt przyszła na świat 8 września 1889 roku w Łodzi w polskiej rodzinie. Wiadomo, że jej ojciec miał na imię Ryszard. Co dość istotne była wychowana w wierze ewangelickiej. Jej ścieżka edukacyjna była dość typowa dla czasów, w których przyszło jej żyć. Początkowe nauki pobierała w Warszawie, a następnie w 1905 roku rozpoczęła studia nauczycielskie w Żeńskim Instytucie Pedagogicznym w Petersburgu. Nauczanie było wtedy jedną z niewielu opcji dostępnych dla kobiet zainteresowanych nauką.

Paul Ehrenfest (1880–1933), ok. 1911 roku, domena publiczna

Po ukończeniu studiów w 1909 roku (inne źródła podają 1911 rok) Szmidt przyjęła etat w Żeńskim Gimnazjum Tagantsewa w Sankt Petersburgu, gdzie przez dwa lata uczyła fizyki. To właśnie tutaj Jadwiga poznała i zaprzyjaźniła się między innymi z Paulem Ehrenfestem i jego żoną Tatianą Afanasjewą [felieton Tomasza Pospiesznego o Tatianie], Abramem Joffem czy Dmitrijem Roschdestwenskim. Warto odnotować, że poza zwykłymi zajęciami prowadziła także zajęcie laboratoryjne. W 1911 roku wyjechała do Paryża na półroczne szkolenie nauczycieli na Sorbonie. Dzięki wstawiennictwu Jana Danysza, Szmidt, pomimo braku licencjatu, otrzymała zgodę na odbycie stażu w semestrze wiosennym w laboratorium Marii Skłodowskiej-Curie. Jak się później okazało był to dość wyjątkowy czas dla laboratorium Curie, gdyż w tym samym czasie co ona pracowały tam również May Sybil Leslie (angielska chemiczka; zajmowała się chemią toru i aktynu), Ellen Gleditsch (norweska radiochemiczka; ustaliła okres półtrwania radu i pomogła udowodnić istnienie izotopów) i Eva Ramstedt (szwedka chemiczka; specjalistka z zakresu radiologii). Szmidt zaprzyjaźniła się szczególnie z Leslie i Gleditsch, a ich znajomość przetrwała przez długie lata.

Po powrocie do Petersburga Jadwiga ponownie zaczęła nauczać fizyki, ale jak sie wydaje jej pobyt w laboratorium Marii Curie obudził w niej chęć do pracy naukowej. Po rozmowie z profesorem Aleksandrem Lwowiczem Grishunem, który uczył ją Żeńskim Instytucie Pedagogicznym w Petersburgu, i jego aprobacie, zaczęła badania związane z optotechniką w kierowanym przez niego laboratorium.

Fizycy z Petersburga; pierwszy rząd: D. S. Roschdestwenski; drugi rząd od lewej: P. Ehrenfest, G. Weihardt, G. P. Perlitz, T. Afanasjewa-Ehrenfest; trzeci rząd: W. Bursian, A. Ioffe, J. Krutkov, W. Chulanowski, L. Isakow, A. Dobiasz, J. Schmidt, C. Baumgart, 1912, domena publiczna

 

Członkowie kręgu fizyków w Petersburgu; siedzą od lewej: P. Ehrenfest, A. Ioffe, D. Rozchdeswenski, T. Afanasjewa-Ehrenfest; stoją: W. Chulanowski, G. Weihardt, L. Isakow, G. Perlitz, W. Bursian i J. Schmidt, 1912, domena publiczna

May Sybil Leslie (1887–1937), b.d., [za:] N. Pigeard-Micault, Les femmes du laboratoire de Marie Curie, Paris 2013, s. 159
W 1913 roku Szmidt odbyła podróż do laboratorium Ernesta Rutherforda w University of Manchester. Rok pobytu w Wielkiej Brytanii był dla niej niezwykle produktywny, zwłaszcza że nie posiadała formalnego dyplomu z fizyki i chemii. Prawdopodobnie wynikało to w dużej mierze ze sposobu w jaki Rutherford prowadził laboratorium. Wiadomo, że pomimo ukrytych bezwzględnych założeń kulturowych tamtych czasów, szczery i entuzjastyczny Rutherford wspierał kobiety zajmujące się nauką. Wiele kobiet prowadziło badania w jego laboratoriach w McGill i Manchesterze. [Rutherford] Przebywając jeszcze w Cambridge, zawsze wspomagał sprawę kobiet na uniwersytecie. Zaraz po tym, jak objął tam profesurę, sytuacja kobiet uległa radykalnej zmianie. Upierał się, aby były pełnoprawnymi członkiniami uniwersytetu. W przeciwieństwie do Thomsona, który był konserwatystą i obstawał przy pewnych ograniczeniach, Rutherford uważał, że kobiety mogą pracować na równi z mężczyznami. Fotografie grupowe badaczy z Laboratorium Cavendisha z lat 1921 i 1923 pokazują po jednej kobiecie na 29 i 25 osób, w 1932 roku – 2 na 39 osób. Jak widać, była to trudna walka. Szmidt rozpoczęła badania związane z porównaniem promieniowania gamma emitowanego przez różne pierwiastki promieniotwórcze, a następnie jego absorpcji przez różne gazy. Ta z pozoru prosta praca okazała się niemal ostatnią dla uczonej. Okoliczności wypadku, który omal nie uśmiercił badaczki podaje jeden z pracowników laboratorium Rutherforda: […] wypadek miał miejsce, gdy [Szmidt] sama w laboratorium próbowała otworzyć zamkniętą butelkę toksycznego gazu – dwutlenku siarki. Ulatniający sie gaz prawie ją udusił i miała wiele szczęście, że przeżyła.

Ellen Gleditsch (1879–1968), ok. 1935, Oslo Museum, sygn. OB.F05906c

Poza pracą, której Szmidt oddawała się bez reszty w Manchesterze miała okazję spotkać się ze swoją przyjaciółką Ellen Gleditsch. Uczona w drodze powrotnej ze Stanów Zjednoczonych do Norwegii chciała się zatrzymać w Anglii. Wzmiankę o tym znajdujemy w jednym z listów Ritherforda do Boltwooda, który pisał: Dowiedziałem się od panny Schmidt, że panna Gleditsch przyjedzie z tutaj w przyszłym tygodniu. Jadwiga z wielką radością oczekiwała przyjaciółki. Wyznała jej, że pomimo sukcesów naukowych i wspaniałej pracy nie mogłaby zdecydować się na życie w Manchesterze. Ellen w liście Boltwooda pisała: Wydaje się, że pannie Szmidt niełatwo było się przystosować do angielskiego trybu życia. Często kusiło mnie, by śmiać się z jej historii. Moja obecność [w laboratorium] dodała jej odwagi, aby pójść na popołudniową herbatę, co robiła bardzo rzadko. Jak się jednak wydaje z późniejszej korespondencji uczonej, była ona bardzo zadowolona z pobytu w Anglii i wykazywała wyraźną chęć powrotu do laboratorium Rutherforda. Przez kilka następnych lat korespondowała z Rutherfordem. W jednym z listów pisała: Właśnie widziałam sierpniowy [numer] Phil.[osophical] Mag.[azine], gdzie został opublikowany mój artykuł. […] Ten artykuł nie był tego warty, ale bardzo dziękuję… Mam wielką nadzieję, że kiedyś wrócę do badań. Pod koniec jej pobytu w Manchesterze odwiedziła ją Leslie, która pracowała w tym czasie w fabryce w Liverpoolu. Natomiast w drodze powrotnej do Petersburga Szmidt przez pewien czas przebywała u Gleditsch w Oslo.

Ernest Rutherford (1891–1934), b.d., domena publiczna

Podczas pierwszej wojny światowej także wymieniała listy z Rutherfordem. W jednym z nich dziękowała mu za artykułu dotyczący śmierci genialnego fizyka Henryʼego Moseleya, który zginął w bitwie pod Gallipoli. Pisała także, że jej zdrowie poprawiło się i że jej praca z uchodźcami wojennymi zajmowała jej cały czas i uniemożliwiła wznowienie badań. Co interesujące Szmidt w ramach opieki nad uchodźcami organizowała polskie szkoły. Można wnioskować, że Rutherford został jej wielkim mistrzem i naukowym wzorem. Zresztą uczony miał bardzo dobre podejście do współpracy z kobietami. Traktowała je na równi z mężczyznami, a czasami uważał, że w niektórych pracach laboratoryjnych są zdecydowanie lepsze. Przejmował się swoimi podopiecznymi, nawet jeśli już opuścili jego laboratorium. W liście do Ellen Gleditsch pisał: Od czasu do czasu czytam [w listach] od panny Szmidt zdawkowe informacje dotyczące jej zdrowie. Czuję się trochę zaniepokojony tymi uwagami. Myślę, że nie ma pojęcia, jak dbać o siebie. Pomimo odległości Szmidt nadal interesowała się radioaktywnością. W grudniu 1915 roku pisała do Rutherforda: Panna Gleditsch poinformowała mnie, że okres półtrwania radu jest bliski 1660 lat. W innym liście informowała, ze zdała z powodzeniem egzaminy końcowe i będzie mogła starać się o dyplom jeśli przedstawi oryginalny problem badawczy z zakresu matematyki, fizyki lub astronomii. W 1916 roku Jadwiga powróciła do badań naukowych w Instytucie Politechnicznym w Sankt Petersburgu pod kierunkiem Abrama Ioffego. Uczony w liście do żony chwalił nową pracownicę pisząc: Jestem bardzo zadowolony z Jadwigi […]. Ma szeroką wiedzę, dobre rozumowanie w rozwiązywaniu problemów, wykazuje także szczególne umiejętności laboratoryjne.

Seminarium Abrama Joffego w Instytucie Politechnicznym w Petersburgu: czwarty z lewej Joffe, obok niego prawdopodobnie Jadwiga Schmidt, 1915, domena publiczna

W 1923 roku Szmidt poślubiła Aleksandra Czernyszewa, wybitnego rosyjskiego elektrofizyka. Małżeństwo dawało jej wiele radości nie tylko na gruncie życia codziennego, ale także (a może przede wszystkim) pracy naukowej. Jak podają niektórzy historycy nauki Szmidt-Czernyszew była jedną z niewielu kobiet w dziedzinie fizyki atomowej, która wyszła za mąż i kontynuowała badania [naukowe]. W tym czasie kontynuowanie pracy na ogół oznaczało pozostanie samotnym lub poślubienie wspierającego naukowca; normalnym oczekiwaniem było to, że kobieta porzuci naukę po ślubie. Wspólnie zostali prekursorami technologii telewizyjnej i uzyskali patent na oscyloskop. W 1923 roku małżonkowie chcieli wyjechać do Paryża na Zjazd Elektrotechników. Jadwiga potrzebowała rekomendacji znanej osobistości, napisała więc list do Marii Skłodowskiej-Curie, w którym czytamy między innymi: Dla osiągnięcia wizy francuskiej należy się powołać na osoby we Francji, które mogłyby poręczyć za mnie. Czy Szan. Pani pozwoli powołać się na Nią? Byłabym Jej niewypowiedziane wdzięczną, nie mam bowiem znajomych we Francji, a zaś powołanie się na imię tak chlubnie znane w nauce wszechświatowej bezwarunkowo przyśpieszy formalności. Jednocześnie proszę o pozwolenie wręczenia Szan. Pani w Paryżu mych skromnych prac, z których dwie wykonane u prof. Rutherforda. Od kilku lat pracuję z mężem, pomagając mu w pracach w dziedzinie prądów elektronowych. Maria doskonale pamiętała Jadwigę i wspomniane pozwolenie wydała.

Od 1924 roku Szmidt została dyrektorem laboratorium elektropróżniowego. Jej kariera kwitła. W 1929 roku małżonkowie odbyli owocną podróż do Stanów Zjednoczonych, gdzie dali serię wykładów. Oprócz działalności naukowej Jadwiga Szmidt miała olbrzymie zdolności językowe. Biegle posługiwała się językami polskim, niemieckim, angielskim, francuskim, rosyjskim i włoskim. Tłumaczyła wiele prac na rosyjski, w tym książkę Michaela Faradaya „Eksperymentalne badania elektrycznościˮ. Niestety nie doczekała jej rosyjskiego wydania.

M. Faraday, Eksperymentalne badania elektryczności, tłum. A. Czernyszew i J. Szmidt-Czernyszew, Moskwa 1947; strona tytułowa tomu pierwszego, [za:] Rosyjska Biblioteka Narodowa
Pod koniec 1930 roku życie uczonej uległo pogorszeniu. Terror wprowadzany przez Stalina zmuszał uczonych, aby przeprowadzili badania pod dyktando programu partii komunistycznej i zerwali kontakty z zachodnimi badaczami. Jadwiga znalazła się na liście podejrzanych, gdyż współpracowała i korespondowała z uczonymi z zachodu. Niestety z późnych lat trzydziestych nie zachowały się żadne informacje dotyczące życia uczonej. Prawdopodobnie cierpiała podczas czystek stalinowskich i być może dzięki protekcji Ioffego ocaliła życie. W 1938 roku Aleksander przeniósł się do Moskwy, a Jadwiga pozostała w Leningradzie. Małżeństwo zostało zmuszone do kontaktów korespondencyjnych. W jednym z listów do męża pisała: Dlaczego wcześniej nie skontaktowałem się z mądrym lekarzem […]; mój stan pogorszył się również dlatego, że do mnie nie napisałeś. Czego nie przypuszczałam! Można zatem wnioskować, że zaczęła poważnie chorować. Niestety nie wiemy co spowodowało chorobę.

Dokładna data i przyczyna śmierci uczonej nie jest znana. Jadwiga Szmidt-Czernyszew zmarła w kwietniu 1940 roku w Leningradzie. Jej mąż Aleksander umarł 18 kwietnia tego samego roku w Moskwie. Wielu historyków nauki uważa, że śmierć obu małżonków w tym samym miesiącu, to coś więcej niż przypadek i mało prawdopodobne, by nastąpiła z przyczyn naturalnych. Przyczyna śmieci małżonków do dziś pozostaje owiana tajemnicą.

Literatura:

[1] M. Cieślak-Golonka, J. Róziewicz, J. Starosta, K. G. Tokhadze, Jadwiga Szmidt (1889–1940), a pioneer woman in nuclear and electrotechnicalsciences, American Journal of Physics, 62 (10) 1994, s. 947–948.

[2] M. F. Rayner-Canham, G. W. Rayner-Canham, Jadwiga Szmidt:A Passion for Science, [w]: A Devotion to Their Science: Pioneer Women of Radioactivity, red.: M. F. Rayner-Canham, G. W. Rayner-Canham, McGill-Queen’s University Press, Québec, 1997.

[3] K. Kabzińska, M.H. Malewicz, J. Piskurewicz, J. Róziewicz, Korespondencja polska Marii Skłodowskiej-Curie. 1881–1934, Instytut Historii Nauki PAN, Polskie Towarzystwo Chemiczne, Warszawa 1994, s. 217–219.

[4] M. F. Rayner-Canham, G. W. Rayner-Canham, Pioneer Women in Nuclear Science, American Journal of Physics, 58 (11) 1990, s. 1036–1043.

 

 

Radowa gorączka

Antoine-Henri Becquerel (1852-1908), fot. Paul Nadar, b.d., domena publiczna

W 1896 roku Antoine Henri Becquerel całkowicie przez przypadek odkrył dziwne zjawisko polegające na wysyłaniu tajemniczego promieniowania przez związki uranu. Uczony przeprowadził kilka ważnych eksperymentów, które pozwoliły mu jednoznacznie stwierdzić, że pierwiastek uran oraz jego związki w stanie krystalicznym czy ciekłym (rozpuszczone bądź stopione) samorzutnie emitują promieniowanie. Promieniowanie to zaś zaczernia kliszę fotograficzną, jonizuje powietrze, przenika przez nieprzezroczyste ciała, ulega odbiciu załamaniu i polaryzacji – ma więc cechy promieniowania elektromagnetycznego (co było niezgodne z prawdą). Rok później Maria Skłodowska-Curie poszukując tematu do rozprawy doktorskiej rozpoczęła prace nad promieniowaniem Becquerela. Stwierdziła, że poza uranem i jego związkami również promienie wysyła tor, w miejsce kliszy fotograficznej zaczęła stosować komorę jonizującą, elektrometr kwadrantowy i piezokwarc, dzięki czemu stwierdziła, że natężenie promieniowania jest proporcjonalne do ilości ciała wysyłającego promieniowanie. Ponadto zauważyła, że badane promieniowanie nie ma cech światła, a niektóre minerały zawierające uran emitują silniejsze promieniowanie niż wynika to z zawartości pierwiastka radioaktywnego (Maria wprowadziła nazwę radioaktywność). Wysunęła tym samym genialną myśl – minerały te muszą zawierać nowy, nieznany nauce pierwiastek chemiczny.

Maria i Piotr eksperymentują z radem, rysunek André Castaigne’go, b.d., domena publiczna

W grudniu 1898 roku Maria Skłodowska-Curie wraz z mężem Piotrem Curie ogłosili komunikat, w którym donosili o odkryciu nowego pierwiastka. Zaproponowali dla niego nazwę rad – od łacińskiego słowa radius oznaczającego promień. Nie zdawali sobie wówczas sprawy jak epokowe było to odkrycie. Zapoczątkowało ono nową erę w fizyce i chemii. Z badań małżonków Curie wynikało, że preparaty promieniotwórcze świecą, promieniowanie wysyłane przez rad przechodzi przez powietrze i pewne ciała, przekształca tlen cząsteczkowy w ozon, zaś sole radu wydzielają ciepło, zabarwiają porcelanę i szkło. Ich odkrycie zrewolucjonizowało pogląd na koncepcję materii. Od tej pory atom, najmniejsza cegiełka materii, stał się strukturą złożoną. Nic dziwnego, że Paul Langevin stwierdził, że odkrycie małżonków Curie dla cywilizacji przyszłości będzie miało znaczenie porównywalne z odkryciem ognia przez człowieka. Długo nie trzeba było czekać. Właściwie od samego początku rad jaśniał własnym blaskiem sławy. Szybko okrzyknięto go lekiem na wszystko. Pomagał na wszelkie dolegliwości. Upiększał. Leczył. Odmładzał. Zapobiegał. Fascynował. Wzruszał. Pociągał. Fascynował. Bardzo szybko rad był jedną z najdroższych substancji na świecie. Cudowne antidotum na wszystko! Same zalety – żadnych wad. Ale czy na pewno?

Zdjęcie radowego oparzenia na ręce Piotra Curie, [w:] C. Baskerville, Radium and radioactive substances. Their application especially to medicine, Philadelpia 1905
Piotr Curie jako pierwszy upatrywał w tym silnie promieniotwórczym pierwiastku potencjalnego leku na raka. Wystawił swoje przedramię na działanie radioaktywnego chlorku radu na dziesięć godzin, a potem codziennie systematycznie zapisywał obserwacje rany. Wyniki eksperymentu opisał wspólnie z Henri Becquerelem (który nosił przez dwa dni w kieszeni kamizelki fiolkę z solami radu i doznał bolesnego oparzenia) w artykule w czerwcu 1901 roku. W pracy uczeni napisali: […] skóra stała się czerwona na przestrzeni sześciu centymetrów kwadratowych; wyglądało to jak oparzenie, lecz nie bolało prawie wcale. […] Skóra rąk przejawia ogólną tendencję do łuszczenia się; końce palców, którymi trzymaliśmy tubki lub naczynia z silnie aktywnymi produktami, stają się twarde i czasem bardzo bolesne; u jednego z nas stan zapalny końców palców trwał przez dwa tygodnie i zakończył się zupełnym złuszczeniem skóry, ale bolesność nie ustąpiła całkowicie jeszcze nawet po upływie dwóch miesięcy. Natomiast Ernest Rutherford relacjonował: W lecie [1903 roku] odwiedziłem profesora i Madame Curie w Paryżu i okazało się, że ta ostatnia otrzymała w dniu mojego przybycia stopień naukowy doktora. Wieczorem mój stary przyjaciel profesor Langevin zaprosił moją żonę, mnie, [państwa] Curie i Perrina na kolację. Po bardzo żywym wieczorze przeszliśmy spontanicznie około godziny 11 do ogrodu, gdzie profesor Curie wyjął probówkę pokrytą częściowo siarczkiem cynku i zawierającą dużą ilość radu w roztworze. W ciemnościach jasność była olśniewająca i była wspaniałym finałem niezapomnianego dnia. W tym czasie nie mogliśmy nie zauważyć, że ręce profesora Curie miały stan bardzo zapalny i bolesny z powodu ekspozycji na promienie radu. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy zobaczyłem [Piotra] Curie. Jego przedwczesna śmierć w wypadku ulicznym w 1906 roku była wielką stratą dla nauki, a szczególnie dla szybko rozwijającej się nauki o radioaktywności.

Zdjęcie wykonane w 1922 roku w całkowitych ciemnościach, w miseczce znajdują się sole radu, które oświetlają napis, domena publiczna

Z kolei angielski dziennikarz Cleveland Moffett w ilustrowanym reportażu, zatytułowanym Pan Curie – odkrycie radu, w którym opisywał swoją wizytę w laboratorium Piotra Curie w Paryżu w 1904 roku donosił: Promienie te [radu] mogą być pomocne lub szkodliwe, mogą zniszczyć życie lub je pobudzić. Potrafią nie tylko skrócić życie lub je przedłużyć, ale także zmodyfikować wygasające formy życia, czyli faktycznie stworzyć nowe gatunki. W końcu, niszcząc bakterie, mogą być one używane do leczenia chorób. Opisał też m.in. sytuację, jaka spotkała Piotra w Lille, gdzie sprawdzał w trakcie przyjęcia za pomocą promieni radu prawdziwość diamentów pewnej damy. A także, badania w Instytucie Pasteura nad wpływem promieniowania na organizmy żywe, które prowadził Polak – Marian Danysz.

Intrygującą postacią czasów oszałamiającej mody na rad był niejaki Alfred Curie. Przez lata sądzono, że jest to postać fikcyjna, której nazwisko miało gwarantować lepszą sprzedaż produktów kosmetycznych, na opakowaniach których figurował jako twórca receptury. Historycy nauki negowali prawdziwość tej postaci, ale dzisiaj już wiemy, że Alfred Curie – mimo braku jakiegokolwiek związku z Marią i Piotrem Curie istniał naprawdę! Urodził się w 1873 roku w Senoncourt i w 1911 roku ukończył studia na Wydziale Lekarskim w Paryżu pracą zatytułowaną Leczenie rozszczepienia kręgosłupa. Praktykował w stolicy Francji do śmierci w 1940 roku. W marcu 1930 roku zarejestrował patent na Tho-Radium Creme, a następnie w 1932 roku zastrzegł markę „Tho-Radia” jako producenta farmaceutyków, kosmetyków i produktów perfumeryjnych. Doktor Alfred Curie był tylko nazwiskiem na opakowaniach. Za marką stało przedsiębiorstwo SECOR (1937–1962), którego pomysłodawcą był farmaceuta egipskiego pochodzenia, Alexis Moussali, który w latach 1927–1934 opatentował w sumie 101 produktów zawierających pierwiastki radioaktywne i 38 produktów bez ich zawartości. Flagowy produkt – Tho-Radium Creme zawierał 0,5 gramów chlorku toru i 0,25 miligramów bromku radu na 100 gramów produktu. Słoiczek o pojemności 155 gramów kosztował 15 franków. SECOR wydał także publikację, będącą serią reklam produktów, gdzie obok kremu reklamowano puder, mydło, maść i pastę do zębów. Moussali opatentował także farmaceutyki – Laboradium, Radiothropine, Dermoradol, Ema-Rad, Scleradol i Uradiol. Popularność marki wzrosła jeszcze bardziej wraz z pojawieniem się kosmetyków do makijażu.

 

Natomiast w Anglii działa firma Radior Company, której produkty sprzedawały największe angielskie domy towarowe. Produkty Radior gwarantowały wysoką jakość i radioaktywność na 20 lat. W 1916 roku w ofercie znajdowały się dwa kremy do twarzy, tonik do włosów, sypki szampon i płatki pod oczy.

W Ameryce specjalne kompresy radowe produkowała Radium Chemical Company w Pittsburgu. Miały one podnosić ciśnienie krwi, zapobiegać anemii i sprzyjać tężyźnie fizycznej. W Paryżu i Londynie dostępne były radioaktywne gorsety dla Pań. W 1929 roku reklamowano ich żywotność (15 lat) i skuteczność w zapobieganiu chorobom – a wystarczyło je założyć na jedyne pół godziny dziennie.

Niemcy produkowali swój Doramad – wybielającą i wzmacniającą pastę do zębów, którą produkowali do lat dwudziestych ubiegłego stulecia. Do drugiej wojny światowej – Promieniowanie radioaktywne zwiększa obronę zębów i dziąseł. Komórki są naładowane nową energią życiową, bakterie są utrudnione w ich niszczeniu. To wyjaśnia doskonały proces profilaktyki i gojenia chorób dziąseł. Delikatnie poleruje szkliwo dentystyczne, aby stało się białe i błyszczące. Zapobiega powstawaniu kamienia nazębnego. Wspaniała piana i nowy, przyjemny, łagodny i orzeźwiający smak. Rad i jego sole dodawano do składu czekolady, garnków, cygar, żyletek i prezerwatyw (świeciły w ciemnościach!) i środków poprawiających sprawność seksualną. Do środków czyszczących i specyfików na insekty. W reklamach pisano: Radium Eclipse Sprayer szybko zabija muchy, komary i karaluchy. Nie ma sobie równych jako środek do czyszczenia mebli, kafli i porcelany. Jest nieszkodliwy dla ludzi [sic!] i łatwy w użyciu.

Radem „ulepszano” wodę. Jednym z urządzeń wymyślonych do tego celu był Radium Ore Revigator, opatentowany w 1912 roku i produkowany w Kalifornii. Sprzedaż tego produktu opierała się na niewiedzy klientów. Wmawiano im, że woda z kranu jest „zdenaturalizowana” – nie ma w niej tajemniczego „wigoru” czy też „żywiołu”, który jest niezbędnym (jak wodór i tlen) i bardzo wartościowym jej składnikiem. Revigator był ceramicznym zbiornikiem na wodę, którego ścianki wyłożone były materiałem o niskiej radioaktywności. Należało go na noc wypełnić wodą, którą zużywało się w ciągu następnego dnia, co miało zapobiegać chorobom, wzdęciom (!) i starości. Koszt takiego zbiornika wynosił jedyne 200 dolarów. W Japonii do 2005 roku sprzedawano produkt Well Aqua Bar – stalowy perforowany cylinder wypełniony wkładem ceramicznym zawierającym tor, którego zadaniem jest jonizować wodę, jaka przez niego przepływa. Taka woda nabiera właściwości przeciwgrzybiczych, bakteriobójczych, a także pozbawia wodę chloru. Wystarczy zanurzyć cylinder na 10 minut w litrze wody i gotowe. Wystarczał do „ulepszenia” 1000 litrów wody.

Amerykanie w fabryce Bailey Radium Laboratories produkowali także specyfik Radithtor – podtrójnie destylowaną wodę, która zawierała izotopy radu: Ra–226 i Ra–228. Z tym specyfikiem wiąże się tragiczna historia amerykańskiego golfisty i potentata stalowego Ebena Beyersa. W 1927 roku zranił się w rękę i lekarz zalecił mu picie Radithoru, aby przyspieszyć proces gojenia się rany. Beyers wypijał trzy 14 gramowe porcje (jedna kosztowała dolara) dziennie, a także dbał by jego pracownicy mieli buteleczkę zawsze pod ręką. Szacuje się, że spożył 1400 porcji do roku 1930, kiedy to zaczęły mu wypadać zęby. Ostatecznie zmarł na chorobę popromienną w 1932 roku i pochowano go w ołowianej trumnie. Sprawa odbiła się głośnym echem w mediach.

 

Rozsiewałyśmy rad dookoła jak cukier puder…

 

Najbardziej jednak tragiczną sprawą związaną z radową gorączką i brakiem powszechnej wiedzy o szkodliwości pierwiastków radioaktywnych była mroczna historia „Radowych Dziewczyn”. Bardzo szybko przemysł zachłysnął się kolejną cudowną właściwością radu – niebiesko-zielonym „światłem”, które emituje ten pierwiastek i dając przepiękną poświatę w ciemności. Farbami z zawartością radu malowano cyferblaty i wskazówki w zegarkach, zegarach używanych w samolotach czy kompasy.

Pracownice „Studia”, b.d., Domena publiczna

W latach pierwszej wojny światowej wzrosło zapotrzebowanie na tego typu produkty i firma U.S. Radium Corporation stale zwiększała zatrudnienie w tzw. studio – gdzie cyferblaty malowały ręcznie młode kobiety. Cienkim pędzelkiem musiały operować sprawnie i szybko – obowiązywał je system akordowy – za co były doskonale opłacane, ale każdy cyferblat musiał przejść przez gęste sito kontroli jakości. Żeby usprawnić sobie pracę z niesfornym włosiem pędzelka „ostrzyły” go ustami: obliż – zanurz [w miseczce z farbą] – maluj (w innych krajach stosowano do malowania farbą radową drewniane patyczki lub szklane pałeczki i nikomu nie przyszło do głowy wykładać ich do ust). Nikt dziewcząt nie ostrzegł, że rad jest szkodliwy dla ich zdrowia, a one – jak większość im współczesnych ludzi – nie zdawały sobie sprawy, że „cudowny” rad może im zaszkodzić. Cecil Drinker, fizjolog z Harwardu, napisał w swoim (nigdy nie opublikowanym) raporcie, który powstał na zlecenie US Radium:

Próbki kurzu zebrane w pracowni z różnych miejsc oraz z krzeseł nieużywanych przez pracownice były jasne w ciemnym pokoju. Ich włosy, twarze, ręce, ramiona, szyje, sukienki, bielizna, nawet gorsety malarek były jasne. Jedna z dziewcząt pokazała świetliste plamy na nogach i udach.

We wczesnych latach dwudziestych dziewczęta pracujące w „studio” zaczęły chorować na dziwne schorzenia. Rad, który leży w grupie berylowców (należą do niej beryl, magnez, wapń stront, bar i rad) wykazuje podobne właściwości do wapnia. Potrafił więc jako pierwiastek dwuwartościowy (tak jak wapń) zastępować wapń w kościach. W zależności od tego, gdzie w szkielecie kobiet się osadzał np. w żuchwie, w kolanie czy w kręgosłupie, powodował całkowitą destrukcję kośćca. Dochodziło do rozpadania się kości – stawały się niczym rzeszoto.

Pracownice bardzo cierpiały. Według wspomnień Sidney’a Weinera jedna z nich wyglądała na znacznie starszą, niż wskazywałaby na to jej metryka. Wymagała pomocy przy chodzeniu. Była wyraźnie wycieńczona, twarz miała szarą jak popiół. Ponadto nie miała na ciele ani grama tłuszczu. Nie mogła jeść, było to zwyczajnie zbyt bolesna, więc traciła na wadze tak, że wreszcie pod luźnymi sukienkami rysował się sam szkielet. Wiedziała, że chudnie, ale nawet ona była wstrząśnięta, gdy stanęła na wadze w gabinecie lekarskim. Ważyła 32 kilogramy. Żuchwy kobiet zwyczajnie się rozpadały. Jedna z nich ciągle wyjmowała z ust fragmenty własnej szczęki. Podczas przesłuchania ta sama kobieta wyjęła z torebki pudełko na biżuterię i wyjęła z niego kawałki kości. To dwa kawałki mojej szczęki – powiedziała całkiem zwyczajnie. Odłamki mojej żuchwy. Kiedy dolegliwości zaczęły się powtarzać u kolejnych pracownic US Radium Corporation wynajęło lekarzy, którzy w sporządzanych opiniach pisali, że cierpienia „Promiennych Kobiet” są spowodowane między innymi chorobami wenerycznymi. Jedna z nich – Grace Fryer – postanowiła podjąć walkę z pracodawcą. Po długich problemach ze znalezieniem prawnika, dziewczęta złożyły pozew zbiorowy, ale sprawa ciągnęła się latami i ostatecznie zgodzono się na ugodę i odszkodowania. Ostatnia z Radowych Dziewcząt zmarła w 1938 roku.

Grace Fryer (1899–1933), po lewej jako młoda i zdrowa kobieta, po prawej zdjęcie wykonane post mortem z widocznym guzem szczęki, [za:] K. Moore, The Radium Girls. Mroczna tajemnica promiennych kobiet Ameryki, Warszawa 2019
Po II wojnie światowej radioaktywna gorączka przybrała nieco inną formę. Amerykanie w latach pięćdziesiątych produkowali małe laboratoria dla dzieci – „atomowe” zabawki. Najsłynniejszy był zestaw zaprojektowany przez Alfreda C. Gilberta (1884–1961) – Gilbert Atomic Energy Lab. Zestaw zawierał szereg próbek izotopów radioaktywnych (rutenu, cynku i ołowiu) oraz spintaryskop, elektroskop, komorę kondensacyjną i przenośny licznik Geigera-Millera. Dodatkowo walizeczka z przenośnym laboratorium nuklearnym wyposażona była w komiks, który zachęcał dzieci do zabawy w poszukiwanie złóż uranu (obiecywano nawet 10 000 $ nagrody dla znalazcy). I tu akcent polski: rysownikiem komiksu był potomek polskich emigrantów, urodzony w New Jersey, Joe Musial (1905–1977).

 

Niniejszy felieton to jedynie wybór najciekawszych aspektów radowego szaleństwa. Dużą kolekcję przedmiotów i produktów związanych z „modąˮ na rad posiada Oak Ridge Associated Universities. Poświęcono im także fragment wystawy stałej w Muzeum Curie w Paryżu.

Wykorzystane zdjęcia – jeśli nie podano inaczej – pochodzą z zasobów Muzeum Oak Ridge Associated Universities.

 

Zalecana literatura:

[1] K. Moore, The Radium Girls. Mroczna historia promiennych kobiet z Ameryki, Warszawa 2018.

[2] T. Lefebvre, C. Raynal, De l’Institut Pasteur à Radio Luxembourg. L’histoire étonnante du Tho-Radia, [w:] Rev.Hist Pharm, 2002, 50 (335), s. 461–480.

[3] R. F. Mould, Radium history mosaic, “Nowotwory. Journal of Oncology”, t. 57, supplement 4, Warszawa 2007.

[4] T. Lefebvre, C. Raynal, Le mystere Tho-Radia, [w:] La revue de practicien, 2007, 57 (8), s. 922–925.

[5] C. Moffet, M. Curie. The discaver of radium, [w:] “The Strand Magazine”, t. 27, 1904, I-VI, s. 66–73.

Mileva Marič-Einstein — w 71. rocznicę śmierci

Mileva Marič, 1896, domena publiczna

4 sierpnia mija siedemdziesiąta pierwsza rocznica śmierci Milevy Marič. Odeszła w zapomnieniu i taką też pozostała przez wiele lat. Pochowano ją w obrządku prawosławnym w jej ukochanym Zurychu na cmentarzu Nordheim. Nagrobek Milevy Marič został usunięty w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia przez władze cmentarza, gdyż przez wiele lat po jej śmierci nie była uiszczana opłata za grób. Z inicjatywy dra Ljubo Vujevicia z The Tesla Memorial Society w Nowym Yorku odnaleziono grób Milevy w 2004 roku. Zainicjowano także ponowne wzniesienie nagrobka kobiety, która była towarzyszką życia Alberta Einsteina.

Z okazji rocznicy jej śmierci proponujemy Państwu lekturę fragmentu najnowszej książki Tomasza Pospiesznego pt. Pasja i geniusz. Kobiety, które zasłużyły na Nagrodę Nobla opisujący życie Milevy Marič.

 

Pani Einstein-Marity

Niezwykle uporządkowana Mileva wprowadziła ład w życie Einsteina. W dzieciństwie nauczyła się szyć, a później także gotować. Nie tylko szyła swoje sukienki, ale także reperowała ubrania Alberta. Umiała trafić do jego serca przez swój intelekt, ale także przez jego żołądek. Roztargnienie, brak organizacji, bałaganiarstwo i zapominalstwo Einsteina była zdolna okiełznać jak nikt inny. Tak doskonale nam idzie wspólne zgłębianie naszych mrocznych dusz, picie kawy, jedzenie kiełbasek itd. – pisał Albert[1]. Jeden z biografów Einsteina Peter Michelmore napisał, że Mileva:

 

[…] potrafiła szybciej niż [Albert] wyrobić sobie zdanie na temat ludzi i była bardzo stała w swoich wyborach. W każdej sprawie zajmowała zdecydowany punkt widzenia. Z góry planowała zarówno przebieg swoich studiów, jak i rozkład każdego dnia. Próbowała również wprowadzić porządek w życie Alberta. I matematyka była tylko częścią tego wszystkiego. Namawiała go do regularnego spożywania posiłków i uczyła oszczędności. Często wściekała się na jego roztargnienie. Wtedy spoglądał na nią ze spokojem, jak tupie nóżką niczym mała dziewczynka, a w jego oczach pojawiały się łobuzerskie ogniki. Potem robił śmieszne miny lub opowiadał żarcik i jej złość powoli ustępowała[2].

Mileva,Albert i ich pierwszy syn Hans Albert, Berno, 1904, Instytut Leo Baecka, [za:] http://einstein-virtuell.mpiwg-berlin.mpg.de/VEA/SC-1668110491_MOD-736752543_SEQ1883770543_SL-110908586_en.html
Niestety nie wszyscy byli przychylni ich związkowi. Przyjaciele Milevy uważali, że Albert nie jest dla niej odpowiednim partnerem. Z kolei jego znajomi nie potrafili zrozumieć, co widzi w utykającej, humorzastej Milevie. Albert jednak podziwiał jej inteligencję. I był zakochany. Kiedy jeden z jego kolegów powiedział: Wiesz, nigdy nie odważyłbym się poślubić kobiety, która nie byłaby zupełnie zdrowa, Albert odpowiedział: Ale ona ma taki cudowny głos[3].

Tymczasem zbliżał się czas egzaminów: międzykursowego i końcowego. Einstein zdał egzamin międzykursowy w październiku 1898 roku, Mileva zaś musiała przygotowywać się do niego dłużej z racji pobytu na uniwersytecie w Heidelbergu. Przystąpiła do niego w październiku następnego roku, zdając z piątą lokatą. Latem 1899 roku, gdy Mileva przygotowywała się do egzaminów, Einstein przebywał na wakacjach wraz z matką i siostrą. Pokazał wówczas matce zdjęcie Milevy. W liście do ukochanej pisał, że wywarło ono na Paulinie Einstein wrażenie – moja stara matka pozdrawia Cię jak najserdeczniej[4]. Niestety kiedy Frau Einstein zorientowała się, że nie jest to kolejny romans syna, lecz związek poważny, jej zachowanie względem Milevy uległo radykalnej zmianie. Przeszkadzało jej, że jest Serbką, że nie jest Żydówką, że pochodzi z pospolitej rodziny, że jest starsza od Alberta, że jest ułomna fizycznie. Jednym słowem, była najgorszą z możliwych partii dla jej ukochanego syna. Pierwsze niepokojące wieści nadesłała Helena Kaufler, która na własne oczy widziała niechęć Pauliny do Milevy. Zrozpaczona Mileva pisała do niej:

 

Sądzisz, że ona w ogóle mnie lubi? Naprawdę się ze mnie tak strasznie naśmiewała? Wiesz, poczułam się głęboko nieszczęśliwa, ale potem się pocieszyłam, że w końcu ten najważniejszy dla mnie człowiek jest innego zdania, a kiedy on roztacza nade mną wspaniałą wizję naszej przyszłości, nie myślę już o moim nieszczęściu[5].

 

Niestety najgorsze miało dopiero nadejść. Latem 1900 roku przystąpili do egzaminów końcowych składających się z części pisemnej i ustnej. Einstein zdał, Mileva nie. Jako jedyna uzyskała średnią poniżej pięciu. Tym samym jako jedyna nie otrzymała dyplomu. Być może miał na to wpływ egzamin ustny, który Mitza zdawała przed profesorami mężczyznami, z góry przeświadczonymi o braku zdolności kobiet do nauk ścisłych. Możliwe też, że nie opanowała całego materiału, przecież w tym samym roku zdawała także egzamin międzykursowy. Załamana wróciła do rodziców z mocnym postanowieniem przystąpienia do egzaminów w roku następnym. Albert zaś udał się na wakacje z rodziną. Niestety sytuacja pomiędzy nim i matką była bardzo napięta. Kiedy Paulina dowiedziała się, że Mileva oblała egzaminy, zapytała: No, i kim teraz będzie ta twoja Laleczka?. Z pewnością i wyzwaniem w oczach Albert odpowiedział: Moją żoną. Ona jest takim samym molem książkowym jak ty, a tobie potrzebna jest żona. Gdy ty będziesz miał trzydziestkę, z niej będzie już stara krowa! – krzyczała Paulina[6]. Jej wściekłość zmieniła się w histerię i bezradność:

 

Mama rzuciła się na łóżko, ukryła głowę w poduszkach i rozpłakała jak dziecko. Gdy tylko się opanowała, natychmiast przystąpiła do gwałtownego ataku: „W ten sposób rujnujesz swoją przyszłość i grzebiesz swoje szanse! Żadna porządna rodzina by jej nie chciała. Jeśli zajdzie w ciążę, dopiero będziesz się miał z pyszna!” Przy tym ostatnim wybuchu, przed którym było jeszcze wiele innych, w końcu straciłem cierpliwość. Zaprzeczyłem ostro, abyśmy żyli w grzechu, po czym zrugałem ją, na czym świat stoi […][7].

Akademia Olimpijska: Albert Einstein z przyjaciółmi: Conradem Habichem i Maurice’m Solovine’em, ok. 1903, domena publiczna

Wydaje się, że młody Einstein był na tyle uparty, że dążył do celu za wszelką cenę. Dopiero teraz widzę jak szaleńczo Cię kocham – pisał do Milevy[8]. Żywiołowe wręcz wyznania uczuć mogą świadczyć o buncie Alberta przeciw rodzinie, chociaż na pewno kochał Milevę. Napisał do niej:

 

Co będzie, to będzie, ale i tak będziemy mieć najpiękniejsze życie pod słońcem. Przyjemna praca i bycie razem – czegóż można jeszcze chcieć? Jak uciułamy trochę pieniędzy, kupimy sobie rowery i będziemy co parę tygodni jeździć na wycieczki[9].

Państwo Einsteinowie w Kacu w Serbii, ok. 1912, domena publiczna

Czy ta romantyczna deklaracja nie nasuwa skojarzeń z francusko-polską parą uczonych pędzących na bicyklach?

Niestety sytuacja materialna Einsteina z dnia na dzień się pogorszyła: chcąc go ukarać, rodzina przestała przekazywać mu pieniądze. Udzielał korepetycji, ale był to skromny dochód, który nie pozwalał na finalizację planów Alberta i Milevy. A przecież mieli marzenia. Jakże cudnie będzie wyglądał świat, gdy będę już Twoją małą żoną – pisała Mileva[10]. Niestety rodzice Einsteina robili wszystko, co tylko mogli, by utrudnić im życie. Zwłaszcza Milevie. Do Heleny pisała:

 

Ta kobieta najwyraźniej obrała sobie za cel życia, by zatruć życie nie tylko moje. Ale i swojego syna […]. Posunęli się nawet do tego, by napisać list do moich rodziców, w którym oczerniają mnie w stopniu wręcz skandalicznym[11].

 

Brak stabilności finansowej nie ograniczył jednak pracy twórczej Alberta. Pierwszą pracą, której się poświęcił, było padanie efektu kapilarnego, czyli podnoszenie się słupa cieczy w bardzo cienkiej rurce. 3 października 1900 roku, na dwa miesiące przed wysłaniem artykułu do redakcji „Annalen der Physikˮ, w liście do Milevy pisał:

 

Wnioski na temat efektu kapilarnego, do jakich doszedłem niedawno w Zurychu, wydają mi się całkiem nowe, choć są takie proste. Kiedy oboje będziemy już w Zurychu, spróbujemy zdobyć jakieś dane empiryczne na ten temat […]. Jeśli ujawnia się tu jakieś prawo przyrody, poślemy rezultaty do „Annalenˮ[12].

 

Walter Isaacson, autor doskonałej biografii Einsteina, podaje, że był to początek sporów dotyczących udziału Milevy Marič w badaniach i teoriach Einsteina. W tym jednak przypadku wydaje się, że jej rola ograniczała się do słuchaczki i być może dyskutantki. W liście do Heleny Savić (od 15 listopada 1900 roku żony Milivojea Savića) pisała:

 

Albert napisał artykuł z fizyki, który prawdopodobnie wkrótce zostanie opublikowany w „Annalen der Physik”. Możesz sobie wyobrazić, jaka jestem dumna z mojego ukochanego. Nie jest to taki zwykły artykuł, tylko bardzo ważny – dotyczy teorii cieczy. Wysłaliśmy kopię do Boltzmanna, gdyż chcielibyśmy wiedzieć, co on o tym myśli. Mam nadzieję, że nam odpisze[13].

Boltzmann nie odpisał, a artykuł Einstein z czasem uznał za mało znaczący. Pomimo pierwszego osiągnięcia naukowego nadal pozostawał bez pracy. Zmuszony przez rodzinę pojechał do Mediolanu. Miało to służyć rozdzieleniu kochanków.

Z listów można wnioskować, że im dłużej Albert nie widział Mitzy, tym bardziej szalał z miłości:

 

Bez Ciebie brakuje mi pewności siebie, przyjemności z pracy, przyjemności z życia – krótko mówiąc, bez Ciebie moje życie straciło swój sens[14].

 

Jakże mogłem przedtem żyć. […] Bez myśli o Tobie wolałbym umrzeć. […] Spośród wszystkich ludzi, Ty kochasz mnie najmocniej i najlepiej rozumiesz. […] Wieczorami myślę o tym, że [Ty] myślisz o mnie i całujesz w łóżku poduszkę. Wiem, jak to jest! […]. Moim szczęściem jest Twoje szczęście. […] Moje życie zyskuje prawdziwy sens tylko dzięki myślom o Tobie. […] Jak cudownie było ostatnim razem, gdy mogłem Cię obejmować, tak jak natura stworzyła[15].

 

W innym liście dodawał: Na zawsze pozostaniemy studentami i gówno będzie nas obchodził cały świat[16]. Niestety nie dane było im pozostać wiecznymi studentami. Mileva rozpoczęła przygotowania do ponownego podejścia do egzaminów końcowych i miała nadzieję, że uzyskanie dyplomu umożliwi jej przygotowanie rozprawy doktorskiej. Promotorem miał być profesor Heinrich Martin Weber (1842–1913). W marcu 1900 roku w liście do Heleny pisała:

 

Profesor Weber przyjął moją propozycję pracy dyplomowej i był z niej całkiem zadowolony. Szukam tematów dalszych badań, które będę musiała wykonać. E. [Albert] wybrał dla siebie bardzo interesujący temat[17].

 

Albert z kolei pisał:

 

Ja również cieszę się bardzo, że będziemy nad tym razem pracowali. Nie wolno Ci teraz przerywać Twoich badań – jakiż będę dumny, gdy moje małe kochanie zostanie już panią doktor, a ja wciąż będę zupełnie zwykłym człowiekiem![18]

 

Niestety współpraca nie układała się idealnie. Weber był autorytatywny i z czasem coraz mniej lubił zuchwałego Einsteina. Milevie dostawało się także. Wiosną następnego roku pisała:

 

Miałam kilka kłótni z Weberem, ale jestem już do tego przyzwyczajona[19]. Dzięki obawom Webera nie udało mi się jeszcze zdobyć doktoratu [pomimo ukończenia kursu]. Znosiłam zbyt wiele i w żadnym wypadku nie wrócę do niego ponownie[20].

 

Można z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że Mileva nie uzyskała dyplomu, gdyż Albert nie potrafił ukrywać niechęci do profesora Webera. Tymczasem życie Milevy uległo radykalnej zmianie.

W maju 1900 roku spędziła z Albertem piękne, romantyczne i namiętne wakacje nad jeziorem Como. Niebawem okazało się, że jest w ciąży. 28 maja Einstein w liście do ukochanej pisał: Jak się czujesz, kochana? Jak tam chłopiec? […] Jak tam nasz mały synek?[21]. Pomimo dolegliwości ciążowych Mileva starała się przygotować do egzaminu, który miała zdawać w lipcu. Niestety i tym razem się nie udało. Abraham Pais podkreśla: teraz, gdy już wiemy, że w tym czasie była w odmiennym stanie, tym bardziej winniśmy podziwiać jej odwagę i upór, by zdawać raz jeszcze[22]. Bez dyplomu, w ciąży, bez ukochanego przy sobie wróciła do Nowego Sadu. Musiała zmierzyć się sama z trudami ciąży i porzuconymi marzeniami o karierze naukowej. Co jednak najgorsze, była przekonana, że na zachodzie zostanie uznana za ladacznicę, która zrujnowała Albertowi życie, na wschodzie zaś za idiotkę[23]. Jesienią 1901 roku Einstein został prywatnym nauczycielem w Szafuzie nad Renem. Jednocześnie wiązał nadzieje z otrzymaniem posady w urzędzie patentowym w Bernie. Mileva czuła się osamotniona. W liście do Alberta pisała:

 

Gdybyś tylko wiedział, jak bardzo samotna i opuszczona się czuję, na pewno byś przyjechał. […] Żebyś wiedział, jak bardzo chcę Cię znowu zobaczyć! Myślę o tobie całymi dniami, a jeszcze bardziej nocami[24].

 

W grudniu 1901 roku Albert pisał:

 

Wyczekuję naszej drogiej Lieserl [córeczki], ale po kryjomu (tak aby Doxerl się nie dowiedziała) wyobrażam sobie, że jest to Hanserl […]. Istnieje tylko kwestia, jak moglibyśmy przyjąć naszą Lieserl; nie chciałbym jej oddawać […][25].

 

Kiedy kilka dni później dowiedział się, że otrzymał pracę w Bernie, przyszło ukojenie i spokój. W listach do Mitzy pisał:

 

Zurych, 30 kwietnia 1901 roku

Mój kochany kotku,

[…] Sama się przekonasz, jaki pogodny i radosny się stałem. Dawno zapomniałem o wszystkich moich troskach. I tak bardzo Cię znowu kocham! To tylko z nerwów byłem tak niedobry dla Ciebie […] i tęsknię bardzo do chwili, kiedy znowu Cię ujrzę. […]

Całuję Cię z dna mojego serca.

Twoje kochanie[26]

 

Winterthur, 9 maja 1901 roku

Kochany kotku,

[…] Gdybym tylko mógł przekazać Ci chociaż cząstkę własnego szczęścia, abyś już na zawsze była wolna od smutku i melancholii. […]

Najlepsze życzenia i całusy dla Ciebie.

Albert[27]

 

W styczniu 1902 roku otrzymał wiadomość, że został ojcem. Poród był długi i ciężki. Córeczce Mileva nadała imię Lieserl. Einstein pisał do ukochanej:

 

Berno, 4 lutego 1902 roku

Moje najdroższe kochanie,

Biedne, najdroższe kochanie; co musiałaś wycierpieć, jeśli nie możesz nawet samodzielnie do mnie napisać! Szkoda, że nasza droga Lieserl musi zostać przedstawiona światu w ten sposób! Mam nadzieję, że do czasu nadejścia mojego listu będziesz zdrowsza i weselsza. […] Więc faktycznie jest dziewczynka. Czy jest zdrowa i płacze jak trzeba? Jakiego koloru ma oczka? Skąd bierzesz mleko? Czy dużo je? Musi być kompletnie łysa. Kocham ją bardzo, a przecież nawet nie wiem, jak wygląda. […] Chętnie sam zmajstrowałbym taką Lieserl, to musi być fascynujące! Z pewnością umie już płakać, lecz śmiać nauczy się dopiero później. Jest w tym pewna głęboka prawda. […]

Dla Ciebie tysiące pocałunków od Twojej miłości,

Johnnie[28]

Albert Einstein na rok przed otrzymaniem Nagrody Nobla, 1920, domena publiczna

Niestety nie ma żadnych listów świadczących o tym, że Einstein widział swoją córkę. Trudno domniemywać, czy o istnieniu dziecka wiedziała także rodzina i najbliżsi przyjaciele Einsteina. Wprawdzie jego matka 20 lutego 1902 roku pisała: tej Marič zawdzięczam najgorsze chwile mojego życia; gdyby to leżało w mojej mocy, zrobiłabym wszystko, aby zniknęła z naszego horyzontu[29], ale nie ma pewności, że odnosi się tym samym do narodzin wnuczki. Nie wiadomo też nic pewnego o losie dziecka. Michele Zackheim w swojej książce o Lieserl twierdzi, że była niepełnosprawna fizycznie i zamieszkała z rodziną Milevy. Według niej prawdopodobnie zmarła na szkarlatynę we wrześniu 1903 roku[30]. Z kolei wieloletni badacz życia Einsteina Robert Schulmann wysunął hipotezę, że Lieserl adoptowała Helena Savić. Nadano jej imię Zorka i miała żyć aż do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. W rzeczywistości Saviciowie mieli niewidomą od wczesnego dzieciństwa córkę o takim imieniu, która zmarła w 1992 roku. Jednakże wnuk Heleny, a siostrzeniec Zorki doktor Milan Popović, odrzucił możliwość, że była to Lieserl, i twierdził, że to dziecko zmarło we wrześniu 1903 roku. W swojej książce napisał: wysunięta teoria, jakoby moja babcia adoptowała Lieserl, jest pozbawiona jakichkolwiek podstaw, gdyż zostało to dokładnie sprawdzone w historii mojej rodziny[31]. Znajduje to potwierdzenie w korespondencji Milevy i Alberta. W sierpniu 1903 roku Mileva pojechała do Nowego Sadu, gdyż została poinformowana, że Lieserl zachorowała na szkarlatynę. Z podróży wysłała kartę Albertowi: Podróż upływa szybko, ale jest ciężka. Nie czuję się dobrze. Co porabiasz, mój Jonzile? Napisz do mnie prędko. Twoja biedna Laleczka[32]. Złe samopoczucie Milevy wynikało z tego, że była ponownie w ciąży. Albert odpisał:

 

Bardzo mi przykro z powodu tego, co się stało z Lieserl. Szkarlatyna pozostawia często trwałe ślady. Jak Lieserl została zarejestrowana urzędowo? Musimy bardzo uważać, bo inaczej dziecko będzie miało problemy w przyszłości[33].

Mileva i Albert Einsteinowie, ok. 1905, domena publiczna

10 października 1902 roku zmarł ojciec Alberta. Krótko przed śmiercią wyraził zgodę na ślub syna z Milevą[34]. 6 stycznia 1903 roku Einstein dotrzymał słowa i ożenił się z Mitzą. Ślub cywilny odbył się w Bernie w towarzystwie najbliższych przyjaciół. Rok później, 14 maja 1904 roku, Mileva urodziła syna Hansa Alberta. W liście do Heleny pisała, żeby przyjechała do Berna, gdyż chciała jej pokazać moje małe kochanie, które też ma na imię Albert. Nie umiem wyrazić, ile daje mi radości, gdy śmieje się po przebudzeniu albo fika nóżkami w kąpieli[35]. Ojciec Milevy przyjechał zobaczyć wnuka i zaoferował zięciowi pokaźną sumę pieniędzy. Einstein jednak ich nie przyjął, argumentując:

 

Nie poślubiłem twojej córki dla pieniędzy, ale dlatego, że ją kocham, potrzebuję jej, ponieważ oboje jesteśmy jednością. Wszystko, co zrobiłem i osiągnąłem, zawdzięczam Milevie. Jest moim genialnym źródłem inspiracji, moim aniołem ochronnym przeciwko pokusom w życiu, a tym bardziej w nauce. Bez niej nie rozpocząłbym pracy, nie mówiąc już o jej zakończeniu[36].

_______

[1] R. Highfield, P. Carter, Prywatne życie Alberta Einsteina, op. cit., s. 67.

[2] P. Michelmore, Einstein: Profile of the Man, Dodd, Mead and Company, New York 1962, s. 36.

[3] W. Isaacson, Einstein, op. cit., s. 59.

[4] R. Highfield, P. Carter, Prywatne życie Alberta Einsteina, op. cit., s. 76.

[5] Ibidem, s. 77.

[6] Ibidem, s. 79.

[7] Ibidem, s. 80.

[8] W. Isaacson, Einstein, op. cit., s. 67.

[9] Ibidem, s. 69.

[10] A. Pais, Tu żył Albert Einstein, Prószyński i S-ka, Warszawa 2005, s. 24.

[11] Ibidem, s. 24.

[12] W. Isaacson, Einstein, op. cit., s. 71.

[13] M. Popović, In Albertʼs Shadow, op. cit., s. 70.

[14] J. Renn, R. Schulmann, Albert Einstein/Mileva Marić, op. cit., s. 26.

[15] A. Pais, Tu żył Albert Einstein, op. cit., s. 24.

[16] D. Overbye, Zakochany Einstein, op. cit., s. 72.

[17] M. Popović, In Albertʼs Shadow, op. cit., s. 60.

[18] J. Renn, R. Schulmann, Albert Einstein/Mileva Marić, op. cit., s. 32.

[19] M. Popović, In Albertʼs Shadow, op. cit., s. 76.

[20] Ibidem, s. 78.

[21] J. Renn, R. Schulmann, Albert Einstein/Mileva Marić, op. cit., s. 54.

[22] A. Pais, Tu żył Albert Einstein, op. cit., s. 25.

[23] D. Overbye, Zakochany Einstein, op. cit., s. 127.

[24] W. Isaacson, Einstein, op. cit., s. 86.

[25] A. Pais, Tu żył Albert Einstein, op. cit., s. 25.

[26] J. Renn, R. Schulmann, Albert Einstein/Mileva Marić, op. cit., s. 46.

[27] Ibidem, s. 51.

[28] J. Renn, R. Schulmann, Albert Einstein/Mileva Marić, op. cit., s. 73.

[29] A. Pais, Tu żył Albert Einstein, op. cit., s. 25.

[30] M. Zackheim, Einsteinʼs Daughter: The Search for Lieserl, Riverhead Hardcover, New York 1999.

[31] M. Popović, In Albertʼs Shadow, op. cit., s. 11.

[32] W. Isaacson, Einstein, op. cit., s. 98.

[33] Ibidem, s. 98.

[34] A. Pais, Pan Bóg jest wyrafinowany… Nauka i życie Alberta Einsteina, Prószyński i S-ka, Warszawa 2001, s. 61.

[35] W. Isaacson, Einstein, op. cit., s. 100.

[36] D. Trbuhović-Gjurić, Im Schatten Albert Einsteins, op. cit., s. 76.