Zapowiedź — Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce

Książka Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce to wydana zupełnie na nowo – w oparciu o pierwszą książkową publikację Tomasza Pospiesznego z 2015 roku – biografia uczonej. Nowe wydanie zostało przejrzane, poprawione, poszerzone o tło historyczne i uzupełnione w oparciu o najnowsze badania, a także zupełnie zapomniane źródła, takie jak m.in. wspomnienia rodzeństwa: dr Bronisławy Dłuskiej i dra Józefa Skłodowskiego. Książka zawiera liczne cytaty, gdyż zamierzeniem autora jest by czytelnik odkrywał Marię Skłodowską-Curie w dużej mierze przez jej własne słowa. Mimo licznych przypisów i bogatej literatury źródłowej, książka nadal wpisuje się w nurt popularnonaukowy i skierowana jest do szerokiego grona odbiorców.

Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa Po Godzinach.

Bronisława Dłuska i badania nad karmieniem piersią

 

Bronisława Dłuska znana jest zazwyczaj jako starsza siostra Marii Skłodowskiej-Curie. Bardziej wnikliwi kojarzą ją z Instytutem Radowym w Warszawie. Niewiele osób doda jeszcze, że zbudowała sanatorium i nowy budynek Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. To wszystko prawda, ale nie cała. Albowiem doktor Bronisława Dłuska była przede wszystkim lekarką – ginekologiem i położnikiem.

 

Portret Bronisławy Skłodowskiej z 1890 roku i pierwsza strona jej doktoratu, domena publiczna

 

Bronisława Skłodowska, 1885, Warszawa, domena publiczna

Bronia – bo tak ją nazywali najbliżsi – od dziecka marzyła o medycynie. Śmierć chorującej na gruźlicę matki utwierdziła ją w przekonaniu, że chce być lekarzem i leczyć ludzi. Praktyka lekarska na wsi była celem jej życia, mimo że początkowo zarabiała jako nauczycielka. Wychowana w rodzinie nauczycielskiej, wierna ideałom pozytywizmu, chciała walczyć o dostęp do edukacji dla wszystkich i pracować na rzecz innych zarówno na polu medycyny jak i społecznym. Chciała być użyteczna dla społeczeństwa, bo tak widziała rolę wykształconej kobiety. Dziewczęta pod zaborem rosyjskim niestety nie mogły studiować (natomiast medycynę studiował w Warszawie od 1881 roku starszy brat – Józef). Przez cztery lata po ukończeniu gimnazjum walczyła o swoje marzenie – o studia we Francji – uzupełniając swoją wiedzę na Uniwersytecie Latającym, a także zarabiając korepetycjami (po pół rubla za godzinę) i prowadząc dom dla ojca, brata i sióstr Heleny i Marii.

Największe pragnienie Bronisławy Skłodowskiej spełniło się jesienią 1885 roku, kiedy udało jej się uzbierać sumę wystarczającą na wyjazd do Paryża i pierwszy rok studiów na wydziale medycznym Sorbony. Przez kolejne lata finansowo mieli jej pomagać ojciec i siostra Maria – późniejsza noblistka. Wydawałoby się, że największa przeszkoda została pokonana, ale przede wszystkim Bronka musiała zdać na miejscu w Paryżu egzaminy z chemii oraz języków: łaciny i greki (przedmiotów tych nie nauczano w gimnazjach państwowych żeńskich w pod zaborem rosyjskim). Także nastawienie kolegów i wykładowców z wydziału, który jeszcze do niedawna zastrzeżony był tylko dla mężczyzn, nie zawsze było przyjazne.

 

Madeleine Brès (1842–1921), pierwsza kobieta-lekarz we Francji; w 1875 roku obroniła pracę doktorską o sutkach i karmieniu piersią, domena publiczna

Pierwsze kobiety dopuszczono do studiowania medycyny na Sorbonie w 1866 roku i były to cztery cudzoziemki (ten trend będzie się utrzymywał przez kolejne kilka dekad, najwięcej będzie studentek z Rosji, w tym Polek, które z racji obywatelstwa zapisywane są w wykazach jako Rosjanki). Wcześniej kobiety mogły zajmować się akuszerką po ukończeniu specjalnych kursów, ale nie dawało im to statusu lekarzy. Prezes Francuskiego Towarzystwa Medycznego jeszcze w 1875 roku nazywał kobiety na studiach medycznych godnym ubolewania trendem i chorobą. Jednak na przestrzeni lat 1884–1894 odsetek kobiet na wydziale medycznym zwiększy się z 3,5 do 10 %. Początek studiów Bronisławy zbiegł się w czasie z objęciem funkcji dziekana przez Paula Brouardela, który sprzyjał studentkom na swoim wydziale i postulował, aby wzorem angielskim wprowadzić pojęcie „doctoresses” – kobieta-lekarz.

 

Studia medyczne nie były łatwe, bariera językowa stwarzała problemy, zwłaszcza słownictwo medyczne, ale Bronisława była zdeterminowana, żeby skończyć studia i nie zmarnować swojej szansy, a także ciężko zarobionych przez Marię pieniędzy. W 1890 roku – piątym roku pobytu w Paryżu – napisała do ojca chrzestnego w Krakowie: Medycyna moja idzie daleko lepiej niż się spodziewałam, ze względu na obcy język i uprzedzenia do kobiet. […] Zdrowie mi świetnie dopisuje, pomimo prosektorium i powietrza szpitalnego. Nawet oczy moje, dosyć słabe z natury, zupełnie dobrze się trzymają, pomimo nauki przy lampie. W tym samym roku, we wrześniu, poślubiła Kazimierza Dłuskiego – kolegę ze studiów. Połączyło ich oprócz uczucia, zgodne spojrzenie na pracę społeczną i świat.

 

Caroline Schultze w dniu obrony doktoratu, domena publiczna

Na specjalizację Bronisława wybrała ginekologię i położnictwo. Wybór nie był trudny. W drugiej połowie XIX wieku kobieta jako lekarz mogła wybrać zaledwie pomiędzy ginekologią, a pediatrią. Żaden szanujący się nawet ciężko chory mężczyzna nie przyszedłby się leczyć do kobiety i wybór innej specjalizacji z góry skazywał kandydatkę na lekarkę na niepowodzenie. Żadnej kobiecie nie pozwolono, żeby została chirurgiem – uważano powszechnie, że to zbyt ciężka fizycznie praca. Głośnym echem odbiła się praca doktorska Caroline Schultze (urodzonej w Warszawie jako Karolina Szulc) Kobieta lekarz w XIX wieku z 1888 roku. Wywołała debatę publiczną, gdzie głównym oponentem był lekarz Jean-Martin Charcot. Argumentował, że kobieta z natury zaliczana do „płci pięknej” nie jest na tyle silna psychicznie by podołać obcowaniu z „brzydotą” choroby. Z kolei dumna postawa i niechęć do zajmowania w medycynie pozycji drugorzędnej jest przejawem nadmiernej ambicji u kobiet, które chcą zajmować się medycyną. Bo gdyby było inaczej, zadowoliłyby się pracą jako pielęgniarki i położne.

 

Bronisława, mimo nieprzychylnego nastawienia opinii publicznej do kobiet-lekarek, cieszyła się z ukończenia studiów i zdobycia zawodu, który pozwolił jej być niezależną i użyteczną dla innych. Sama sobie wierzyć nie chcę – pisała w liście – że tak prędko już dojdę do zakreślonego celu. Cieszę się bardzo, że się na to zdecydowałam. Mam zajęcie użyteczne, które i we wszelkich warunkach będzie uprzyjemniać życie. Przyjemnie pomyśleć, że się coś na świecie będzie robić, zamiast odpoczywać z założonymi rękami.

 

Bronia skończyła studia już jako mężatka w lipcu 1891 roku. Ale dyplom ukończenia wydziału medycznego to za mało by mogła pracować jako lekarz. Konieczny był doktorat z medycyny. Regulowało to nowe prawo, które wprowadziła ustawa rządowa, a które służyło weryfikacji wiedzy i kompetencji kandydatów na lekarzy. Dłuska miała ogromne szczęście, że Kazimierz nie miał nic przeciwko temu, żeby skończyła studia i rozpoczęła pracę nad doktoratem, który dałby jej możliwość pracy zawodowej i swoistej emancypacji. Większość i tak nielicznych absolwentek studiów medycznych nie kontynuowała dalszej nauki, zadowalając się na przykład prowadzeniem salonu kosmetycznego.

 

Adolphe Pinard, fot. Pierre Petit, Wellcome Library, London, domena  publiczna, CC BY 4.0

Już na pierwszym roku studiów Bronka Skłodowska poznała swojego przyszłego mistrza – profesora Adolphe’a Pinarda – ginekologa, twórcę stetoskopu położniczego, ale przede wszystkim prekursora opieki perinatalnej i prenatalnej. Stworzył on w Paryżu przychodnię dla kobiet w ciąży, gdzie pacjentki przyjmowane były bezpłatnie. I propagował naturalne karmienie piersią! Mleko matki jest święte! — mawiał — i należy do jej dziecka. Młoda studentka chłonęła jego słowa podczas wykładów.

 

„Biberon Robert” – słynna francuska butelka z rurką, domena publiczna

Temat karmienia piersią budził liczne kontrowersje w XIX wieku. Bo oto wraz z rozwojem nauki i rewolucją przemysłową kobiety poszły do pracy w fabrykach. Dużo łatwiej było robotnicom utrzymać pracę, gdy mogły swoje niemowlęta powierzyć komuś innemu, ciotce, babce lub wynajętej do opieki nad dzieckiem osobie. A nawet jeśli kobieta nie pracowała, to karmienie butelką było nowoczesne, bardzo modne i wygodne. Ogromnym ułatwieniem były bogaty asortyment akcesoriów do karmienia. W latach 90. XIX wieku najmodniejszą i najpopularniejszą była „butelka Roberta” [biberon Robert] – szklana płaska butelka z długim gumowym i giętkim wężykiem, zakończonym czymś w rodzaju smoczka. Producent zainwestował w reklamę, zdobył kilka medali za innowacyjność na targach zagranicznych i szturmem podbijał serca matek. System karmienia, który ofiarował matkom i dzieciom Eduard Robert był bardzo wygodny – niemowlęta bez trudu same trzymały rączką wężyk, podczas gdy ciężka butelka z mlekiem leżała obok. Wadę systemu powodował przede wszystkim sam wężyk – zbyt wąski by dało się go umyć – namnażały się w nim liczne bakterie. Niemowlęta chorowały na biegunki i wiele z nich umierało. Świadomość konieczności dezynfekowania butelek i smoczków, a także gotowania mleka przed podaniem, była bardzo niska. Dopiero w 1892 roku francuski pediatra Pierre Budin udowodnił, że przyczyną nieżytów przewodu pokarmowego zabijającego niemowlęta są namnażające się w niemowlęcych butelkach bakterie. Minęło blisko 20 lat zanim zakazano oficjalnie użycia „butelki Roberta”.

 

Bronisława zafascynowana poglądami głoszonymi przez Adolphe’a Pinarda wybrała temat pracy doktorskiej – Wkład do badań nad karmieniem piersią. We wstępie napisała:

Karmienie piersią jest jedynym racjonalnym; jest korzystne i konieczne dla matki i dziecka. Przeszkody, które są przeciwko niemu, muszą zatem zniknąć. […] obowiązkiem lekarza, który zbyt często jest obojętnym, jest rozpowszechnianie wśród kolegów tych prawd! Od niego zależy, czy karmienie piersią będzie niejako przedłużeniem i zwieńczeniem macierzyństwa. Co do mnie, w granicach moich ograniczonych środków, ale wypełniając moją role i obowiązki jako kobiety-lekarza, postaram się wprowadzić je w życie.

 

Zwłaszcza to ostatnie zdanie jest znamienne: Bronisława zaczynając swoje badania była w ciąży! 13 kwietnia 1892 roku urodziła pierwsze dziecko – Helenę. Zgodnie ze zdobytą wiedzą medyczną i przekonaniami na blisko rok została w domu i karmiła córeczkę piersią. Pracy naukowej poświęciła się ponownie dopiero na początku 1893 roku.

Jeden z pawilonów kliniki położniczej Baudelocque w Paryżu, pocztówka z przełomu XIX i XX wieku, National Library of Medicine US

Przedmiot badań stanowiła grupa 500 kobiet, które urodziły dzieci w paryskiej klinice położniczej Baudelocque. Od marca 1891 roku szefem kliniki został profesor Pinard i od samego początku wdrażał tam swoje nowoczesne procedury opieki okołoporodowej. Duży nacisk kładziono na aseptykę, co pozwoliło, począwszy od 1875 roku, na duże zmniejszenie liczby matek umierających na gorączkę połogową spowodowaną zakażeniem paciorkowcem. Był to jeden z najnowocześniejszych szpitali położniczych w Europie i z czasem wyznaczył standardy organizacji i pracy innych klinik tego typu. Posiadał m.in. osobny pawilon dla położnic chorych na gruźlicę.

 

Bronisława przez rok towarzyszyła grupie matek wytypowanych do badania, wypełniając dla każdej szczegółowe fiszki odnośnie porodów, pokarmu jaki produkują i przyrostu wagi ich dzieci. Każda dopuszczona do opracowania fiszka zawierała obserwacje prowadzone przez kolejne 10 dni. Również potem Bronisława starała się monitorować, jak długo dana kobieta karmiła piersią i jaki to miało wpływ na przerwę między kolejnymi ciążami. Zestawiła wiele danych statystycznych i wyciągnęła wnioski.

 

Rycina przedstawiająca oddział noworodkowy kliniki Bauderlocque, połowa XIX wieku, ze zbiorów National Medicine Library US

Wyniki badań były jednoznaczne: 82 % matek nie miało najmniejszego problemu z karmieniem piersią swoich dzieci. Pozostałe 18 % to albo chore na gruźlice, dla których karmienie jest niewskazane albo inne przypadki, które wymagały jedynie niewielkiej pomocy przy karmieniu. Tylko czternaście z badanych matek zdecydowało się praktycznie od razu powierzyć swoje dziecko wynajętym mamkom. Bronisława argumentowała, że mamki to rodzaj prostytucji. Najważniejsze powinno być dla matki dobro własnego dziecka, a nie karmienie dziecka cudzego – bogatego – kosztem własnego – biednego. Najwyższa śmiertelność była wykazywana wśród dzieci robotnic i służących – wśród badanych przez Bronisławę stanowiły 80 % matek. Kobiety te musiały szybko wrócić do pracy po porodzie i nie były w stanie karmić dalej same. Zwyczajem francuskim było oddawanie maleńkich dzieci na wychowanie do rodziny na wieś, co było według Bronisławy rodzajem klęski społecznej i jedną w głównych przyczyn wysokiej śmiertelności niemowląt. Walka o karmienie piersią była dla pani Dłuskiej problemem natury społecznej. Społeczeństwo nie doceniało roli matki i korzyści, które płynęły z faktu, że matka – zgodnie z naturalnym powołaniem – sama karmiła dziecko własnym mlekiem. Sprzyjało to zarówno jej zdrowiu jak i dobru dziecka, które tutaj powinno być najważniejsze.

 

„Gazeta Narodowa” zapowiadała – z młodych medyków w pierwszych dnach przyszłego miesiąca, bronić będzie w todze i birecie tezy swej pani Dłuska, żona zdolnego i wziętego tutejszego lekarza, w celu otrzymania stopnia doktora medycyny; wszystkie egzaminy złożyła już świetnie.

Strona tytułowa doktoratu Bronisławy Dłuskiej. Widać poprawkę ołówkiem w brzmieniu nazwiska z „Dluski” na „Dluska”, BIU Santé — Médecine Bibliotheque, Paris

Madame Bronislas Dluski obroniła swoją tezę doktorską z powodzeniem we środę 4 lipca 1894 roku o godzinie trzynastej. „Kurjer Warszawski”: P. Bronisława ze Skłodowskich Dłuska, żona Kazimierza, doktora medycyny, zdała egzamin i broniła tezy doktorskiej przed fakultetem medycznym paryskim. Otrzymała stopień doktora i została zamianowana laureatką wydziału (laureate de la faculte). Warszawski „Przegląd Tygodniowy”: Jury, przyznając pani Dłuskiej stopień doktora medycyny, oceniło jej rozprawę wyrazami: „extrêmement bien”. Jeden ze 100 obowiązkowych egzemplarzy wydanej drukiem pracy doktorskiej podarowała bratu – Józefowi Skłodowskiemu (wtedy już od 10 lat praktykującemu w Warszawie lekarzowi) z dedykacją: Drogiemu Koledze i Bratu…

 

Warto zauważyć, że tym samym 1894 roku powstała francuska organizacja „Kropla mleka” Leona Dufoura, której celem było codzienne zaopatrywanie matek, które nie mogą samodzielnie karmić dzieci w sterylizowane mleko i bezpieczne butelki. Działanie tej organizacji będzie kolejnym krokiem do zmniejszenia śmiertelności niemowląt.

Nagłówek papieru firmowego z gabinetu dr Dłuskiej przy ulicy Chateaudun 39 bis, ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej

Dr. dr-owa Dłuska ma zamiar poświęcić się leczeniu chorób kobiecych – pisała „Gazeta Narodowa” we Lwowie. Latem, po uzyskaniu tytułu doktora, Bronisława otworzyła samodzielny gabinet lekarski przy ulicy Châteaudun nr 39, w prestiżowej 9. dzielnicy Paryża (w pobliżu dworca Saint Lazaire). Pani doktor B. Dłuski — poniedziałki, środy i piątki — choroby kobiece i położnictwo — głosi nagłówek na papierze firmowym. Gabinet stał się miejscem, gdzie doktor Dłuska wdrażała swoje poglądy na opiekę nad kobietami w ciąży i karmienie piersią. W pozostałe dni pomagała mężowi – lekarzowi okręgowemu – w jego gabinecie w dzielnicy przemysłowej, gdzie zajmowała się przypadkami kobiet, w większości robotnic i ich licznymi porodami.

Jedna z serii 6 pocztówek z ok. 1900 roku. „Lekarka – studentka. Będę głównie lekarzem kobiet. Ile młodych dziewcząt jest leczonych dopiero wtedy, gdy jest już za późno, ze wstydu przed badaniem przez mężczyznę. Zapraszam do mnie, moje siostry”, z kolekcji Natalie Pigeard

Mimo dużego sukcesu doktoratu Bronisława przez kolejne cztery lata – do czasu urodzenia synka Jerzego – jedynie leczyła i nigdy nie powróciła już do pracy stricte naukowej. Sądzę, że wynikało to z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze dla niej zawsze większe znaczenie miała praca społeczna. Gdy zgłębiła problemy związane z podejściem do karmienia piersią i wskazała rozwiązania, to jedyną drogą było dla niej wprowadzać je w życie. A to najprościej było robić w gabinetach lekarskich: we własnym namawiać zamożne paryżanki z „towarzystwa” do samodzielnego karmienia piersią swoich dzieci, a w mężowskim pracować u podstaw na rzecz zorganizowania lepszych warunków dla dzieci robotnic. Bronisława jako lekarz-kobieta bardziej mogła być użyteczna w codziennej pracy w gabinetach lekarskich i tak chciała swoją wiedzę, możliwości i umiejętności spożytkować.

Kolejna z serii pocztówek „Lekarka – studentka. Lekarka będzie pełna litości. Nie będzie się śmiała z twojego nieszczęścia. Wręcz przeciwnie — z całego serca będzie współczuć”, z kolekcji Natalie Pigeard

Drugi z powodów odejścia Dłuskiej od pracy naukowej to stosunek – wciąż nie ufny – mężczyzn do kobiet-lekarzy. Zawód lekarski był zdominowany przez mężczyzn, nawet w dziedzinie ginekologii i położnictwa. Osoby, które wymienia doktor Dłuska w podziękowaniach w swojej pracy doktorskiej to wybitni lekarze-mężczyźni: Adolphe Pinard, Ulysses Trélat, Leon Lefort, Lejars i Lepage oraz  jedyna kobieta, przełożona położnych – panna Leontine Roze. Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że to najwyższe stanowisko, jakie mogła w klinice zająć kobieta.

 

W roku 1898 Bronisława urodziła drugie dziecko – synka Jerzego, a także wraz z mężem przeniosła się do Zakopanego. W latach 1899–1902,  jako pierwsza kobieta na Uniwersytecie Jagiellońskim nostryfikowała swój dyplom lekarski z Paryża, uzyskując tytuł doktora wszech nauk lekarskich. Własna praktyka medyczna stanowiła jeszcze przez kilka zaledwie lat marginalny wycinek jej życia. Nie porzuciła co prawda medycyny, ale oddawała się coraz bardziej działalności społecznej i administracyjnej. Wraz z mężem zbudowała i prowadziła pierwsze zakopiańskie sanatorium przeciwgruźlicze, organizowała i współfinansowała sanatorium studenckie „Bratniak”, dzięki jej energicznym działaniom powstał nowy murowany gmach Muzeum Tatrzańskiego, była w komitecie organizacyjnym domu sierot „Helenówek” w Aninie pod Warszawą, pomogła zorganizować ośrodek kolonijny dla najuboższych „Olin” w Otwocku i wreszcie była motorem budowy i działania Instytutu Radowego w Warszawie.

 

 

Literatura:

 

  1. B. Dluski, Contribution a l’etude l’allaitement maternel, Thèse pour le doctorat en médicine de Paris n° 355, Paris 1894.
  2. N. Henry, Uczone siostry. Rodzinna historia Marii i Broni Skłodowskich, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2016.
  3. M. Lipinska, Histoire des femmes médecins, Thèse de médecine de Paris n° 613, Paris 1900.
  4. P. Moulinier, Les étudiants étrangers à Paris au XIXe siècle, Presses Universitaires de Rennes, Rennes 2012.
  5. N. Pigeard-Micault, Histoire de l’entrée des femmes en médecine, BIU Santé, Université de Paris, https://www.biusante.parisdescartes.fr
  6. E. Wajs-Baryła, Bronisława Dłuska. Doktor wszech nauk lekarskich, Warszawa 2018.
  7. C. Schultze, La femme médicin au XIXe siècle, Thèse de médecine de Paris n° 49, Paris 1888.

 

 

Marguerite Perey i historia odkrycia fransu

/  Tomasz Pospieszny  /

 

Fotografia z Musée Curie (coll. ACJC), grafika © Ewelina Wajs

Koniec wieku dziewiętnastego był prawdziwym przełomem dla fizyki i chemii jądrowej. W 1898 roku Maria Skłodowska-Curie i jej mąż Pierre Curie odkryli polon i rad, rok później André-Louis Debierne doniósł o odkryciu aktynu. W 1900 roku Ernest Rutherford i Harriet Brooks badając emanację radu odkryli radon. Osiemnaście lat później Lise Meitner i Otto Hahn dopełnili tablice Mendelejewa kolejnym odkryciem pierwiastka radioaktywnego – protaktynu. W ten sposób obok uranu i toru nauka poznała kolejne pierwiastki radioaktywne. Pozostawała jednak pewna luka w pierwszej grupie głównej układu okresowego: pod cezem, a przed radem. Czekała ona na kobietę, która ostatecznie miała wydrzeć Matce Naturze ostatni naturalny pierwiastek radioaktywny. Marguerite Perey, podobnie jak jej mentorka Maria Sklodowska-Curie, odkryła pierwiastek chemiczny, który nazwała fransem.

Marguerite Catherine Perey urodziła się 19 października 1909 roku w Villemomble pod Paryżem w protestanckiej rodzinie należącej do klasy średniej. Była najmłodszą z pięciorga rodzeństwa. Jej rodzicami byli Emile Louis Perey, właściciel młyna oraz Anne Jeanne Ruissel. Niestety rodzina nie miała wiele szczęścia zarówno w finansach jak i życiu codziennym. Krach na giełdzie oraz śmierć ojca w marcu 1914 roku, spowodowały tak znaczne trudności finansowe rodziny, że uniemożliwiło to Marguerite i jej rodzeństwu zdobycie wyższego wykształcenia. Wprawdzie matka starała się jak mogła utrzymać rodzinę – dawała lekcje gry na pianinie – jednak nie była wstanie zapewnić tak wysokiego komfortu finansowego, który umożliwiłby dzieciom studiowanie. Dlatego właśnie Perey uczęszczała do państwowej szkoły technicznej dla dziewcząt (fr. École d’Enseignement Technique Féminine), kosztem wymarzonych studiów medycznych. Technikum chemiczne ukończyła w 1929 roku uzyskując Diplome d’Etat de Chimiste. W tym samym roku została zatrudniona w Instytucie Radowym w Paryżu. We wspomnieniach przytaczała pierwsze spotkanie z Madame Curie: Opuściłam ten ciemny dom, przekonana, że to był pierwszy i ostatni raz. Wszystko wydawało się tam melancholijne i posępne, i poczułam ulgę, myśląc, że bez wątpienia tam nie wrócę. Sądzę, że dla młodej dziewczyny bez wyższego wykształcenia i doświadczenia był to mimo wszystko niewątpliwy zaszczyt.

 

Pracownicy Instytutu Radowego w Paryżu w bibliotece, 1930. Siedzą, od lewej: Marguerite Perey, Leonie Razet, Marie-Isabelle Archinard i Sonia Cotelle. Stojący od lewej: Andre Régnier, Alexis Yakimach, Raymond Grégoire, Renée Galabert, Tcheng-Da-Tchang i Frederic Joliot-Curie, Musée Curie (coll. ACJC)

Perey myliła się jednak i kilka dni po rozmowie z Madame Curie otrzymała list z informacją, że została zatrudniona. Kolejne spotkanie z uczoną w laboratorium zrobiło na niej już inne wrażenie. Po latach wspominała: Ktoś wszedł bezdźwięcznie jak cień. To była kobieta ubrana na czarno. Miała siwe włosy, spięte w kok i nosiła grube okulary. Sprawiała wrażenie skrajnej kruchości i bladości. Marguerite szybko dała się poznać jako bardzo dobra pracownica. Cechowała ją pilność, inteligencja, olbrzymie umiejętności laboratoryjne i wreszcie wielki zapał do zdobywania wiedzy. Perey nie musiała długo czekać, aby zauważyła ją Maria Skłodowska-Curie. Nie musiała też długo czekać na pierwszy awans zawodowy. Wkrótce została osobistą asystentką (preparateur) i powierniczką Madame Curie, a pierwsze lata spędzone pod jej czujnym okiem z pewnością można uznać za krok w kierunku wielkiego odkrycia. Sama Perey wspominała: U boku Marii Curie nagle znalazłam się w gronie najwybitniejszych chemików francuskich. Ja, która miałam tylko jeden mizerny dyplom. Perey oddawała się pracy z pasją z jaką kiedyś pracowała młoda Maria Skłodowska. Zamieszkała w mieszkanku przy Instytucie Radowym. Była więc właściwie zawsze w pracy. Kiedy kończyła pracę w laboratorium z materiałami pod pachą wędrowała przez ogród instytutu do domu. Tam samodzielnie studiowała, śledziła najnowszą literaturę naukową. Pierwszym zadaniem jakie powierzono Marguerite było oczyszczenie aktynu (227-Ac), pierwiastka radioaktywnego odkrytego przez André Debierne w 1899 roku. Był to wówczas bardzo enigmatyczny pierwiastek – towarzyszył metalom ziem rzadkich (lantanowcom), od których bardzo trudno było go oddzielić. Jego czas połowicznego zaniku także był tajemnicą. Przez dekadę codzienne obowiązki Perey polegały głównie na swoistym rytuale: oddzielaniu czystego aktynu ze wszystkich innych składników rudy uranu. Rozpuszczała próbki w amoniaku, traktowała kwasami, podgrzewała. Na każdym etapie pracy niepożądane pierwiastki i zanieczyszczenia były spalane, ługowane, odparowywane lub wylewane, pozostawiając coraz bardziej czystą substancję aktywną. Perey wykonała setki krystalizacji frakcyjnych i z niezwykłą skrupulatnością za każdym razem mierzyła aktywność promieniotwórczą nowych preparatów. Jej sumienność, wytrwałość i entuzjazm były niezbędne dla tak wymagającego zadania. Po czterech latach pracy na lewym ramieniu uczonej pojawiła się rana, którą początkowo identyfikowała jako poparzenie kwasem. Jednak kiedy po jakimś czasie podobna rana pojawiła się na prawym ramieniu, Perey musiała zdawać sobie sprawę, że jest za to odpowiedzialny jej aktyn… W latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia mówiła – W tamtych czasach zachowywaliśmy tylko minimalne środki ostrożności. Właściwie nawet w dobrym tonie było lekceważenie wszelkiego rodzaju zagrożeń. Jej zaangażowanie wkrótce zaczęło przynosić pierwsze sukcesy.

André Debierne, b.d., domena publiczna

Po śmierci Marii Skłodowskiej-Curie Pery rozpoczęła współpracę zarówno z André Debiernem – nowym dyrektorem Instytutu Radowego – jak i córką Marii Irène Joliot-Curie. Joliot-Curie chciała ustalić dokładny okres półtrwania aktynu, natomiast Debierne był zaangażowany w poszukiwanie nowych radiopierwiastków, które jak się później okazało nie istniały. Jesienią 1938 roku Perey zaobserwowała, że świeżo oczyszczony ze wszystkich radioaktywnych próbek aktyn emitował nieznane dotąd promieniowanie β, które zwiększało intensywność w ciągu dwóch godzin, a następnie pozostawało stałe. W ciągu następnych godzin i dni aktywność promieniowania ponownie wzrosła. Zaczęły także z wolna powstawać długożyjące jądra potomne. Dokładność i szybkość Perey w przeprowadzaniu eksperymentów pozwoliły jej zaobserwować zjawisko, które pozostawało niewykryte przez czterdzieści lat, przez wcześniejszych i mniej zręcznych radiochemików.

Marguerite Perey i Sonia Cotelle w ogrodzie Instytutu Radowego, 1930, Musée Curie (coll. ACJC), [za:] https://uwaterloo.ca/chem13-news-magazine/april-2015/feature/engaging-story-marguerite-perey
W styczniu 1939 roku Perey doszła do wniosku, że aktyn 227 ulega specyficznemu rozpadowi, w wyniku czego powstaje nowy pierwiastek emitujący promieniowanie β. Wykazywał on właściwości długo poszukiwanego „eka-cezu” o liczbie atomowej 87. Wkrótce potem uczona ustaliła jednoznacznie, że aktyn 227 ulega podwójnemu rozpadowi – w 98,8% rozpadowi β w wyniku czego powstaje izotop toru 227 o czasie połowicznego zaniku 19 dni oraz w 1,2% rozpadowi α w wyniku czego powstaje nowy, nazwany przez nią, aktyn-K (Ac-K) o czasie połowicznego zaniku 22 minuty i masie 223. O odkryciu pierwiastka 87 w komunikacie zatytułowanym O pierwiastku 87, pochodnym aktynu doniósł 9 stycznia 1939 roku, podczas cotygodniowej sesji Francuskiej Akademii Nauki, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki Jean Perrin.

Irène Joliot-Curie, b.d., domena publiczna

Marguerite w pierwszej kolejności o swoim odkryciu poinformowała współpracującą z nią Irène Joliot-Curie. Debierne poczuł się urażony i zignorowany, że nie on pierwszy dowiedział się o odkryciu. Spowodowało to wybuch gniewu, wzrost niechęci i oburzenia, które skupiły się głównie na Irène. Nie tylko nie wyraził zgody na proponowaną nazwę nowo odkrytego pierwiastka, ale także odmówił uznania Irène za współodkrywczynię pierwiastka. Po wielu zawziętych dyskusjach Irène i Debierne postanowili uznać Perey za jedyną odkrywczynię nowego pierwiastka, dla którego na ostateczną nazwę, dla uczczenia ojczyzny odkrywczyni, przyjęto frans. Chociaż szef pracowni długo poddawał w wątpliwość pierwszeństwo Perey.

Irène Joliot-Curie zachęcała Perey do podjęcia studiów uniwersyteckich. 21 marca 1946 roku uczona obroniła pracę doktorską pt. Pierwiastek 87: Aktyn-K. W ostatnim wersie pracy Perey napisała: Dla pierwiastka 87 zaproponowano nazwę Francium (symbol Fa). Początkowo Perey optowała za nazwą catium, jednak według Joliot-Curie była to nazwa zbyt podobna do nazwy dodatniego jonu – kationu. Sama Perey pisała:

Podczas obrony mojej pracy z marca 1946 r. zasugerowałam nazwę „catium” z symbolem Cm, ponieważ miejsce 87 w układzie okresowym jest zajmowane przez najbardziej elektrododatni kation. Skonsultowałam się z Panem Debiernem, który uznał, że ta nazwa ma tę zaletę, że polega na naukowej dedukcji. Nazwa wzbudziła jednak niewielki entuzjazm i została uznana za nieestetyczną. Z drugiej strony, ponieważ symbol jest taki sam jak dla curium, jestem skłonna nadać inną nazwę. Państwo Joliot preferowali drugą nazwę, którą zaproponowałam – „Francium” z symbolem Fa.

Później symbol pierwiastka zmieniono na Fr. Członkami komisji egzaminacyjnej byli Debierne i Irène Joliot-Curie. Perey najbardziej doceniała komentarz Irène, która po obronie dysertacji powiedziała: Dzisiaj moja matka byłaby szczęśliwa.

Trudność w odkryciu fransu polegała na tym, że jest najrzadszym i najbardziej niestabilnym ze wszystkich naturalnie występujących pierwiastków. Warto pamiętać, że był czwartym naturalnym pierwiastkiem radioaktywnym odkrytym we Francji po polonie, radzie i aktynie. Jest też ostatnim odkrytym pierwiastkiem wstępującym w naturze. Perey zawsze podchodziła do fransu bardzo emocjonalnie i osobiście. Kiedy po latach od wyizolowania pierwiastka otrzymała informację o istnieniu jego dziewięciu sztucznych izotopów napisała: Nie wiedziałem, że mój frans ma teraz dziewięć braci i sióstr. Cóż za wielka rodzina krótko życiowych członków, którzy wkrótce będą świętować swoje trzydzieste urodziny! Ale mój najstarszy [izotop fransu] wciąż pozostaje najdłużej żyjącym!

Po uzyskaniu doktoratu Perey wróciła do Instytutu Radowego na stanowisku naukowca seniora i pracowała tam do 1949 roku. Według jej przyjaciela i współpracownika Jean-Pierre’a Adloffa – Perey bardzo skorzystała z autorytetu Marii Curie. Wzbudzała [podobnie jak Curie] szacunek i podziw wśród studentów, współpracowników i kolegów. Jednak obie kobiety miały niewiele wspólnego. Początkowe zaplecze naukowe Perey było elementarne. Curie zaś uzyskała dyplom uniwersytecki z matematyki i fizyki, a jej wiedza obejmowała najnowsze teorie i odkrycia epoki. Odkrycia Curie dotyczące polonu i radu wynikają z uzasadnienia wcześniejszych obserwacji, podczas gdy odkrycie fransu jest doskonałym przykładem przypadku – przypadkowego odkrycia rzeczy, których nie poszukiwano. Obie uczone cierpiały na chorobę popromienną i zmarły prawie w tym samym wieku. Jednak Curie pracowała do ostatnich tygodni swojego życia, podczas gdy Perey przez 16 lat walczyła z chorobą.

Marguerite Perey w swoim biurze w Strasburgu, b.d., [za:] http://www.heurema.com/POFQ-MPerey.htm
W 1949 roku otrzymała propozycję objęcia Katedry Chemii Jądrowej w Strasburgu. Nominację przyjęła mówiąc – Spróbuję przekazać nowemu zespołowi chęć rygorystycznej i radosnej pracy i w ten sposób złożyć hołd Marii Curie, mojej ukochanej i czcigodnej Mistrzyni. Zwróciła zwoje naukowe zainteresowania na biologiczne zastosowaniami fransu, mając nadzieję, że będzie on przydatny w ustaleniu wczesnej diagnozy raka. Pomimo zachęcających rezultatów projekt został porzucony z powodu braku wystarczającej ilości aktynu i niewielkiego zainteresowania lekarzy. Była orędowniczką stosowania lepszych środków bezpieczeństwa dla naukowców pracujących z promieniowaniem. Z czasem jej praca naukowa musiała ustąpić pracy kierowniczej. W 1958 roku kierowane przez nią laboratorium zostało przekształcone w Laboratorium Chemii Jądrowej przy Centrum Badań Jądrowych, gdzie pełniła funkcję dyrektora. W latach 1950–1963 pełniła funkcję członka Komisji Masy Atomowej. Nigdy nie wyszła za mąż, a cały swój czas poświęcała na obowiązki naukowe i edukacyjne. Należała do różnych organizacji i komitetów między innymi do CNRS oraz IUPAC. Otrzymała wiele wysokich odznaczeń i nagród: Nagrodę Wilde’a Francuskiej Akademii Nauk (1950), Nagrodę Le Conte Francuskiej Akademii Nauk (1960), Główną Nagrodę Nauki miasta Paryża (1960), Order Honorowy Legii Narodowej (1960), Nagrodę Lavoisiera Akademii Nauk (1964), Srebrny Medal Francuskiego Towarzystwa Chemicznego (1964) Order Narodowy Zasługi (1974). W 1962 roku Perey została wybrana jako pierwsza kobieta do Francuskiej Akademii Nauk. Tym samym dostąpiła zaszczytu, którego odmówiono Marii Skłodowskiej-Curie i Irène Joliot-Curie. Nie powinno dziwić, że jeden z członków jej rodziny powiedział – Jesteś drugą tak sławną osobą w rodzinie. W XVI wieku jeden z naszych przodków również zdobył niemały rozgłos. Mówiono na niego Martin Rozrabiaka. Należy jednak pamiętać, że zaszczyty i sukces nie przyszły łatwo.

Marguerite Perey, 1940, Musée Curie, (coll. ACJC)

Po wielu latach uczona wspominała:

Mogę zapewnić, że w tym czasie, trzydzieści lat temu, musiałam zmagać się z poważnymi trudnościami. Byłam pewna, że istniała nowa substancja wytworzona przez aktyn i że powinna ona mieć właściwości chemiczne typowe dla metali alkalicznych. W takim przypadku powstawałaby w wyniku emisji cząstek alfa z aktynu. Można sobie wyobrazić środki, którymi dysponowałam i których używałam: elektrometru, a następnie liczników Geigera–Müllera, które ledwo potrafiły wykryć od 100 do 120 zliczeń na minutę! Musiałam wykonać całą pracę sama, bez przerwy od 9:00 do 23:00 lub do północy. Okazjonalna obecność niektórych osób była zachętą lub przeszkodą. Pod koniec wakacji świątecznych w 1938 r. wiele myślałam o swoim projekcie i opracowałem plan pracy. Kiedy spotkałam się z Debiernem, poprosiłam o trzytygodniowy urlop, podczas którego mogłam swobodnie pracować nad swoimi pomysłami. Obiecałem zrezygnować z projektu, jeśli pod koniec tego czasu nie będę w stanie udowodnić istnienia i pochodzenia domniemanego nowego pierwiastka. Najpierw szorstko odpowiedział, że się nie zgadza, ale później niechętnie zgodził się, twierdząc, że pomysł był głupi i zakończy się niepowodzeniem. Zaczęłam więc pracować z całą intensywnością i wytrwałością, jaką mogłem zastosować, a piętnaście dni później wyniki i dowody na istnienie [fransu] miałam już w ręce. Mój pierwszy artykuł na temat istnienia pierwiastka 87 został zaprezentowany na posiedzeniu Académie des Sciences w Paryżu w styczniu 1939 r. Ogłoszenie nowego pierwiastka zostało zasadniczo skrytykowane przez Jeana Perrina, który uważał tę substancję za izotop stabilnego pierwiastka moldavium [izotopu fransu nazwanego na cześć Mołdawii]*. Trudno sobie wyobrazić, jak wiele trudności napotkałam w trakcie tej pracy. To dość normalne, ale po zakończeniu projektu nadal pojawiało się wiele przeszkód. Co więcej, miałem zaledwie 29 lat i posiadałem jedynie odpowiednik licencjatu z chemii. W mojej sytuacji wszystko to było dla mnie dużym ciężarem. Nawet jeśli czas po identyfikacji fransu przyniósł pewne zaszczyty, przeszłam również chwile pełne łez i oszczerstw wywołanych podłymi cechami ludzkiego charakteru – przejawami podłości i perfidii… Mimo to uważam, że nawet w trakcie trudnego życie, Bóg łaskawie dał mi poczucie zrozumienia wszystkich nieprzewidzianych okoliczności i dał mi siłę, aby kontynuować [pracę], nawet w czasach wielkiej choroby.

 

W 1967 roku przyjechała jako gość honorowy do Warszawy, gdzie brała udział w obchodach setnej rocznicy urodzin Marii Curie. Było to jej ostatnie spotkanie ze społecznością naukowców z dziedzin bliskich jej sercu: radiochemii, fizyki i chemii jądrowej. Mam wielką nadzieję, że frans przyda się do wczesnego rozpoznania raka. Moim największym życzeniem jest, aby wykonać to zadanie w przyszłości – mawiała uczona. Niestety na jak ironię frans w rzeczywistości sam był rakotwórczy. Pojawiające się rany na jej ramionach, a później dłoniach były oznakami choroby. Poddała się wielu operacjom i zabiegom. Amputowano jej palce lewej dłoni. Uczona długo walczyła z nowotworem kości, który ostatecznie zwyciężył. Marguerite Perey zmarła w wieku sześćdziesięciu pięciu lat, 13 maja 1975 roku w Louveciennes.

 

*Nie powinno to dziwić, gdyż ten pierwiastek jako pierwsza opisała jego doktorantka Yvette Cauchois (1908–1999) specjalistka z zakresu spektroskopii rentgenowskiej i optyki rentgenowskiej oraz pionierskich badań nad synchrotronami.

Zalecana literatura:

[1] R. Swaby, Upór i przekora. 52 kobiety, które zmieniły naukę i świat, 2017.

[2] J.-P. Adloff, G. B. Kauffman: Marguerite Catherine Perey (1909-1975), [w]: Out of the shadows, contributions of twentieth-century women to physics, wyd. Nina Byers i Gary Williams, Cambridge University Press 2010.

[3] V. Greenwood (3 December 2014). My Great-Great-Aunt Discovered Francium. It Killed Her. New York Times Magazine.

[4] J.-P. Adloff; G. B. Kauffman, Triumph over Prejudice: The Election of Radiochemist Marguerite Perey (1909–1975) to the French Académie des Sciences. The Chemical Educator. 10, 2005, 395–399.

Fotografia z Musée Curie (coll. ACJC), grafika © Ewelina Wajs

Maria Skłodowska-Curie — the first lady of nuclear physics

Zapraszamy do lektury artykułu prof. UAM dr. hab. Tomasza Pospiesznego Maria Skłodowska-Curie — the first lady of nuclear physics, opublikowanego w najnowszym numerze „Journal of Contemporary Brachytherapy”.

Kliknięcie w okładkę przenosi do artykułu.

Serdecznie dziękujemy Musée Curie w Paryżu za zgodę na zilustrowanie artykułu zdjęciami z kolekcji Association Curie Joliot-Curie.

Wizyta profesora Pierre’a Joliot w Polsce

24 października 2019 roku wnuk Marii Skłodowskiej-Curie i Piotra Curie, syn Ireny i Fryderyka Joliot-Curie, prof. Pierre Joliot odebrał doktorat honoris causa Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Profesor Pierre Joliot w Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie

 

Dzień później wraz z żoną prof. Anne Joliot oraz dyrektorem paryskiego Muzeum Curie Renaud’em Huynh był gościem Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. 26 października w Muzeum babki profesora Joliot odbyło się spotkanie z gościem, podczas którego odpowiadał on na pytania prowadzących spotkanie dyrektora Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie Sławomira Paszkieta i prof. Tomasza Pospiesznego. Warto odnotować, że w spotkaniu uczestniczyli także inni członkowie rodziny patronki Muzeum – prawnuczka Heleny Skłodowskiej-Szalay (siostry Marii) Hanna Karczewska z mężem Mateuszem, wnuczka Józefa Skłodowskiego (brata Marii) Jagoda Szuprowicz oraz jego prawnuk Piotr Chrząstowski.

Pan Sławomir Paszkiet – Dyrektor Muzeum MSC, profesor Pierre Joliot i profesor Tomasz Pospieszny w trakcie spotkania

 

Profesor Pierre Joliot i profesor Tomasz Pospieszny

 

Anne i Pierre Joliot oraz Tomasz Pospieszny

 

Ewelina Wajs w rozmowie z profesorem Pierre’em Joliot

 

Pan Piotr Chrząstowski – prawnuk Józefa Skłodowskiego w rozmowie z Tomaszem Pospiesznym

 

Mieliśmy zaszczyt oprowadzić po naszej wystawie Pasja&geniusz prawnuków Heleny i Józefa Skłodowskich. Od lewej: Mateusz i Hanna Karczewscy oraz Piotr Chrząstowski

 

Piotr Chrząstowski, Hanna Karczewska, Tomasz Pospieszny i Mateusz Karczewski, fot. PSN

 

Rodzinne wspomnienia w Muzeum MSC w Warszawie, fot. PSN

Spotkanie z prof. Pierre’m Joliot było wyjątkowe pod każdym względem – pełne wspomnień, niezwykłych historii, ale także scjentycznego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość i współczesne tworzenie nauki.

Dziękujemy panu Sławomirowi Paszkietowi za zaproszenie do udziału w tym szczególnym i niepowtarzalnym wydarzeniu.

Autorem zdjęć (jeśli nie podano inaczej) jest Maciek Domański.

Okolicznościowe wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, fot. PSN

Projekt „Pasja & geniusz” — premiera książki i wernisaż wystawy

Autorzy wystawy: Tomasz Pospieszny i Ewelina Wajs — czyli Piękniejsza Strona Nauki.

 

Tomasz Pospieszny, Sylwia Chutnik i Ewelina Wajs.

 

W czwartek 10 października w Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie odbyła się premiera książki Tomasza Pospiesznego „Pasja i geniusz. Kobiety, które zasłużyły na Nagrodę Nobla”. Spotkaniu autorskiemu towarzyszył wernisaż wystawy „Pasja & geniusz” autorstwa Tomasza Pospiesznego i Eweliny Wajs.

Spotkanie inspirująco poprowadziła Pani Sylwia Chutnik. Rozmowy toczyły się wokół Nagród Nobla dla bohaterek książki, których nigdy nie przyznano, a także w kontekście Nagrody Nobla z literatury za rok 2018 przyznanej Oldze Tokarczuk.

W trakcie spotkania autorskiego.

Serdecznie dziękujemy Panu Sławomirowi Paszkietowi — Dyrektorowi Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie — za zaproszenie do Muzeum oraz jego pracownikom za pomoc w organizacji spotkania i wernisażu.

Spotkanie otworzył Pan Sławomir Paszkiet – Dyrektor Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Fragmenty książki „Pasja i geniusz. Kobiety, które zasłużyły na Nagrodę Nobla” czytał Pan Zbigniew Moskal.

 

Spotkanie było transmitowane na żywo — można je zobaczyć na profilu facebookowym Muzeum.

Wystawa „Pasja & geniusz” będzie prezentowana w Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie do końca grudnia 2019 roku.

Pani Maria Pilich, współautorka książki „Nobliści z nad Wisły, Odry i Niemna” i Pan profesor Jan Piskurewicz (z tyłu) w rozmowie z Tomaszem Pospiesznym.

Fotografie publikujemy za zgodą Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Autorem zdjęć jest Pan Maciej Domański.

Jubileusz Towarzystwa Marii Skłodowskiej-Curie w Hołdzie

 

Medal Stulecia Odkrycia Radu, fot. Ewelina Wajs

W 1994 roku powołano do życia Towarzystwo Marii Skłodowskiej-Curie w Hołdzie. Inicjatorami byli inż. Michał Hłasko i prof. dr hab. Andrzej Kułakowski – jego wieloletni prezes. 3 października świętować będziemy 25. lecie wpisania Towarzystwa do Rejestru Stowarzyszeń.

 

Instytut Radowy w Warszawie, lata 30., NAC sygn. 1-N-817-2

Nazwa organizacji nawiązuje do napisu umieszczonego pierwotnie na elewacji Instytutu Radowego przy ulicy Wawelskiej w Warszawie — Marji Skłodowskiej-Curie w Hołdzie­. Instytut powstał bowiem w całości ze składek publicznych i był Darem Narodowym, hołdem dla Wielkiej Uczonej od jej rodaków. Towarzystwo mieści się w budynku klinicznym, który Maria Skłodowska-Curie uroczyście otworzyła 29 maja 1932 roku. Na parterze znajduje się Sala Historyczna im. Bronisławy Dłuskiej, w której zobaczyć można wystawę poświęconą historii powstania Instytutu Radowego, a także skorzystać z biblioteki. W ogrodzie Instytutu rośnie drzewo posadzone przez Marię w 1932 roku oraz znajduje się ścieżka edukacyjna, którą opracowali członkowie Towarzystwa.

 

Celem Towarzystwa jest rozpowszechnianie informacji o życiu i dziele Marii Skłodowskiej-Curie dla utrwalenia Jej pamięci, przyczynianie się do ochrony i uznania wartości Jej pism, prac oraz wszelkich dokumentów z Nią związanych, a także szeroko pojęta działalność promująca Jej idee i zainteresowania, zwłaszcza w zakresie walki z chorobami nowotworowymi.

Ze Statutu Towarzystwa

 

Logotyp na rok 2017, zaprojektowany przez Ewelinę Wajs

Mamy zaszczyt być członkami Towarzystwa Marii Skłodowskiej-Curie w Hołdzie. W roku jubileuszowym 2017 (150. rocznicy urodzin Noblistki, 120. rocznicy urodzin Ireny Joliot-Curie, 85. rocznicy powstania Instytutu Radowego oraz 10. rocznicy śmierci Ewy Curie-Labuisse), 18 października, zostaliśmy uhonorowani posrebrzanymi medalami Stulecia Odkrycia Radu. Medale te są przyznawane osobom szczególnie zasłużonym dla Towarzystwa i działającym na rzecz upowszechnienia wiedzy o życiu i działalności Marii Skłodowskiej-Curie.

Awers i rewers medalu Stulecia Odkrycia Radu

 

Z okazji jubileuszu życzymy wszystkim członkom i sympatykom Towarzystwa Marii Skłodowskiej-Curie w Hołdzie owocnej pracy przy promowaniu dzieła Największej Polskiej Uczonej.

 

Ewelina Wajs i Tomasz Pospieszny