Jakub Müller rezenzuje: „Madame Curie, Einstein, Langevin, Rutherford i inni…”

 

Profesor Jan Piskurewicz należy do wąskiego grona osób, które potrafiłyby usiąść przy biurku i z miejsca napisać książkę o Marii Skłodowskiej-Curie. Mało tego – ręczę, że nikt by się nie zorientował. Wiedza autora jest ogromna, a materiał bibliograficzny recenzowanej pozycji bogaty. Paradoksalnie, właśnie te czynniki momentami psują lekturę – ale o tym za chwilę. Od siebie dodam jeszcze, że recenzja książki profesora Piskurewicza to zadanie niewdzięczne, typowa misja samobójcza, której się jednak podejmuję.

Obecnie czytelnik zalewany jest masą tytułów o Marii. Biografie dla dorosłych i dzieci, opracowania, analizy – momentami trudno się w tym wszystkim połapać i na pewno jest w czym wybierać. Trudno jest zaoferować coś nowego, odkrywczego i świeżego. Muszę jednak przyznać, że pomysł autora na kolejną książkę o uczonej, broni się: faktycznie, łączyła ją głęboka więź, z pewnością ponadprzeciętna, z każdym z wymienionych w tytule mężczyzn. O ile relacja z Langevinem (nie tylko romans!) jest dość dobrze opisana, w licznych źródłach, o tyle znajomość z Einsteinem czy Rutherfordem rzeczywiście zasługiwała na osobne opracowanie. O wyjątkowym szacunku oraz sympatii, jaką Madame Curie odczuwała wobec Einsteina czy Rutherforda niech świadczy fakt, że z pierwszym z nich była na kilkudniowym wypadzie w górach, a drugi miał okazję rozmawiać z nią w jednym pokoju, i to o północy.

Bibliografia: jak wspomniałem, prezentuje się bardzo solidnie. Poza kilkudziesięcioma opracowaniami autor korzystał także z kilku źródeł archiwalnych, co bez wątpienia podnosi prestiż wydawnictwa.

Nie samymi literami człowiek jednak żyje. Cieszy mnie, że coraz częściej opracowania i badania naukowe okraszone są ilustracjami. Nie inaczej jest i tutaj: 29 fotografii uprzyjemnia lekturę, choć muszę się przyczepić: niektóre zdjęcia są słabej jakości, inne z kolei mogłyby być większe.

Profesor Piskurewicz nie ogranicza się jedynie do prezentacji faktów, niejednokrotnie możemy poznać jego własną opinię, np. na temat konieczności umieszczenia w statucie i organizacji Instytutu Solvaya badań nowych kierunków naukowych, którą nieoficjalnie Instytut i tak się zajmował.

Tyle plusów. Minusy?

Jeden, za to zasadniczy.

Największą wadą opracowania jest wg mnie jego język. Należy się nastawić na oficjalny, akademicki styl, przesycony faktami.

Dat, nazw instytucji i nazwisk, jest tak wiele, że ich zagęszczenie na jedną stronę może się jedynie równać z ilością mieszkańców na kilometr kwadratowy w Hongkongu. Brakuje odciążenia, rozrzedzenia tych ciężkostrawnych brył nieco „lżejszą” treścią. To niestety, czyni lekturę bardzo wymagającą, a momentami wręcz suchą. Taki stricte naukowy styl może trafić do purystów i ortodoksów, natomiast dla „zwykłego” czytelnika jest po prostu męczący. Idąc dalej tym tropem: widzę tutaj niespełniony potencjał. Książka profesora Piskurewicza z pewnością dostarczy wielu nowych informacji badaczom życia uczonej i specjalistom, trudno jej jednak będzie przyciągnąć nowych ludzi i zainteresować ich postacią noblistki.  Kto na tym cierpi? Sama Maria. Ktoś może powiedzieć: co za bzdury, przecież i tak każdy ją zna! Może to i prawda, ale częściowa. Większość, owszem, kojarzy Marię — ale przez pryzmat klisz (naukowiec, romans, ciężkie warunki pracy, bieda) doprawionych wikipedyczna pigułą: dwa Noble, rad i polon. Szansę na poszerzenie spojrzenia na uczoną mają właśnie takie opracowania jak to, które pokazują inne – często mniej znane – aspekty życia i działalności Mme Curie. Dlatego, moim zdaniem, poza wiwisekcją nazw i dat, powinny dawać coś więcej, powinny dawać przyjemność z lektury. A tej przyjemności mi tutaj niestety zabrakło.

Podsumowując: pozycja Jana Piskurewicza to gratka dla badaczy, ale dla pozostałych czytelników – niekoniecznie.

Tylko dla orłów.

Jakub Müller

 

Jan Piskurewicz, Madame Curie, Einstein, Langevin, Rutherford i inni…  Wątki naukowe, pedagogiczne, społeczne i polityczne,  Instytut Historii Nauki PAN : Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2020.
ISBN 9788386062584

 

***

 

Jakub Müller jest badaczem pełnym pasji. Zajmuje się historią Piekar Śląskich, wydarzeń i postaci związanych z tym miastem. Jest biografem m.in. Maksymiliana Jasionowskiego (Maksymilian Jasionowski. Robotnik pióra, Piekary Śląskie 2020). Przeprowadził wnikliwe badania historyczne i kwerendę archiwalną w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: Czy Maria Skłodowska-Curie gościła w Piekarach Śląskich?

Prowadzi także blog o książkach — Milczenie Liter

 

Jakub Müller — Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce [recenzja #25]

/   Jakub Müller   /

„Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce” jest kolejną na polskim rynku pozycją dotyczącą urodzonej w Warszawie, wybitnej uczonej. Pozycją kompleksową i pełną, która zasługuje na bliższe poznanie. Ale o tym za chwilę.

Jeśli ktoś z Was interesuje się postacią Marii Skłodowskiej-Curie, powinien kojarzyć również postać Tomasza Pospiesznego. Zawodowo: doktor habilitowany nauk chemicznych, profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, z zamiłowania: badacz i biograf nie tylko Marii, ale i innych wybitnych kobiet-naukowców. Popularyzator roli kobiet w nauce. Współredaktor strony Piękniejsza Strona Nauki. Świetny mówca.

Jeśli chodzi o pisanie, profesor Tomasz Pospieszny jest dinozaurem, którego styl nie przystaje do współczesnych standardów: używa bowiem eleganckiego języka, bez natrętnych slangowych wyrażeń czy anglicyzmów, bez przekleństw i emotikonek.  Poza tym, Pospieszny ma alergię na mity i kłamstwa, dlatego sam weryfikuje prawdziwość wszystkich zawartych w książce informacji. Korzysta przy tym z najnowszych badań i publikacji oraz rzadkich, zapomnianych źródeł.  Zamiast faktograficznego rollercoastera proponuje czytelnikowi stonowane, choć niepozbawione emocji wpisy. Jako wykładowca akademicki, ma dar bezkolizyjnego tłumaczenia zagadnień naukowych. Maria jest dla autora postacią niezwykłą, ośmieliłbym się nawet stwierdzić: platoniczną miłością. Nie pozbawia go to na szczęście obiektywizmu, w zamian dając w pełni autorskie, pełne pasji i zdrowego uwielbienia, spojrzenie.

Uczoną poznajemy w 12 rozdziałach. Już po ich tytułach widać, że będzie inaczej. Nie uświadczymy rozdziałów zatytułowanych „Ameryka”, „Nagrody Nobla”, czy „śmierć Piotra Curie” (jak w wielu innych biografiach). W zamian, poetyckie niemalże określenia: „Ta róża jest chora” (tytuł jedenastego rozdziału), czy „Deszcz nad Paryżem” (piąty rozdział). Owe 12 rozdziałów to danie główne. Oprócz tego, czytelnik otrzymuje także przystawki w postaci przedmowy, słowa wstępnego, słowa od autora i słowa od autora w roku 2020. Nieco złośliwie (ale tylko nieco), pragnę wyrazić swe rozczarowanie brakiem słowa przedwstępnego, słowa wydawcy oraz słowa autora na rok 2021. Poczułbym się pewniej, mogąc je przeczytać.  Deser to aneks, kalendarium, chronologia odkryć w fizyce i chemii jądrowej, podziękowania, bibliografia oraz indeks osobowy. Doprawdy sycąca uczta.
Warto wspomnieć, że wstęp napisał dr Piotr Chrząstowski – prawnuk brata Marii, Józefa Skłodowskiego. Pan Chrząstowski udostępnił także część zdjęć ze swego rodzinnego archiwum, co jest wielkim skarbem i wartością dodaną publikacji.
Na uwagę zasługuje wydanie książki: solidna, twarda okładka, przejrzysty układ graficzny, wstążeczka do zaznaczania, sto ilustracji oraz – wreszcie! – ładnie pachnący papier. Czego chcieć więcej?

Osobny ustęp warto poświęcić także ilustracjom – jest ich aż sto, a niektóre z nich są publikowane po raz pierwszy w Polsce. Przecierałem oczy ze zdumienia widząc Marię Skłodowską-Curie nie w czarnym, przewidywalnym stroju, a uroczej, kraciastej spódnicy! (s. 364) Inny rarytas to zdjęcie wykonane przy okazji ceremonii wręczenia doktoratu honorowego Northwestern University w Stanach Zjednoczonych. I tak mógłbym jeszcze wymieniać i wymieniać… Wątpliwości nie ulega jedno: autor odwalił kawał – naprawdę olbrzymi kawał – mrówczej, archiwalnej roboty. Pomagała mu w tym Ewelina Wajs, z zawodu historyk i archiwista.

Co jeszcze znajdziemy w środku? Tomasz Pospieszny sprawnie i ze swadą przeprowadza czytelnika przez życie Marii Skłodowskiej-Curie. Wbrew swemu nazwisku, robi to bez pośpiechu, dokładnie, metodycznie. Próbuje kawałek po kawałku odsłonić, tak skrycie strzeżone, wnętrze uczonej. Poznajemy od młodości w Warszawie, przez wyjazd do Francji, ślub, narodziny dzieci, rozkwit pracy naukowej, śmierć męża, samotność, skandal, uznanie świata nauki, podróże, aż po śmierć.
Pozwala sobie przy tym na ciekawe dygresje:

Czyż nie jest paradoksem, że po wielu, wielu latach podobizna Marii i Piotra Curie – uczonych borykających się z kłopotami finansowymi przez większość życia – znalazła się na najwyższym nominalnie banknocie Francji? Życie potrafi być przewrotne.

Na pochwałę zasługuje cała masa cytatów. Jest ich w książce mnóstwo, co pozwala na jeszcze lepsze wczucie się w klimat tamtych czasów i zrozumienie głównej bohaterki. Są wśród nich także krytyczne komentarze – wszak nie każdy lubił i szanował uczoną. Dzięki temu zabiegowi udaje się zachować zbalansowany obraz noblistki – z jednej strony geniusza, a z drugiej – człowieka z krwi i kości, który niejednokrotnie ugina się pod ciężarem życia, który nie zawsze wie co zrobić, który popełnia błędy. Każdy cytat jest opatrzony przypisem, co stanowi cenny drogowskaz i zachętę do dalszej lektury dla wszystkich zainteresowanych.

Niektóre opisy wręcz chwytają za serce. Ostatnie chwile życia uczonej Tomasz Pospieszny opisuje w taki sposób:

Jeszcze kilka godzin później próbuje resztkami sił zmieszać herbatę. Patrzy na łyżeczkę i pyta: „Czy to jest z radu, czy z mezotoru?”. Do końca myśli o nauce. Na kilka godzin przed śmiercią głośno protestuje przed zrobieniem zastrzyku: „Nie chcę. Chcę, żeby zostawiono mnie w spokoju.”. Potem mówi kilka niezrozumiałych słów. Jeszcze szesnaście godzin jej serce walczy o życie. W końcu o świcie […] po raz ostatni słońce oświetliło twarz Wielkiej Uczonej. Maria Skłodowska-Curie odeszła o godzinie czwartej rano, 4 lipca 1934 roku.

Książka kończy się słowami:

Mario, mam nadzieję, że Go (Piotra Curie – przyp. ML) odnalazłaś…
Mario…

Ta intymność… Tak się dzisiaj nie pisze biografii. Autor momentami niemalże zawstydza czytelnika… Niektóre słowa i wydarzenia z książki zostaną ze mną na długo.

Wady?

Bardzo rzadko mi się to zdarza, ale… żadnych większych uchybień nie wychwyciłem.
Dla osób, które czytały wydawnictwo Tomasza Pospiesznego z 2015 r. pt. „Nieskalana sławą. Życie i dzieło Marii Skłodowskiej-Curie”, ważna wiadomość: „Zakochana w nauce”, choć przeredagowana i uzupełniona, jest w dużej mierze oparta o swoją poprzedniczkę, co może wzbudzić zawód. Na szczęście autor lojalnie o tym informuje.
Szkoda również, że na końcu książki nie znajdziemy listy archiwów, z którymi kontaktowano się w celu uzyskania materiałów.  Są wprawdzie podpisy pod poszczególnymi ilustracjami, ale zbiorczego indeksu niestety brak.

Podsumowując: „Zakochana w nauce” to bogata i nietuzinkowa biografia.  Niespotykana skrupulatność i dokładność zamieszczonych danych, przystępny i barwny język, unikatowe fotografie oraz ładunek emocjonalny, czynią z niej jedną z najlepszych biografii Marii Skłodowskiej-Curie, jakie kiedykolwiek napisano.

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Zapraszam także na wywiad z Tomaszem Pospiesznym specjalnie dla bloga Milczenie Liter.

______________________

Pan Jakub Müller jest badaczem pełnym pasji. Zajmuje się historią Piekar Śląskich, wydarzeń i postaci związanych z tym miastem. Jest biografem m.in. Maksymiliana Jasionowskiego (Maksymilian Jasionowski. Robotnik pióra, Piekary Śląskie 2020). Przeprowadził wnikliwe badania historyczne i kwerendę archiwalną w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: Czy Maria Skłodowska-Curie gościła w Piekarach Śląskich?

Prowadzi także blog o książkach — Milczenie Liter

Serdecznie polecamy artykuł Jakuba Müllera na portalu PiekarskiWerk.pl

 

Maria i Przemysław Pilichowie

 

Z wielką niecierpliwością wyczekiwaliśmy najnowszej książki Marii i Przemysława Pilichów – uznanych autorów, którzy w arcyciekawy sposób przypominają zapomniane postaci historii. W książce Nasi nobliści. 56 laureatów znad Wisły, Odry i Niemna autorzy przedstawili sylwetki laureatów tej prestiżowej nagrody, którzy są związani z Polską przez urodzenie w obecnych granicach naszego kraju, na Kresach Wschodnich lub mających polskie korzenie.

Warto podkreślić, że autorzy są znawcami tematu, bowiem już w 2005 roku wydali książkę pod tytułem Nobliści znad Wisły, Odry i Niemna, która ukazała się w popularnej serii „Ocalić od zapomnienia”, wydawanej przez Wydawnictwo Sport i Turystyka – Muza SA. Obecna książka jest jednak inną pozycją. Została przejrzana, poprawiona, uzupełniona, tak, że powstała zupełnie nowa książka licząca aż 575 stron. W żadnym razie nie powinno to przerażać, a wręcz przeciwnie. Czyta się ją szybko i płynnie, bowiem Maria i Przemysław Pilichowie mają wielki talent gawędziarski i ich opowieści są po prostu niezwykłe. Pełne anegdot i ciekawostek. Za każdym razem, kiedy czytelnik bierze do ręki ich książkę przeżywa wielką przygodę intelektualną.

Książkę otwiera historia Nagrody Nobla, następnie autorzy przedstawiają nam laureatów nagrody z fizyki (9 osób), chemii (5 osób), fizjologii lub medycyny (7 osób), literatury (10 osób), wreszcie laureatów pokojowej nagrody (4 osoby), laureatów z ekonomii — właściwie nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla — (2 osoby) i innych noblistów, których nie można pominąć (19 osób). Listę otwiera, co w żaden sposób nie powinno dziwić, podwójna noblistka Maria Skłodowska-Curie. Czytelnicy znajdą tutaj postaci znane jak Max Born, Fritz Haber, Paul Ehrlich, Henryk Sienkiewicz, Władysław Stanisław Reymont, Czesław Miłosz, Wisława Szymborska, Olga Tokarczuk, Lech Wałęsa czy Józef Rotblat, ale także nazwiska, z którymi być może wcześniej się nie spotkał. Na długiej liście uhonorowanych najbardziej prestiżową nagrodą świata znalazło się osiem kobiet obok już wymienionych (Skłodowskiej-Curie, Szymborskiej, Tokarczuk) są także Maria Göppert-Mayer (fizyczka), Swietłana Aleksijewicz (pisarka i dziennikarka), Gertrude Bell Elion (biochemiczka), Irena Joliot-Curie (chemiczka) i Ada Yonath (krystalografka). Szkoda jedynie, że autorzy nie pokusili się o zrobienie dodatkowej listy z nazwiskami Polaków, którzy byli nominowani do Nagrody Nobla w różnych dziedzinach, a nigdy jej nie otrzymali. Byłoby to dopełnienie niezwykle intrygującego tematu.

Książce poza dobrym tekstem i bibliografią kończącą opowieść o każdej postaci towarzyszą niezliczone fotografie, które nie tylko pokazują laureatów, ale także ich rodziny, ważne dla nich miejsca czy pamiątki po nich związane z Polską.

Sądzimy, że najistotniejszą zaletą książki jest to, że po jej lekturze, nikt już nie powie, że mamy siedmioro laureatów Nagrody Nobla, bowiem wielu z przedstawionych w książce Marii i Przemysława Pilichów uważało się za Polaków nie tylko z urodzenia.

Gorąco polecamy także pozostałe książki Państwa Pilichów o wybitnych Polakach, m.in: Wielcy polscy podróżnicy, którzy odkrywali świat, Warszawa 2016 oraz Wybitni polscy odkrywcy i podróżnicy, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2018.

Serdecznie dziękujemy Autorom oraz Wydawnictwu Muza za egzemplarze autorskie.

Tomasz Pospieszny & Ewelina Wajs

 

Maria i Przemysław Pilichowie, Nasi nobliści. 56 laureatów znad Wisły, Odry i Niemna, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2020.

ISBN 9788328714762

Plenerowy wernisaż wystawy o Marii Skłodowskiej-Curie

 

Jesteśmy niezwykle szczęśliwi, że mogliśmy uczestniczyć w otwarciu wystawy poświęconej największej uczonej wszechczasów – Marii Skłodowskiej-Curie. Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że nasza radość jest tym większa, że pamięć o wspaniałej uczonej jest pielęgnowana i została uhonorowana przez dwa najbliższe jej sercu kraje – Polskę, miejsce jej urodzenia oraz Francję, miejsce pracy twórczej.

 

Wspólne zwiedzanie wystawy, od lewej: Ambasador Frédéric Billet, twórcy wystawy — Tomasz Pospieszny i Ewelina Wajs, dr inż. Piotr Chrząstowski — prawnuk Józefa Skłodowskiego i Pani Joanna Jachimczuk-Lora z Instytutu Francuskiego w Warszawie, fot. R. Pisarska / Ambasada Francji w Polsce

 

Osiągnięcia naukowe Marii Skłodowskiej-Curie są niezwykłe i na przestrzeni lat wciąż wzbudzają podziw, tak wielki, że w 2018 roku w plebiscycie brytyjskiego „BBC History Magazine uznano ją za najbardziej wpływową kobietę w historii. Nie powinno to dziwić, gdyż odkrywczyni polonu i radu swoimi badaniami wprowadziła ludzkość w erę atomu. Dzięki jej wytrwałości i uporowi powstały Instytuty Radowe – najpierw w Paryżu, a później w Warszawie – dwie placówki, które przyniosły ludzkości ukojenie w walce z chorobami nowotworowymi.

 

fot. R. Pisarska / Ambasada Francji w Polsce

 

Niezmiernie cieszy nas fakt, że kobieta, której przyszło żyć w epoce narodzin nauki o atomie i w której marzenia alchemików o przemianie materii w złoto zostały ziszczone, jest wciąż popularna. Jej geniusz, pracowitość, upór w dążeniu do obranego celu, są w istocie świadectwem, że ciężka praca, a nade wszystko wiara we własne możliwości pozwala na realizację nawet tych marzeń, które wydają się niemożliwe do zrealizowania. Z drugiej strony jej skromne i momentami bardzo trudne życie nadawało uczonej ludzki, a nie pomnikowy wymiar.

 

Niech książka i wystawa pt. Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce poświęcone jej wyjątkowemu życiu i niezwykłej pracy będą hołdem dla tej niezwykłej kobiety.

 

Na zdjęciu (od prawej): Pan dr inż. Piotr Chrząstowski, Pani Joanna Jachimczuk-Lora, Jego Ekscelencja Frédéric Billet, Tomasz Pospieszny i Ewelina Wajs, fot. R. Pisarska / Ambasada Francji w Polsce

 

***

Pragniemy wyrazić głęboką wdzięczność Panu Ambasadorowi Republiki Francuskiej w Polsce Jego Ekscelencji Frédéricowi Billet za zaproszenie do współpracy i możliwość wzięcia udziału w tym niezwykłym wydarzeniu, Pani Joannie Jachimczuk-Lora za zorganizowanie plenerowego wernisażu wystawy, poświęcony czas i zaangażowanie oraz Panu Piotrowi Chrząstowskiemu za udostępnienie licznych materiałów z archiwum rodzinnego i nieustanne wspieranie działań Piękniejszej Strony Nauki.

Tomasz Pospieszny & Ewelina Wajs

 

fot. K. Baryła / Piękniejsza Strona Nauki

153. rocznica urodzin Marii Skłodowskiej-Curie

 

 

Jest to taka niewielka, zwykła historia, pozbawiona wielkich wydarzeń. Urodziłam się w Warszawie w rodzinie profesorskiej. Wyszłam za mąż za Piotra Curie i miałam dwoje dzieci. Dzieło moje naukowe wykonałam we Francji.

Maria Skłodowska-Curie*

 

153 lata temu urodziła się Maria Salomea Skłodowska. Postać, której nie trzeba przedstawiać chyba nikomu. Uczona, której badania i odkrycia poczynione wspólnie z mężem Piotrem Curie dały przełom w nauce o atomie. Noblistka, która jako jedyna do dziś otrzymała dwie Nagrody Nobla w dwóch różnych dziedzinach naukowych. Kobieta, która w plebiscycie magazynu „BBC History” w 2018 roku zwyciężyła jako najbardziej wpływowa kobieta w historii — która zmieniła świat nie raz, a dwa razy. Jej historia rozpoczęła się 7 listopada 1867 roku w Warszawie.

Zapraszamy do lektury fragmentu pierwszego rozdziału najnowszej książki Tomasza Pospiesznego pt. Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce.

 

***

/   Tomasz Pospieszny   /

 

W 1818 roku angielska pisarka i poetka epoki romantyzmu, Mary Wollstonecraft Shelley, zafascynowana odkryciami naukowymi i badaniami Humphryʼego Davyʼego oraz Luigiego Galvaniego w zakresie chemii i fizjologii napisała książkę Frankenstein albo: współczesny Prometeusz. Było to pierwsze, niezwykle znamienne, być może jeszcze nieśmiałe otwieranie bram w kierunku rozwoju naukowego, i co ważniejsze, popularyzacji nauki. Romantyzm – epoka duszy – zaczynał wygasać. Nadchodziło nowe – epoka rozumu. Michał Heller napisał, że każda epoka ma swój obraz Wszechświata.7 Tak też było w drugiej połowie XIX wieku. Pozytywizm należał do niezwykle dynamicznych epok. Intensywnie rozwijała się nauka i technika, muzyka i literatura.

 

W zakonie augustianów w Brnie na Morawach Gregor Mendel rozpoczynał eksperymenty z grochem zwyczajnym i opisywał pierwsze prawa genetyki. W Petersburgu Dmitrij Mendelejew uszeregował pierwiastki chemiczne w tablicę, znaną dziś jako układ okresowy pierwiastków. W Paryżu Louis Pasteur ogłosił, że choroby są roznoszone przez drobnoustroje, a w Berlinie, jego naukowy rywal, Robert Koch odkrył prątek gruźlicy. W Cambridge Charles Darwin pracował nad książką pod znamiennym tytułem O pochodzeniu gatunków. W Sztokholmie Alfred Nobel eksperymentował ze środkami wybuchowymi, co doprowadziło do odkrycia dynamitu, a w Berlinie Werner von Siemens skonstruował pierwszą prądnicę elektryczną. W Bonn Friedrich August Kekulé rozwiązał zagadkę budowy cząsteczki benzenu, a Rudolf Clausius wprowadził pojęcie entropii. W Londynie William Henry Perkin odkrył pierwszy syntetyczny barwnik o silnie fioletowym zabarwieniu – moweinę. W Cambridge James Clerk Maxwell opracował teorię pola magnetycznego. Świat nauki ulegał przemianom.

 

Również sztuka rozwijała się dynamicznie. Wystarczy wspomnieć, że Giuseppe Verdi skomponował Don Carlosa i Aidę, Richard Wagner kończył Walkirię, miała premierę Zemsta nietoperza Johanna Straussa, a Georges Bizet wprowadzał ostatnie poprawki do Carmen. W swoich pracowniach tworzyli Camille Pissarro, Édouard Manet, Edgar Degas, Jan Matejko, Paul Cézanne, Auguste Rodin czy Claude Monet. Lew Tołstoj zakończył pisanie Wojny i pokoju, Fiodor Dostojewski Zbrodni i kary, Henrik Ibsen wydał Peer Gynta, Gustave Flaubert Szkołę uczuć, Victor Hugo Nędzników, Émile Zola Germinal, a Lewis Caroll Alicję w krainie czarów.

 

Taki świat czekał na narodziny kobiety, która miała go wielce ulepszyć.

 

Maria urodziła się w świecie, w którym nie było miejsca dla Polski. W wyniku rozbiorów, przegranych powstań, utraconych marzeń po upadku Napoleona, nie było jej na mapie świata. Nie miała nawet swojej nazwy. Była rozdarta pomiędzy szpony zaborców. Jedynie na moment podczas powstania styczniowego Polacy samostanowili o sobie. A później znów zostali stłamszeni i zniewoleni na długie lata. Taka „matka” czekała na narodziny „córki”, która swą ojczyznę miała uświetnić na „mapie” układu okresowego, na długo przed wyzwoleniem.

 

Maria Salomea Skłodowska przyszła na świat 7 listopada 1867 roku w Warszawie przy ulicy Freta 255 (obecnie Freta 16) w nieistniejącej już oficynie lub też na drugim piętrze kamienicy. Dziś w kamienicy przy ulicy Freta 16 mieści się Muzeum uczonej, w którym zgromadzono liczne fotografie, płaszcz, torebkę, przybornik z dwoma kałamarzami i linijką oraz liczne pamiątki rodzinne. Jest to jedyne na świecie biograficzne muzeum uczonej.

______________________________________

*[za:] H. Niewodniczański, Znaczenie odkryć Marii Skłodowskiej-Curie, „Nauka Polska”, 4(8), rok II, Warszawa 1954, str. 40.

***

Hertha Ayrton — uczona aktywistka

/   Tomasz Pospieszny   /

 

Osobiście nie zgadzam się z tym, żeby w ogóle wprowadzać problem płci w nauce. Perspektywa, zgodnie z którą rozpatruje się tę kwestię, jest zupełnie błędna i pozbawiona sensu merytorycznego. Kobieta po prostu albo jest dobrym naukowcem, albo nie; w każdym przypadku powinna jednak mieć równe szanse, a jej prace należy studiować z punktu widzenia naukowego, a nie perspektywy płci.

Hertha Ayrton

14 marca 1909 roku w liście do „Westminster Gazette” Hertha Ayrton napisała, że „błędy są niezwykle trudne do naprawienia, ale błąd, związany z przypisaniem sukcesu mężczyźnie, za – tak naprawdę – pracę wykonaną przez kobietę, ma więcej żyć niż kot”. Wiedziała co pisze, bowiem przez wiele lat jej praca i osoba była nieuznawana w zdominowanym przez mężczyzn świecie inżynierii i nauk ścisłych.

Portsea na przełomie XIX i XX wieku, domena publiczna

Phoebe Sarah Hertha nazywana przez rodzinę Sarah urodziła się 28 kwietnia 1854 roku na wyspie Portsea u południowego wybrzeża Anglii, w hrabstwie Hampshire. Była trzecią córką z ośmiorga dzieci Żyda polskiego pochodzenia, imigranta z Polski pod carskim zaborem rosyjskim i zegarmistrza Leviego Marksa oraz krawcowej Alice Theresy Moss, której rodzice byli polskimi uchodźcami. Ojciec Herthy był również synem polskiego karczmarza i uciekł do Anglii przed żydowskimi prześladowaniami pod carskimi rządami. Niestety zdrowie Leviego, prawdopodobnie podkopane przez młodzieńcze doświadczenia, nigdy nie było dobre. Wykupił licencję na sprzedawanie swoich towarów jako domokrążca, jednak nie odnosił żadnych sukcesów w interesach. Ojciec Herthy zmarł w 1861 roku, pozostawiając ciężarną żonę i siedmioro dzieci w poważnej sytuacji finansowej. Hertha musiała szybko dojrzeć. Przejęła częściowo obowiązki matki, opiekując się młodszym rodzeństwem. Kiedy skończyła dziewięć lat, przeniosła się do ciotek, które prowadziły szkołę. Tutaj bardzo szybko uwidocznił się jej talent do nauk ścisłych. Naukę kontynuowała w prywatnej szkole w północno-zachodnim Londynie, prowadzonej przez ciotkę ze strony matki Miriam i jej męża Alphonseʼa Hartoga, dzięki którym poznała niezwykle uzdolnionych kuzynów. Od nich uczyła się między innymi muzyki, łaciny i matematyki. W szkole przyszła uczona nauczyła się, między innymi od swojego wuja Alphonseʼa, płynnie języka francuskiego. Po zajęciach szkolnych udzielała korepetycji. W ten sposób zarobione pieniądze wysyłała matce, aby pomóc matce i rodzeństwu. Uchodziła za ładną dziewczynę była niska, miała przenikliwe szarozielone oczy i kruczoczarne włosy. Jednak Hertha absolutnie nie zwracała uwagi na swój wygląd i zalotników. Od młodzieńczych lat była niezależna, bardzo uparta i wyzwolona. Kiedy została niesprawiedliwie oskarżona o jakieś wykroczenie, przez kilka dni prowadziła strajk głodowy. Mając szesnaście lat zdecydowała, żeby nie nazywać jej Sarah lecz Hertha na cześć bogini ziemi z wiersza Algernona Charlesa Swinburneʼa. Oczywiście na kształtowanie się osobowości Herthy mieli wpływ jej przyjaciele. Jedną z jej najlepszych przyjaciółek była kuzynka Florence Nightingale – Barbara Leigh Smith (po mężu Bodichon) – walcząca feministka i wybitna postaci ruchu na rzecz emancypacji kobiet oraz jedna z założycieli Girton College w Cambridge.

 

Barbara Leigh Smith Bodichon (1827–1891), National Portrait Gallery St. Martin’s Place London WC2H OHE, CC–BY 3.0

 

Smith zachęcała Herthę, aby starała się o stypendium na studia. Przyszła uczona nie otrzymała stypendium jednak w 1876 roku została przyjęta do collegeʼu i rozpoczęła studiowanie matematyki i fizyki. Jednym z jej mistrzów był fizyk zajmujący się elektrycznością Richard Glazebrook, uczeń Jamesa Clerka Maxwella. Najprawdopodobniej to on zachęcił i zainteresował Herthę właśnie tym tematem.

 

Richard Tetley Glazebrook (1854–1935), National Portrait Gallery St. Martin’s Place London WC2H OHE, CC–BY 3.0

 

Niestety po pierwszym semestrze podupadła na zdrowiu i musiała na rok opuścić Cambridge. Roczna przerwa w nauce spowodowała znaczne zaległości, przez co Hertha miała znaczne kłopoty z nadrobieniem materiału. Należy jednak dodać, że mimo zaległości Hertha rozwijała się naukowo oraz wykazywała znaczne zdolności w kierunku technicznym. Jako pierwsza zaprojektowała i zbudowała sfigmomanometr czyli aparat do pomiaru ciśnienia tętniczego krwi. Był to pierwszy z jej wielu sukcesów, które miały nadejść. Podczas studiów prowadziła także chór, założyła straż pożarną i klub matematyczny. Co warte podkreślenia w 1880 roku ukończyła studia, lecz uczelnia nigdy nie dała jej dyplomu lecz certyfikat. Jako ostatni brytyjski uniwersytet Cambridge „uległˮ dopiero w 1948 roku, kiedy to przyznał stopnie naukowe kobietom! W 1881 roku zdała egzamin zewnętrzny na Uniwersytecie Londyńskim, który przyznał jej licencjat z nauk ścisłych.

Po opuszczeniu Cambridge Hertha i jedna z jej koleżanek z roku wynajęły mieszkanie w Londynie, gdzie prowadziły prywatne lekcje. Była bardzo zaangażowana w prace matematyczne i fizyczne. Miała niezwykły zmysł konstruktorski – w tym czasie wynalazła na przykład przyrząd kreślarski służący do pomniejszania i powiększania figur, który znalazł zastosowanie w pracowniach architektonicznych i inżynieryjnych. Była też autorką licznych rozwiązań problemów matematycznych. Wiele z jej pomysłów zostało opatentowanych: w sumie była autorką 26 patentów – pięciu z matematyki, trzynastu związanych z lampami łukowymi i elektrodami, reszta dotyczyła rozwiązań związanych na napędami powietrza.

 

William Edward Ayrton (1847–1908), National Portrait Gallery St. Martin’s Place London WC2H OHE, CC–BY 3.0

 

Przez kolejne dwa lata przygotowywał się także do egzaminów na uniwersytet, aby studiować fizykę stosowaną. Zapisała się na kurs uzupełniający w Finsbury Technical College, który prowadził William Edward Ayrton. Uczony przyszedł na świat 14 września 1847 roku w Londynie. Był syn adwokata, studiował matematykę na University College w Londynie i elektryczność w Glasgow u Williama Thomsona (Lorda Kelwina). Uchodził za pioniera nauczania fizyki i elektrotechniki. Przez kilka lat pracował za granicą między innymi w Indiach (1868–1872) i Japonii (1873–1897). Po powrocie do Londynu został mianowany wykładowcą w kilku uczelniach technicznych, w tym Finsbury. To spotkanie miało zmienić życie Herthy.

Ayrton, który dwa lata wcześniej owdowiał oświadczył sie Herthcie i w 1885 roku para zawarła związek małżeński. Miss Herthon zaadoptowała córkę Edwarda z pierwszego małżeństwa Edith (1879–1945), późniejszą pisarkę i aktywistkę. Rok później para doczekała się kolejnej córki Barbary (1886–1950) znanej sufrażystki, która imię otrzymała na cześć Barbary Leigh Smith.

 

Hertha Ayrton, ©The Institute of Engineering and Technology, IET Archives UK 108 IMAGE 1/1/0020

 

Hertha zatrudniła gosposię, co umożliwiło jej rozpoczęcie pracy naukowej u boku męża. Początkowo pomagała Edwardowi w eksperymentach nad wynalezieniem stabilnego i cichego źródła światła. Kiedy Edward wyjechał służbowo za granicę, a Hertha przebywała poza domem doszła do tragedii. Ich wspólna praca została zniszczona, gdy gosposia sądząc, że papiery z notatkami uczonych są przeznaczone do zniszczenia spaliła je w kominku. Wkrótce Hertha zaczęła przeprowadzać własne eksperymenty w domu, podczas gdy jej mąż opiekował się ich córkami. Praca ta doprowadziła uczoną do kilku ważnych odkryć. W pierwszej kolejności skupiła się nad problemem migotania i syczenia powstającym podczas oświetlenia łukowego. Stwierdziła, że problemem są pręty węglowe, które po podłączeniu do nich źródła prądu ulegają dziurawieniu poprzez ulatnianie się węgla. Przez powstające otwory w prętach przechodziło powietrze powodując charakterystyczny świst. Hertha zmieniła kształt prętów oraz zauważyła relacje pomiędzy spadkiem napięcia i długością łuku oraz przepływem prądu elektrycznego. W latach 1895–1896 wyniki prac opublikowała w dwunastu artykułach naukowych w czasopiśmie „The Electricanˮ. W 1899 roku jako pierwsza kobieta otrzymała członkostwo w prestiżowej instytucji zrzeszającej inżynierów elektryków. Była również pierwszą kobietą, która odczytała własną pracę naukową w Royal Society w Londynie. Jedna z gazet pisała:

Damy uczestniczące w tym wydarzeniu z wielkim zdumieniem przyjęły to, że przedstawicielka ich własnej płci kierowała pokazami sprawiającymi wrażenie najbardziej niebezpiecznych ze wszystkich Pani Ayrton natomiast w ogóle nie wyglądała na przestraszoną.

 

Hertha Ayrton, [za:] E. Sharp, „Hertha Ayrton, 1854-1923, a memoir”, London 1926.

Hertha zaczęła prowadzić wykłady związane z jej badaniami i cieszyła się znaczną popularnością zarówno w kraju jak i za granicą.  W1900 roku została zaproszona na Międzynarodowy Kongres Elektryczny odbywający sie w Paryżu, gdzie po francusku wygłosiła odczyt na temat swoich badań nad łukiem elektrycznym. W 1902 roku otrzymała nominację członkowską do londyńskiego Towarzystwa Królewskiego, jednak prawnik towarzystwa orzekł, że Hertha jako kobieta jest niewybieralna, bowiem jako kobieta zamężna nie stanowiła samodzielnego podmiotu prawnego!! Pierwszą kobietę wybrano dopiero w 1946 roku. Uczona podczas udzielonego wywiadu powiedziała:

Osobiście nie zgadzam się z tym, żeby w ogóle wprowadzać problem płci w nauce. Perspektywa, zgodnie z którą rozpatruje się tę kwestię, jest zupełnie błędna i pozbawiona sensu merytorycznego. Kobieta po prostu albo jest dobrym naukowcem, albo nie; w każdym przypadku powinna jednak mieć równe szanse, a jej prace należy studiować z punktu widzenia naukowego, a nie perspektywy płci.

 

Okładka książki: H. Ayrton, „The Electric Arc”, The Electrician Printing and Publishing Company, London, 1902

W 1902 roku ukazała się jej książka pt. The Electric Arc, która podsumowywała wyniki jej pracy. W latach 1904–1908 uczona pracowała nad projektowaniem elektrycznych reflektorów dla Royal Navy. Niestety jej prace w większości przypisano Edwardowi, chociaż ten protestował i zawsze podkreślał udział Herthy w pracach naukowych. Jej prace zostały docenione w 1906 roku, gdy przyznano jej Medal Hughesa Towarzystwa Królewskiego „za oryginalne odkrycie w dziedzinie nauk fizycznych, a w szczególności dotyczące generowania, magazynowania i wykorzystywania energii elektrycznej”. Została też przyjęta na pełnoprawną członkinię Institution of Electrical Engineers.

Do jej przyjaciółek należała między innymi Maria Skłodowska-Curie. Uczone poznały się w 1903 roku w Londynie, gdzie państwo Curie prezentowali swoje wyniki badania nad radem w londyńskim Królewskim Towarzystwie. Przyjaźń obu kobiet była na tyle trwała, że Maria znalazła w 1912 roku schronienie w domu Ayrton po wybuchu skandalu związanego z tzw. aferą Langevina.

 

Mill House w Highcliffe, wynajęty przez Herthę Ayrton na wspólny pobyt z Marią Skłodowską i jej córkami latem 1912 roku, [za:] http://www.dorsetlife.co.uk

Podczas pierwszej wojny światowej Hertha przekonała Biuro Wojenne do wykorzystania jej wynalazku, który mógł rozproszyć chmury gazów bojowych. Wkrótce ponad sto tysięcy wentylatorów, które miały również inne zastosowania, było używanych na froncie zachodnim.

 

Wentylatory pomysłu Herthy Ayrtonm [za:] https://www.allaboutcircuits.com

Hertha Ayrton miała zdecydowane lewicowe poglądy, dlatego bez wahania dołączyła do do powstałej Partii Pracy. Zawsze była zagorzałą zwolenniczką praw kobiet, podobnie zresztą jak jej mąż. Już w 1899 roku przewodniczyła sekcji naukowej drugiego spotkania Międzynarodowego Kongresu Kobiet. Odgrywała wiodącą rolę w ruchu sufrażystek, zwłaszcza po wojnie. Ayrton była mocno zaangażowana w ruch sufrażystek. W 1911 roku odmówiła udziału w powszechnym spisie ludności, pisząc na formularzu:

Jak miałabym odpowiedzieć na wszystkie te pytania, skoro rzekomo brak mi inteligencji, by móc samodzielnie wybierać kandydatów do parlamentu? Nie dostarczę żadnych tego rodzaju informacji do czasu, aż uzyskam prawa obywatelskie. Domagam się prawa wyborczego dla kobiet.

 

Barbara Ayrton w stroju „córki rybaka” promuje londyńską Wystawę Kobiecą w maju 1909 roku, fot. Christina Broom, [za:] http://historyinphotos.blogspot.com

Edward Ayrton zmarł 8 listopada 1908 roku. Hertha pozbawiona silnego wsparcia męża walczyła o prawa kobiet. Była niezwykle dumna, że jej córka Barbara należała do jednych z najbardziej wojujących sufrażystek.

Hertha Ayrton zmarła w Londynie 26 sierpnia 1923 roku w wieku 69 lat na posocznicę.

 

Literatura zalecana:

  1. Evelyn Sharp, Hertha Ayrton: A Memoir, Edward Arnold & Co., London 1926.
  2. Hertha Ayrton, The Electric Arc, Cambridge University Press, Cambridge 1912 (pierwsze wydanie 1902).
  3. Ioan James, Remarkable Engineers. From Riquet to Shannon, Cambridge University Press, Cambridge 2010.
  4. Rachel Swaby, Upór i przekora. 52 kobiety, które zmieniły naukę i świat, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2017.

„Światło w ciemności” — komiks o Marii Skłodowskiej-Curie

fot. Piękniejsza Strona Nauki

 

W bieżącym roku kilka wydawnictw oddało do rąk czytelników książki dotyczące życia Marii Skłodowskiej-Curie. Jedną z nich jest pozycja pt. Maria Skłodowska-Curie. Światło w ciemności. Tekst napisały Frances Andreasen Osterfelt i Anja C. Andersen, zaś za stronę graficzną odpowiadała polska graficzka i ilustratorka Anna Błaszczyk. Książka ukazała się nakładem poznańskiego wydawnictwa Media Rodzina, partnerem wydania jest Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Książka według opisu wydawcy liczy 136 stron.

 

fot. Piękniejsza Strona Nauki

 

Początkowo podszedłem do książki dość sceptycznie, chyba ze względu na ilustracje, które nie do końca do mnie przemawiały. Jednak po przeczytaniu książki z przekonaniem mogę stwierdzić, że jest to pozycja ciekawa i przede wszystkim potrzebna. W moim odczuciu utwierdziły mnie rozmowy z młodymi czytelnikami, którym zarówno strona graficzna jak i merytoryczna bardzo odpowiada. Jest to bardzo ważne, aby właśnie dzieci i młodzież zachęcać do poznawania życia Marii Skłodowskiej-Curie w nowatorski sposób, a co ważniejsze przemawiający do ich wyobraźni.

 

fot. Piękniejsza Strona Nauki

 

Omawiana książka jest dobrze opracowaną powieścią graficzną, która pokazuje życie uczonej. Książka została podzielona na 5 rozdziałów i Epilog. I właściwie jedynym mankamentem jest to, że kończy się za szybko. Szkoda, że autorki pobieżnie tylko pokazały działalność Marii podczas pierwszej wojny światowej, nie wspomniały o jej podróżach do Stanów Zjednoczonych… Z drugiej strony, gdyby pokazać w ten sposób całe życie uczonej być może nie zachęciłoby to młodego czytelnika do dalszych samodzielnych poszukiwań Marii Skłodowskiej-Curie.

 

fot. Piękniejsza Strona Nauki

 

W tekście duńskich autorek znalazłem zaledwie kilka drobnych przeinaczeń, o których nawet nie ma sensu pisać. Właściwie znajduje to nawet usprawiedliwienie w tym, że tekstu nie ma zbyt wiele, a dominują wspomniane już grafiki (chętnie podałbym, które zrobiły na mnie wrażenie, ale niestety książka nie ma numeracji stron, co niewątpliwie utrudnia jej opisywanie).

 

fot. Piękniejsza Strona Nauki

 

Życie Marii Skłodowskiej-Curie dla współczesnych młodych ludzi jest zapewne czymś niezwykle odległym, czasem być może odrealnionym, ale cechy jej charakteru, które to życie ukształtowały w pełni powinny pozostawać godnym wzorem do naśladowania. Jej pracowitość, upór, dążenie do spełnienia marzeń są w istocie świadectwem, że ciężka praca, a nade wszystko wiara we własne możliwości pozwala na realizację nawet tych marzeń, które wydają się niemożliwe do zrealizowania. Autorki we wstępie napisały:

Na przykładzie jej życia pragniemy przypomnieć, jak bogaty może stać się świat, jeśli stworzy się równe szanse dla wszystkich – niezależnie od płci, rasy i narodowości.

Niech to przesłanie będzie najlepszą rekomendacją dla tej wyjątkowej pozycji na polskim rynku wydawniczym. Obyśmy mogli w przyszłości czytać takich powieści więcej.

Tomasz Pospieszny

 

fot. Piękniejsza Strona Nauki

 

 

 

Co warto przeczytać

🍂 Jesień za oknem 🍁. W związku z tym gorąco zachęcamy Państwa do pozostania w domach i lektury 📖 książek, przedstawiających biografie kobiet nauki 📚.

📒 S.B. McGrayne, „Nobel Prize Women in Science: Their Lives, Struggles, and Momentous Discoveries”, National Academies of Sciences, Engineering, and Medicine, Washington 2001.

📕 M.F. Rayner-Canham, G.W. Rayner-Canham, „A Devotion to Their Science: Pioneer Women of Radioactivity”, Chemical Heritage Foundation Philadelphia 2005.

📗 J. Navarro, „Kobiety w matematyce”, Wydawnictwo RBA, Warszawa 2012.

📘 J. Apotheker, l. Simon-Sarkadi, „European Women in Chemistry”, Wiley-VCH Verlag, Weinheim 2011.

📔 A. Lykknes, B.v. Tiggelen, „Women in Their Element: Selected Women’s Contributions To The Periodic System”, World Scientific Publishing Co., London-New York 2019.

📙 R. Swadby, „Upór i przekora”, Wydawnictwo AGORA, Warszawa 2017.

N. Beyers, G. William, „Out of the Shadows: Contributions of Twentieth-Century Women to Physics”, Cambridge University Press, Cambridge 2006.

📕 R. Ignotofsky, „Kobiety i nauka. One zmieniły świat”, EGMONT Polska Wydawnictwo, Warszawa 2018.

📘 T. Pospieszny, „Pasja i geniusz. Kobiety, które zasłużyły na Nagrodę Nobla”, Wydawnictwo Po Godzinach Warszawa 2019.

Eva Ramstedt — uwielbiana przez studentów

 /   Tomasz Pospieszny   /

 

Do napisania tego krótkiego felietonu zachęcił mnie (a właściwie sprowokował) Jakub Müller z Piekar Śląskich. Kilka dni temu, gdy się spotkaliśmy, podarował mi małą książeczkę pt. Marie Curie och radium autorstwa Evy Ramstedt. Książka została wydana w 1932 roku (a więc jeszcze za życia Marii Curie) w Sztokholmie przez P. A. Norstedt & Söners Förlag (Svenska Bokförlaget). Bohaterka książki jest wszystkim doskonale znana, ale kim jest autorka?

Eva Ramstedt, ok. 1910, Uppsala University Library

Eva Julia Augusta Ramstedt urodziła się 15 września 1879 roku w Sztokholmie. Jej rodzicami byli burmistrz Sztokholmu Johan Ramstedt i Henrika Torén. Szkołę średnią ukończyła w mieście rodzinnym z bardzo dobrym ocenami. Wykazywała duże zainteresowanie naukami przyrodniczymi – zwłaszcza fizyką i chemią, dlatego postanowiła studiować fizykę na uniwersytecie w Uppsali.

W 1904 roku została współzałożycielką Stowarzyszenia Kobiet Akademickich, którego celem było propagowanie nauk ścisłych wśród dziewcząt. W tym samym roku obroniła licencjat z filozofii, a cztery lata później z fizyki. W 1910 roku obroniła rozprawę doktorską związaną z zachowaniem się cieczy w różnych warunkach fizycznych. Po doktoracie zwróciła uwagę na zjawisko radioaktywności. Sprowokowało ją to do rocznego wyjazdu do Paryża, gdzie miała sposobność poznawania tajników tej niezwykłej nauki od Marii Skłodowskiej-Curie. W laboratorium odkrywczyni polonu i radu Eva poznała i zaprzyjaźniła się z Ellen Gledtisch oraz May Sybil Leslie.

Po powrocie z Paryża Ramstedt została zatrudniona w Instytucie Chemii Fizycznej im. Alfreda Nobla na Wydziale Fizyki na stanowisku zastępcy profesora. Warto podkreślić, że przez rok pracowała jako adiunkt w pracowni laureata Nagrody Nobla z chemii, twórcy teorii dysocjacji elektrolitycznej słynnego Svante Arrheniusa. W 1915 roku Ramstedt została pierwszą kobietą zatrudnioną jako profesor na Uniwersytecie Sztokholmskim.

Eva Ramstedt, b.d., [za:] https://sok.riksarkivet.se/sbl/Presentation.aspx?id=7526
            Była jedyną kobietą, która wzięła udział w wyprawie do Jämtland (prowincja historyczna w środkowej Szwecji, położona w południowo-zachodniej części Norrland), gdzie mogła zobaczyć zaćmienie słońca. Podczas tego wydarzenia badała zmiany elektryczności w powietrzu. Niestety nie zawsze miała idealne warunki do pracy. W 1922 roku do Fredericka Soddy’ego pisała:

Pracujemy tutaj w dość trudnych warunkach. Budynek jest beznadziejnie mały, a każdy pokój jest zatłoczony. Pracuję w piwnicy w ogóle nie nadającej się do pracy. W tym roku jestem jednak zadowolona, gdyż mam asystenta. Sama jestem bardzo zajęta nauczaniem i pracą w komisji na Uniwersytecie, dlatego prace badawcze nie mogą być prowadzone tak, jak bym chciała. Teraz mój asystent może pracować, nawet jeśli ja nie mogę.

Od 1915 do 1932 roku była profesorem nadzwyczajnym radiologii na Uniwersytecie Sztokholmskim, a w latach 1919–1945 starszym wykładowcą matematyki i fizyki w Folk High School w Sztokholmie. Początkowo dla dydaktyki tylko częściowo zrezygnowała z pracy badawczej, ale z czasem poświęciła się całkowicie nauczaniu. Uznawano ją za bardzo dobrą wykładowczynię. Była podziwiana przez studentów, którym poświęcała dużo czasu i troski o ich osobisty rozwój. W liście do Marii Curie pisała: Co do mnie, byłam niewierna nauce, nigdy nie znajdowałam [wystarczająco dużo] czasu na badania. Niemniej jednak moja obecna praca bardzo mnie interesuje i mam nadzieję, że tej zimy będę mogła poprowadzić na uniwersytecie kurs [na temat budowy] atomu. Natomiast Lise Meitner donosiła: Czytając [artykuły] dotyczące pracy naukowej, czasami jest mi bardzo przykro, że zostawiłam pracę badawczą, ale jednocześnie bardzo lubię moją obecną pracę.

Uczona brała także aktywny udział w ruchu na rzecz praw kobiet, była między innymi członkinią Międzynarodowej Federacji Kobiet Uniwersyteckich. Zainteresowanie Ramstedt współpracą międzynarodową było naturalną konsekwencją jej badań. Uczona miała dobre kontakty z wieloma kobietami naukowcami, w tym Marią Skłodowską-Curie, Lise Meitner, Elizabeth Roną czy Ellen Gleditsch. Z tą ostatnią opublikowała książkę na temat radu i procesów radioaktywnych. Celem tej pracy było przedstawienie krótkiego przeglądu rozwoju nowej, ale szybko rozwijającej się nauki.

Dr Anna Beckman, dr Helena Klein, starszy wykładowca Eva Ramstedt, profesor Gabriella Josephson i prezes stowarzyszenia Vera Lindberg na przyjęciu herbacianym w siedzibie Stowarzyszenia Studentów w Uppsali, zdjęcie opublikowane w czasopiśmie „Upsala Nya Tidning” 2 listopada 1942, [za:] Europeana.eu
            Eva Ramstedt miała silną osobowość, którą wzbudzała szacunek. Nie dystansowała się jednak od otoczenia – wśród przyjaciół uchodziła za niezwykle towarzyską i oddaną. Kontynuowała nauczanie aż do przejścia na emeryturę w 1945 roku. Zmarła 11 września 1971 roku w wieku dziewięćdziesięciu pięciu lat.

Niestety uczona nie doczekała się pełnej biografii i do dziś pozostaje mało znaną pionierką nauki.

 

Zalecana literatura:

[1] M. F. Rayner-Canham, G. W. Rayner-Canham, …And Some Other Women of the French Group, [w:] A Devotion to Their Science. Pioneer Women of Radioactivity, red. Marlene F. Rayner-Canham, Geoffrey W. Rayner-Canham, McGill–Queen’s University Press, Québec, 1997.

[2] N. Pigeard-Micault, Les femmes du laboratoire de Marie Curie, Éditions Glyphe, Paris 2013.

[3] E. Ramstedt, Marie Curie och Radium, P. A. Norstedt & Söners Förlag (Svenska Bokförlaget), Stockholm, 1932.

Nobel i emulsje

 

Kończąc „tydzień noblowski” zapraszamy do lektury fragmentu rozdziału poświęconego Marietcie Blau — Pionierka fizyki cząstek — z książki Tomasza Pospiesznego pt. Pasja i geniusz. Kobiety, które zasłużyły na Nagrodę Nobla.

 

***

Cecil Powell, b.d., www.britannica.com

W 1950 roku Nagroda Nobla z fizyki została przyznana Cecilowi F. Powellowi (1903–1969) – jak podano – „za opracowanie fotograficznej metody badania procesów jądrowych i jego odkryć dotyczących mezonów wykonanych tą metodą”. Powell ukończył fizykę na Uniwersytecie Cambridge w roku 1925 roku. Później przez dwa lata pracował w Laboratorium Cavendisha pod kierunkiem Ernesta Rutherforda i Charlesa Wilsona. W roku 1929 roku obronił doktorat. Trzy lata później ożenił się ze swoją asystentką Isobel Therese Artner. Pracę nad promieniowaniem kosmicznym rozpoczął w 1933 roku, stosując emulsje światłoczułe. Był współodkrywcą pionu (mezonu pi), którego istnienie teoretycznie przewidział Hideki Yukawa (1907–1981). Ruth Sime podkreśla:

Powell przeszedł z komór mgłowych na metody fotograficzne w 1938 roku, po tym, jak on i pozostali [badacze] tej dziedziny zrozumieli znaczenie [prac] Blau i Wambacher w zastosowaniu emulsji do badania promieniowania kosmicznego i procesów jądrowych. Podczas wojny Powell zastosował technikę fotograficzną do przedsięwzięcia na dużą skalę, a w 1947 roku odkrył mezon pi na płytkach wystawionych na działanie promieniowania kosmicznego. Gdyby Blau otrzymała Nagrodę Nobla z Powellem w 1950 roku (Wambacher zmarła w kwietniu tego roku), zapewniłoby jej to miejsce w historii nauki. Ponieważ jednak nie dzieliła z nim nagrody, ona i jej praca zostały całkowicie zapomniane.

 

Warto zwrócić uwagę, że pierwszą nominację do Nagrody Nobla z fizyki Blau otrzymała wraz z Herthą Wambacher od Erwina Schrödingera (1887–1961) w 1950 roku. Uczony nominował Mariettę (samodzielnie) jeszcze w 1956 roku z fizyki i 1957 roku z fizyki i chemii. Schrödinger nie nominował później Herthy najprawdopodobniej pod wpływem Meyera, który uświadomił mu, że była ona zwolenniczką nazizmu i bardzo źle potraktowała Mariettę, a poza tym niezręcznie wyglądałaby nominacja samej uczennicy. W 1955 roku jej kandydaturę wystawił Hans Thirring (1888–1976). Powell otrzymał w sumie dwadzieścia trzy nominacje – w 1949 roku osiem, 1950 roku czternaście i jedną w 1951 roku*. Kiedy odebrał Nagrodę Nobla, w zwyczajowym wykładzie mówił o promieniowaniu kosmicznym i mezonach, ale nie powoływał się na żadną pracę sprzed 1947 roku, nie wspomniał też ani razu o uczonej… Fizyk Axel E. Lindh (1888–1960), członek komitetu noblowskiego, wymieniając osiągnięcia Powella, powiedział, że laureat z emulsji jądrowych stworzył niezwykle skuteczną pomoc w badaniu mezonów. Nie mówiąc o Blau, chciał wymazać ją z historii nauki. Sime tak skomentowała nieprzyznanie Blau Nagrody Nobla:

Marginalizacja Blau jest widoczna w procesie podejmowania decyzji o przyznaniu Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w 1950 roku dla Powella. Blau i Wambacher były również nominowane w tym roku przez Erwina Schrödingera. Chociaż w 1936 roku Nobel dla fizyków Victora Hessa i Carla Andersona został przyznany jako precedens, gdyż dzielący nagrodę otrzymali ją za fundamentalne wcześniejsze odkrycie i jego konsekwencję, która przyszła później, to jest oczywiste, że kandydatury kobiet nie były obiektywnie rozważane. Natomiast dokumentacja pokazuje, że komitet noblowski z fizyki przygotował rażąco niedokładną ocenę, która negowała znaczenie i priorytet pracy Blau czy Blau i Wambacher. Nazwiska kobiet są całkowicie nieobecne w opublikowanych tekstach noblowskich na ten rok, chociaż wspomniano o innych naukowcach, którzy nigdy nie zostali nominowani i wnieśli znacznie mniej. Sam Powell nie cytował Blau w swoim wykładzie noblowskim.

Marietta Blau w swoim laboratorium w Instytucie Radowym w Wiedniu, ok. 1925, z archiwum Marii Retenzi

Nie ulega wątpliwości, że Marietta Blau podzieliła los Lise Meitner. Obie wybitne uczone nie zostały docenione przez komitet noblowski w dużej mierze dlatego, że były kobietami i Żydówkami. „Nominujący do Nobla podają w wątpliwość wkład obu kobiet, wskazując na okres zmniejszonej produktywności po dokonaniu odkryć, nie biorąc pod uwagę tego, że przyczynę stanowiła ich emigracja i zesłanie” – konkluduje Sime. Herbert Pietschmann (ur. 1936) wspominał:

Lise Meitner [była] również starszą kobietą, [jednak] nie była tak delikatna i nieśmiała jak Marietta Blau, ale były podobieństwa. Gdy patrzę wstecz, te podobieństwa pojawiają się przede mną, by wyrazić, jaki los dzielą te dwie grandes dames austriackiej fizyki. Obie były namiętnie oddane swojej dyscyplinie i obie zostały pozbawione najwyższego uznania za swoją pracę.

Student Marietty Arnold Perlmutter pisał:

Wracam teraz do tematu, który musiał być źródłem wielkiego bólu i frustracji w osobistym życiu Marietty Blau, a mianowicie oficjalnego zaniedbania jej roli w odkryciu pionu. Była zbyt dumna i skryta, by otwarcie mi o tym powiedzieć, ale pamiętam, że żywiła wielką pogardę dla C. F. Powella.

 

Erwin Schrödinger (1887–1961), [za:] https://kierul.wordpress.com
Schrödinger jednak nie rezygnował. Uważał, że Marietta powinna zostać odznaczona nagrodą jego imienia. Przibram podał jej kandydaturę i w 1962 roku została czwartą laureatką wyróżnienia. W ramach nagrody Akademia przyznała dotację pieniężną w wysokości około tysiąca dolarów Blau i pośmiertnie Wambacher. Ich nazwiska zostały również wyryte na tablicy honorowej Uniwersytetu Wiedeńskiego. Trudno nie zgodzić się z następującą opinią: Marietta Blau jest najbardziej tragiczną postacią w historii wokół promieni kosmicznych. Jej życie i twórczość charakteryzowały przeciwności losu, ale jej osiągnięcia i wyniki pracy przewyższają osiągnięcia wielu innych osób, którym przyznano Nagrodę Nobla w kontekście promieni kosmicznych. Niestety historia Marietty jest kolejnym przykładem szowinistycznego traktowania przez komitet noblowski. W 1955 roku Blau przyjęła profesurę na Florydzie na Uniwersytecie w Miami, gdzie założyła i wyposażyła wydział fizyki cząstek elementarnych. W trakcie kariery wykazywała ogromne zdolności do dokonywania innowacji i pracowitość. Jej uczniowie uważali ją za „papieża” fizyki emulsji. Jeden z studentów w poświęconych jej wspomnieniach napisał:

Marietta Blau była raczej małą osobą – może 5 stóp i 2 cale wzrostu (158 cm) – oraz całkiem szczupłą, o słodkim, życzliwym wyrazie twarzy. Jej głowa była ledwie widoczna nad kierownicą małego plymoutha i chociaż nie była bardzo wyszkolona w prowadzeniu, kilka razy negocjowała podróż z Nowego Jorku do Miami […]. Początkowo robiła wrażenie kruchej osoby, którą mógłby przewrócić wiatr. Powiedziałabym, że była całkiem ładna, ale prezentowała się niepozornie, skromnie. Mówiła rozważnie, powoli i delikatnie, a jej angielski, choć z nieznacznym akcentem, był wytworny. Była dobrze zaznajomiona z klasyką, literaturą i sztuką. Uczestniczyliśmy w wielu koncertach muzycznych.

 

Pierre Radvanyi pamiętał, że rozmawiali po niemiecku lub francusku i tak charakteryzował Mariettę:

[…] była niskiego wzrostu, czarne włosy miała zaczesane w kok, a jej błyszczące czarne oczy lśniły inteligencją. Zwykle nosiła ciemne ubrania. W tym czasie mieszkała na jednym z wyższych pięter dużego budynku. Po raz pierwszy, kiedy ją odwiedziłem, mieszkała w innym mieszkaniu ze swoją równie drobną matką, która była uprzejma i powściągliwa.

 

* Nominowali go między innymi: Enrico Fermi, Werner Heisenberg, Wolfgang Pauli, Francis Perrin, Maurice de Broglie i Czesław Białobrzeski.

***