„Maria Curie” — premiera nowego wydania książki Ewy Curie

Ewa Curie podczas pracy, 1961 ©The New York Times

Maria Skłodowska-Curie jest najbardziej znaną uczoną na świecie. Odkrycie polonu i radu oraz badanie radioaktywności niewątpliwie wystarczą, a by wpisać Jej nazwisko do panteonu naukowych sław. Jej legendę utwierdziła jednak w dużej mierze młodsza córka uczonej – Ewa Curie. Po śmierci matki rozpoczęła pracę nad książką opowiadającą o życiu odkrywczyni radu. Ewa podjęła się bardzo trudnej pracy uporządkowania bogatej korespondencji matki oraz całego archiwum. Jesienią 1935 roku odwiedziła rodzinę mieszkającą w Polsce, poszukując informacji o dzieciństwie i młodości swojej matki. Jak się później okazało pośpiech był wskazany – brat Marii Józef zmarł 19 października 1937 roku, a Jej siostra Bronisława Dłuska 15 kwietnia 1939 roku. Ponadto Ewa obawiała się, że ktoś inny ją ubiegnie i nie zrobi tego właściwie [S. Quinn, 1997, s.12]. Pisarz francuski André Maurois wspominał, że Ewa Curie przyszła do niego po radę: Wydawcy amerykańscy nalegają, żebym napisała życie mojej matki. Sama o tym często myślałam. Gdybym była zdolna to zrobić, kochałabym tę pracę. Posiadam bardzo dużo materiałów, jej listy, dzienniki, wspomnienia. Zdaje mi się, że wszystko co o niej powiedziano jest tak dalekie od rzeczywistości. Jeżeli nie napiszę Jej książki, pewne jest, że napiszą ją inni. Czy napiszą ją tak jakbym sobie tego życzyła? Boję się, że nie. Kusi mnię to i przeraża jednocześnie [A. Maurois, Mademoiselle Eve Curie, „Vogue”, Vol. 91, 1938, s. 74–77].

Książka pod tytułem Madame Curie ukazała się w 1937 roku we Francji, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych. Z miejsca okrzyknięta została bestsellerem o czym może świadczyć wyróżnienie jej w 1937 roku amerykańską nagrodą National Book Award w kategorii literatury faktu. Czytelnicy umieli wyczuć niezwykłe wartości ludzkie i pisarskie w książce, która w ciągu kilku miesięcy doczekała się wydawnictw w czternastu językach i znakomitych ocen pióra najświetniejszych dziennikarzy [Piękna uroczystość, „Czas”, R. 91, Nr 181, s. 4]. Sześć lat później książka została sfilmowana przez hollywoodzką wytwórnię Metro-Goldwyn-Mayer z Greer Garson w roli głównej.

 

Pierwsze polskie wydanie książki, Archiwum Tomasza Pospiesznego

 

W Polsce po raz pierwszy książka Ewy Curie została opublikowana w 1938 roku nakładem wydawnictwa J. Przeworskiego pod tytułem Maria Curie w przekładzie siostrzenicy Marii –Hanny Szyllerowej. W tym samym roku, w imieniu prezydenta RP Ignacego Mościckiego, Ewie Curie wręczono w Ambasadzie RP w Paryżu krzyż kawalerski „Polonia Restituta” za książkę, którą napisała o matce [Piękna uroczystość…]. Od 6 stycznia 1938 roku na łamach „Kurjera Warszawskiego” ukazywały się regularnie fragmenty biografii uczonej.

Fragment książki Ewy Curie pt. „Maria Curie” w „Kurjerze Warszawskim” z 1938 roku, Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego

W grudniu 1938 roku w plebiscycie na popularne lektury „Kurjer Warszawski” opisywał: Ogromnym wzięciem w czytelniach i na rynku księgarskim cieszyła się niedawno dość droga, jak na nasze warunki, książka Ewy Curie, poświęcona jej znakomitej matce, Marii Curie-Sklodowskiej [„Kurjer Warszawski”, r. 118, 1938, Nr 353, s. 12]. Cena pierwszych wydań z pewnością była wysoka, ponieważ były to książki w dużym formacie, w twardej, płóciennej oprawie z obwolutą i ze znakomitej jakości fotografiami. Należy podkreślić, że dotychczasowe powojenne wydania książki nigdy nie dorównały jakością zdjęciom prezentowanym w pierwszym wydaniu książki. W 1938 roku na fali sukcesu książki Hanna Szyllerowa wygłaszała odczyty radiowe o sławnej ciotce. O popularności publikacji może świadczyć także fakt, że w 1938 roku ukazało się drugie wydanie, a w 1939 roku kolejne dwa.

Wybrane polskie wydania książki Ewy Curie, Archiwum Eweliny Wajs

Od tego czasu ukazało się w sumie dwadzieścia jeden wydań książki (w tym jedno w 1940 roku w Londynie z okrojoną ilością ilustracji); ostatnie w Oficynie Wydawniczej Rytm w 2017 roku (na podstawie danych Biblioteki Narodowej). Jednak przez cały ten czas nikt nie podjął się uzupełnienia biografii uczonej o brakujące listy lub ich fragmenty, które były opublikowane na przykład w angielskiej wersji książki. Wyjątek stanowił list Marii Skłodowskiej-Curie do Hanny Szyllerowej, która tłumacząc książkę na język polski umieściła go w tekście – jest on tylko w polskich wydaniach. Zgadzamy się w zupełności z Moniką Nyczanką, iż wiele wskazuje, że to apodyktyczna Bronisława Dłuska – starsza siostra Marii – nadawała ostateczny szlif książce w okresie jej pisania [M. Nyczanka, O Marii Skłodowskiej-Curie na Jej 151 urodziny]. Znając charakter doktor Dłuskiej nietrudno uwierzyć w jej ingerencję. Jeszcze bardziej ocenzurowane jest polskie – znakomite zresztą i nadal aktualne – tłumaczenie Hanny Szyllerowej, nad którym bez wątpienia czuwały obie siostry Skłodowskie: Bronisława i Helena tak, aby nic nie zmąciło idealnego wizerunku Uczonej.

Trudno dziś dochodzić, dlaczego dopiero teraz polska wersja książki została uzupełniona o brakujące, często również uważane za zgubione dokumenty, które zostały udostępnione wydawnictwu przez Muzeum Curie w Paryżu. Zrozumiałe jest zatem, że z niecierpliwością oraz podekscytowaniem oczekiwaliśmy pierwszego pełnego wydania książki Ewy Curie.

Najnowsze wydanie książki Ewy Curie o matce, fot. Piękniejsza Strona Nauki

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B., które swego czasu wydawało fenomenalną biografię Alberta Einsteina (I. Walter, Einstein. Jego życie, jego wszechświat, Warszawa 2012) w serii FORTUNA I FATUM. Niestety tym razem wydanie książki, która powinna być wydana –w naszym odczuciu – bibliofilsko, mocno rozczarowuje.

Wstęp do książki napisał Sławomir Paszkiet, dyrektor Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Książka liczy 504 strony, stanowi więc opasły tom, wydana została w formacie A5 w miękkiej oprawie ze skrzydełkami. Zostawia to ogromny niedosyt, bowiem już po pierwszym czytaniu może ulec rozklejeniu. Dziwi to, tym bardziej, że wspomniana biografia Einsteina została wydana w twardej oprawie z efektowną obwolutą (podobnie zresztą jak inne biografie z tej serii). Należy podkreślić, że ostatnie polskie wydanie książki Maria Curie w miękkiej oprawie ukazało się w 1983 roku. Szkoda także, że okładka została właściwie skopiowana z albumu wydanego przez Musée Curie w Paryżu, który dla Państwa recenzowaliśmy w ubiegłym roku. A przecież Maria Skłodowska-Curie widnieje na tylu pięknych fotografiach. Można było nawiązać do pierwszego polskiego wydania książki, na obwolucie którego widniał rzadko pokazywany dziś portret uczonej.

Fragment wklejki z ilustracjami, fot. Piękniejsza Strona Nauki

 

Książka liczy 39 fotografii, z których wiele jest wielkości znaczka pocztowego (na przykład fotokopie dyplomów noblowskich), umieszczono je na dwóch wklejkach na półmatowym papierze. Trudno także wskazać fotografie (poza dwoma zdjęciami autorki), które nie były wcześniej publikowane w książkach (chyba, że chodzi o eksponaty muzealne, które także były już publikowane: słonik i torebka Madame Curie w książce Maria Skłodowska-Curie. Największa Polska Uczona z serii Wielcy Polacy, Wydawnictwo De Agostini Polska, Warszawa 2007 na stronie 31; słonik, torebka i zegarek Władysława Skłodowskiego w „Wiadomościach Uniwersyteckich UMCS”, nr 8/237, październik 2017, s. 27; a także w ulotce Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie).

Warto podkreślić, że wydanie książki z 1997 roku (Warszawa PWN) liczyło 93 fotografie (także umieszczone we wklejkach). Wbrew zapowiedziom wydawnictwa — fotografie, niezwykłe dokumenty oraz pamiątki pochodzące z archiwów Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie [Facebook wydawnictwa W.A.B., wpis promocyjny z 29 marca 2021 roku] — stanowią zaledwie połowę ilustracji zamieszczonej w nowym wydaniu. Reszta ilustracji pochodzi z Wikipedii, East News, Getty Images, Library of Congress oraz Muzeum Narodowego (dwie nie mają podanego źródła pochodzenia). W ostatnich wydaniach (Oficyna Wydawnicza RTYM, 2013, 2015 i 2017) fotografie pochodziły tylko z zasobu Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie Polskiego Towarzystwa Chemicznego w Warszawie.

Cena okładkowa książki to 54.99 zł, a więc dość sporo jak na takie ekonomiczne wydanie.

Niestety przypisy także są bardzo ubogie, a przede wszystkim brak obszernego komentarza krytycznego. Książka została uzupełniona o tłumaczenia archiwaliów dokonane przez Agnieszkę Rasińską-Bóbr, co wydawca odpowiednio zaznaczył przypisem. Jest to największy walor książki. Należy docenić i pochwalić trud tłumaczki, która musiała zmierzyć się z niełatwym zadaniem. Warto dodać, że zostały podzielone i zmienione niektóre tytuły rozdziałów na przykład w pierwszej części książki jest siedem rozdziałów (było sześć). Niestety książka nie ma indeksu (jak jej wersja angielska), ale została za wersjami angielską i francuską uzupełniona o listę nagród, medali i tytułów honorowych przyznanych Marii Skłodowskiej-Curie. Niestety w przypisach nie powołano się na najnowsze wydanie Autobiografii Marii Skłodowskiej-Curie (Dom Wydawniczo-Promocyjny GAL, 2017), lecz cytuje się (na stronie 111) wydanie sprzed 60 lat (Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, 1960).

 

Naszym zamiarem nie było recenzowanie znakomitej i fundamentalnej książki Ewy Curie, od której każdy badacz działalności uczonej oraz historyk nauki z pewnością powinien zacząć studiowanie Jej życia. Książka ta wraz z Autobiografią  Marii Skłodowskiej-Curie (Warszawa, 2017), wspomnieniami jej starszej córki Ireny Joliot-Curie (Warszawa, 2020), siostry Heleny Skłodowskiej-Szalay (Warszawa, 2019) czy pamiętnikami ojca Władysława i brata Józefa (maszynopisy w posiadaniu rodziny) dopełniają obraz zarówno rodziny Skłodowskich jak i samej Marii. Książka Ewy Curie stanowi niezastąpiony zbiór materiałów biograficznych, który jeszcze długo będzie służył historykom nauki. Cieszymy się, że wreszcie w Polsce ukazała się książka uzupełniona o brakujące archiwalia z profesjonalnym tłumaczeniem. Niestety wydanie książki zostawia wiele do życzenia. Miejmy nadzieję, że kiedyś ukaże się piękne wydanie książki pióra Ewy Curie w formie na jaką zasługuje Jej bohaterka.

Tomasz Pospieszny & Ewelina Wajs

Jakub Müller recenzuje — „Radiant” Jakub Müller

 

Co łączy bakteriologię, Star Wars, banjo i eksperymenty chemiczne z dzieciakami? Pozornie nic. Okazuje się jednak, że wspólnym mianownikiem jest Liz Heinecke. To amerykańska pisarka, bakteriolog i fanka serii Star Wars, która wolnym czasie lubi grać na banjo.

Autograf Autorki, Archiwum Jakuba Müllera

Liz Heinecke napisała kilkanaście książek, większość z nich to propozycje intrygujących eksperymentów, które możemy wykonać razem z dziećmi. Efekty (naprawdę ciekawe!) do obejrzenia na stronie www.kitchenpantryscientist.com

Wydana w lutym 2021 roku książka pt. Radiant to „poważniejsza” pozycja w dorobku Amerykanki, skupiająca się na mało dotąd eksploatowanym wątku przyjaźni Marii Skłodowskiej-Curie ze słynną amerykańską tancerką  .

Wciąż się zastanawiam jak to możliwe, że spokojna, skupiona na nauce Maria zaprzyjaźniła się z wulkanem energii, tancerką i artystką, która, w przeciwieństwie do uczonej, uwielbiała bywać na przyjęciach i poznawać nowych ludzi? Była to zaiste nietypowa znajomość, pełna przeciwieństw i kontrastów. Na przekór wszystkim, przetrwała ponad 20 lat, nie dając się pokonać nawet wojnie, chorobom, skandalom i dalekim odległościom.

Temat niezmiernie ciekawy, ale czy na tyle obszerny, by „robić” z niego książkę? Miałem poważne wątpliwości.

Heinecke sprytnie wybrnęła z tej pułapki. Narrację prowadzi dwutorowo: niektóre rozdziały poświęcone są tylko Fuller, inne z kolei Skłodowskiej-Curie. Spotkania obu pań ukoronowane są oczywiście osobnymi rozdziałami. Akcja rozpoczyna się w 1892 roku, czyli w momencie, gdy Loie Fuller miała 30 lat, a Maria o pięć mniej. Przeplatane rozdziały pozwalają czytelnikowi wczuć się w klimat tamtych czasów, świetnie – przyznaję – odmalowany przez autorkę. I zupełnie jak wstęgi w słynnym tańcu Loie Fuller, tak losy obu przyjaciółek splatały się co jakiś czas, poruszane burzliwym wiatrem historii. Kilka z tych spotkań opisuje Heinecke. Czyni to zgrabnie i ze swadą, dzięki czemu na kartach książki poznamy wiele ciekawych wątków, jak np. wizytę Fuller w pracowni Thomasa Edisona, taniec na wieży Eiffla czy podróż do Egiptu. Książka Radiant pozwoliła mi też docenić Fuller… Była to doprawdy wyśmienita tancerka, która oprócz tego sama projektowała scenografię, obmyślała elektryczne systemy oświetlenia (wiele z nich opatentowała). Nie bała się używać soli radu do oświetlenia swej sukni, tańczyć w prowokującym (jak na tamte czasy) stroju jako Salome, czy występować w całkowitej ciemności. Kobieta obdarzona wieloma talentami, a przede wszystkim obsesją stałego ulepszania swoich występów i poszukiwania nowych środków ekspresji. Wciąż było jej mało, wciąż chciała próbować czegoś innego. Fascynująca postać, która poza wrażliwością artystyczną, posiadała i pielęgnowała w sobie autentyczną żyłkę naukowca.

 

Portrety Loïe Fuller z wnętrza książki, Archiwum Tomasza Pospiesznego

 

Jeśli chodzi o Marię – poznajemy znane z jej życia wątki: studia we Francji, małżeństwo, problemy zdrowotne, śmierć Pierre’a Curie, prace nad radem, czy podróż do Stanów Zjednoczonych w 1921 roku. Na szczęście są też mniej znane wątki, jak lunch u Loie, gdzie Ewa Curie prezentowała swoje umiejętności gry na pianinie, czy postać Gabriela Pierné’a, francuskiego pianisty, który dzięki wstawiennictwu Fuller, prowadził zajęcia muzyczne dla Ewy, pomagając jej doskonalić swoje umiejętności gry na tym instrumencie. Marię i Loie poznajemy już w dojrzałym wieku, więc pewne etapy ich życia (dzieciństwo, ostatnie lata życia Marii), poruszone są jedynie fragmentarycznie.

Porządny research to kolejna zaleta książki. Muszę przyznać, że bibliografia robi wrażenie. Zawiera ponad 100 zróżnicowanych pozycji, w tym nie tylko książki, ale także listy i czasopisma. Skarbnicą wiedzy była z pewnością korespondencja Fuller, przechowywana w nowojorskiej bibliotece publicznej. Autorka korzysta z niej umiejętnie, kreśląc zapadający w pamięć obraz przełomu wieków i pierwszych lat XX wieku.

To nie jest opracowanie naukowe, przeładowane po brzegi cytatami i opisami badań. Radiant czyta się jak fikcję, beletrystykę, a zgrabne pióro autorki sprawia, że momentami trudno się od książki oderwać.

 

Fotografie z wnętrza książki, Archiwum Tomasza Pospiesznego

 

Plusika należy także przyznać za wydanie i oprawę graficzną. Błyskotliwą narrację Heinecke ilustruje wiele zdjęć. Badaczy i biografów Marii zasmucić może fakt (a może ucieszyć?), że użyte w książce fotografie uczonej są powszechnie znane. Ciekawie prezentuje się jednak arsenał zdjęć Fuller – momentami trudno oderwać wzrok od jej strojów i tanecznych układów uwiecznionych na zdjęciach. I choć widzimy tylko jedno ujęcie, zatrzymane w stop-klatce obrazy działają na wyobraźnię; w mojej głowie Amerykanka tańczyła jeszcze długo po zamknięciu książki.

Choć prywatnie Fuller była homoseksualistką, związaną ze swoją promotorką i asystentką, Gabrielle Bloch (która w 1920 roku przyjęła pseudonim Gab Sorère), Heinecke opisuje ich relację w bardzo subtelny sposób. Nie czyni z tego tematu sensacji, sugeruje czytelnikowi (i to dopiero pod sam koniec książki), jaka była prawdziwa natura tego związku. I jakkolwiek obrazoburczo może zabrzmieć to pytanie, to pojawiło się w mojej głowie bardzo szybko: czy Loie Fuller była zafascynowana „tylko” inteligencją i badaniami Marii? Czy może uczona podobała jej się także fizycznie? Nie ma odpowiedzi na to pytanie.

Wątpliwości nie ulega za to fakt, iż Maria Skłodowska-Curie rzeczywiście przyjaźniła się z Loie Fuller. Wiele je łączyło: naukowa pasja, miłość do radu, szczerość i lojalność, pełne zaangażowanie w swoją pracę. Spotykały się kilka razy, regularnie korespondowały. Amerykańska tancerka i innowatorka była bez wątpienia barwną postacią.

 

Fot. Tomasz Pospieszny

Wracając więc do wcześniejszego pytania: czy da się z tej historii złożyć całą książkę?

Okazuje się, że nie tylko da się, ale na dodatek można to zrobić w ciekawy sposób. Warto jednak pamiętać o jednym: z książką Liz Heinecke jest jak z filmami o Jamesie Bondzie. Zanim zaczniemy, należy przyjąć odpowiednią perspektywę. Nastawić się. Jeśli potraktujemy go jak poważny film sensacyjny – spotka nas zawód.  Podobnie tutaj: we wstępie autorka lojalnie ostrzega, iż książka jest „kreatywną nie-fikcją”. Bazuje wprawdzie na życiorysach obu pań i porządnym researchu, ale np. dialogi są w większości wymyślone. Należy o tym pamiętać – i nabrać pewnej dozy dystansu jeszcze przed rozpoczęciem lektury.

Większą część książki zajmuje wybiórczy opis losów Marii i Loie. Zaledwie kilka ich spotkań jest opisanych szerzej, i momentami daje się odczuć, że to jednak amerykańska tancerka jest tutaj główną bohaterką. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że książka jest nieco „napompowana”.

Mimo tych zarzutów, dzieło Liz Heinecke ma w sobie wystarczająco wiele atutów, bym mógł szczerze polecić jego lekturę, co też niniejszym czynię.

 

Jakub Müller

Nasza recenzja — Paul Dye „Houston lecimy!”

 

Zapewne każdy słyszał słynne zdanie: Houston, we have a problem. Nie wszyscy jednak wiedzą jak owy problem oraz wiele innych zostało rozwiązanych, a co ważniejsze kto tego dokonał. Kto właściwie stał za pionierskimi wyprawami w kosmos?

Autor książki, Paul Dye, były dyrektor lotów NASA — pełniący tę funkcję najdłużej w historii agencji — z wielką pasją opowiada o kulisach centrum dowodzenia lotów kosmicznych. Myślę, że już sam autor książki jest doskonałą jej zapowiedzią: jego staż w awiacji i misjach kosmicznych to czterdzieści lat doświadczeń zarówno inżyniera jak i konstruktora i pilota! Brał udział w trzydziestu dziewięciu misjach, a w dziewięciu z nich był głównodowodzącym. Już te informacje umieszczone na okładce powinny wystarczyć, aby sięgnąć po publikację. To co w książce jest najcenniejszego, to spojrzenie na historię lotów wahadłowców przez pryzmat niezwykłych faktów dotyczących ludzi, którzy poświęcili wiele lat swojego życia pracy w NASA. Sądzę, że książka jest lekturą obowiązkową dla wszystkich zafascynowanych historią podboju kosmosu. Paul Dye pokazuje potęgę naukowców i inżynierów zaangażowanych w program lotów wahadłowców.

Książka dotyczy niezwykle specjalistycznego, wąskiego tematu, który jednak może fascynować. Autor ma niezwykły talent do snucia opowieści i potrafi zaciekawić tematem: pisze w sposób prosty, bezpośredni i bardzo wciągający. Dye tłumaczy trudne zagadnienia w sposób jasny, co jest niewątpliwym walorem całej opowieści. Łatwo można sobie wyobrazić autora podczas wykładu przepełnionego pasją i fascynacją jaką natychmiast zaraża słuchaczy. Jego opowieść jest oparta na konkretnej wiedzy naukowej (i tak też przedstawiana), ale zawiera ogrom dykteryjek, które sprawiają, że całość staje się opowieścią wyjątkowo pasjonującą. Dye prowadzi czytelnika poprzez podstawowe informacje dotyczące promu kosmicznego, technologii, a wreszcie całego procesu myślowego NASA. Książka, w moim odczuciu, jest napisana zwięźle i przemyślanie – nie ma w niej zbędnych informacji. Czasami czyta się ją jak dobry kryminał i z niecierpliwością wyczekuje na kolejne wątki i wtręty Autora (te bardzo mi się podobały bowiem dają swoiste wytchnienie i dynamikę).

Kiedy czytamy w gazetach lub oglądamy w telewizji relację dotyczącą lotów kosmicznych nie wyobrażamy sobie nawet ogromu wysiłku intelektualnego człowieka, aby mogły się one odbywać. Książka Żelaznego (pseudonim Autora) pokazuje jak wielką potęgą potrafi być ludzka myśl i dokąd może nas zaprowadzić.

Książka liczy 414 stron i składa się z 12 rozdziałów. Myślę, że jej dopełnieniem mogłoby być kalendarium oraz większa liczba fotografii. Uważam, że jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy są ciekawi wiedzy o otaczającym nas świecie.

 

Piękniejsza Strona Nauki dziękuje za egzemplarz recenzencki.

Tomasz Pospieszny

Recenzujemy — „Madame Curie, Einstein, Langevin, Rutherford i inni…”

 

Druga połowa 2020 roku obfituje w liczne publikacje poświęcone Marii Skłodowskiej-Curie. Znajdziemy wśród nich książki adresowane do zróżnicowanych grup odbiorców: zarówno do dzieci i młodzieży, jak i do dorosłych pasjonatów oraz także do środowiska akademickiego. Każdy zainteresowany życiem i pracą Noblistki czytelnik z powodzeniem znajdzie dla siebie odpowiednią lekturę.

 

Kolejną w swoim dorobku książkę o Uczonej napisał Jan Piskurewicz. Najnowsza publikacja pt. Madame Curie, Einstein, Langevin, Rutherford i inni… ukazała się nakładem Instytutu Historii Nauki im. L. i A. Birkenmajerów PAN. Książka liczy 194 strony, a jej treść podzielona została w sposób przejrzysty na 7 rozdziałów i dalsze podrozdziały. Książka zawiera indeks nazwisk, a także czytelna bibliografię z podziałem na rodzaje źródeł i opracowań. Zarówno spis treści jak i podsumowanie występują w języku angielskim i francuskim.

 

Już we wstępie autor przedstawia główne postaci: Marię Skłodowską-Curie, Paula Langevina, Alberta Einsteina i Ernesta Rutherforda poprzez kilkuzdaniowe, encyklopedyczne biografie (kolejność ich przedstawienia wydaje się być tutaj przypadkowa). Niestety nie wszystkie pozostałe postacie ze świata nauki, które pojawiają się na kartach książki mają równie krótkie biogramy w przypisach. Uważam to duży mankament, gdyż warto było wszystkich opisać – chociaż w dwóch – trzech zdaniach. Można odnieść wrażenie, że jest to pewne zaniedbanie ze strony autora.

 

Główną osią książki jest postać Marii Skłodowskiej-Curie i jej działania (życie prywatne zepchnięte jest na drugi plan) — konkretnie lata 1907–1934 — a więc okres po śmierci Piotra Curie i objęciu przez Uczoną katedry po nim, aż do jej śmierci w lipcu 1934 roku. O ile wybór daty końcowej jest oczywisty, o tyle zastanawia początek narracji w roku 1907. Można by wysnuć przypuszczenie, że przed tym rokiem Maria nie znała żadnego z pozostałych przedstawionych w książce naukowców. Ale to nie prawda, ponieważ Ernesta Rutherforda poznała w dniu obrony swojego doktoratu w czerwcu 1903 roku. Paula Langevina poznała również o wiele wcześniej – był uczniem i bliskim przyjacielem Piotra Curie. Alberta Einsteina poznała za to dopiero w 1911 roku. Czy Autor uważa, że stosunki Marii Skłodowskiej-Curie z innymi naukowcami (mężczyznami) były przed śmiercią jej męża w 1906 roku nieistotne? Czy dopiero po śmierci męża świat naukowy ją zauważył? A może biografia Uczonej przed rokiem 1907 z punktu widzenia historyka nauki była nieważna? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi.

 

Jan Piskurewicz zaznacza już na wstępie, że podstawę jego najnowszej książki stanowią wcześniejsze jego publikacje – książki i artykuły[1]. Czytając najnowszą książkę trudno oprzeć się wrażeniu, że wcześniejsze prace Autora stanowią zasadniczą część nowej publikacji. Stanowi to niewątpliwą zaletę dla tych, którzy z opracowaniami Jana Piskurewicza nie zetknęli się wcześniej – otrzymują przegląd dotychczasowych publikacji w jednej książce.

 

Książka zawiera 29 czarno-białych fotografii. Wszystkie zdjęcia umieszczone w publikacji są niewielkich rozmiarów i czasami wydają się być fatalnie wykadrowane. Być może wynika to z faktu, że jestem krótkowidzem, ale zdecydowanie wolę większe ilustracje. Znajdziemy wśród nich m.in. zdjęcia zbiorowe z organizowanych w Brukseli konferencji Solvaya. I tutaj pragnę zwrócić uwagę, że uczestnicy widoczni na fotografiach z konferencji nie są podpisani – wielka to szkoda, bo niewiele osób jest w stanie na niewielkich ilustracjach rozpoznać twarze naukowców. Oczywiście są to znane fotografie i można bez trudu sprawdzić uczestników chociażby na popularnej wikipedii (ale nie po to kupuje się książkę, żeby szukać nie ujętych w niej informacji w internecie).

 

W publikacji znajdziemy także portrety uczonych nie wymienionych we wstępie – chociażby tak mało znanych jak fizycy: Hertha Ayrton i Hendrik Lorentz, czy polski historyk Oskar Halecki (który niestety nie doczekał się w książce nawet krótkiego przypisu biograficznego).

 

Książka Jana Piskurewicza jest skierowana raczej do wąskiego środowiska naukowego. Napisana jest językiem ciężkim i czyta się ją z pewnym trudem. Na pewno nie jest to książka dla czytelnika nie zaznajomionego z tematem. Nie poleciłabym jej również pasjonatowi-amatorowi życia i dzieła Marii Skłodowskiej-Curie – ponieważ obawiam się, że miałby problem z jej przeczytaniem.

Ewelina Wajs

 

Jan Piskurewicz, Madame Curie, Einstein, Langevin, Rutherford i inni…, Instytut Historii Nauki im. L. i A. Birkenmajerów PAN, Warszawa 2020.

ISBN 9788382090291

___________________

[1]Wcześniejsze publikacje poświęcone Marii Skłodowskiej-Curie: [1] J. Piskurewicz, Stypendia Carnegie-Curie. Maria Skłodowska-Curie i jej stypendyści, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki”, 2001, Nr 3; [2] J. Piskurewicz, Prace nad przygotowaniem prawa o ochronie własności naukowej i udział w nich Marii Skłodowskiej-Curie, „Nauka i szkolnictwo wyższe”, 2004, Nr 2; [3] J. Piskurewicz, Między nauką a polityką. Maria Skłodowska-Curie w laboratorium i w Lidze Narodów, Lublin 2007; [4] J. Piskurewicz, Zakochana w fizyce. Udział i rola Marii Skłodowskiej-Curie w organizacji i pracach konferencji Solvaya, „Annalecta”, 2017, Nr 1; [5] J. Piskurewicz, Maria Skłodowska-Curie i Ernest Rutherford – przyjaźń, współpraca, rywalizacja, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki”, 2019, Nr 4.

Jakub Müller rezenzuje: „Madame Curie, Einstein, Langevin, Rutherford i inni…”

 

Profesor Jan Piskurewicz należy do wąskiego grona osób, które potrafiłyby usiąść przy biurku i z miejsca napisać książkę o Marii Skłodowskiej-Curie. Mało tego – ręczę, że nikt by się nie zorientował. Wiedza autora jest ogromna, a materiał bibliograficzny recenzowanej pozycji bogaty. Paradoksalnie, właśnie te czynniki momentami psują lekturę – ale o tym za chwilę. Od siebie dodam jeszcze, że recenzja książki profesora Piskurewicza to zadanie niewdzięczne, typowa misja samobójcza, której się jednak podejmuję.

Obecnie czytelnik zalewany jest masą tytułów o Marii. Biografie dla dorosłych i dzieci, opracowania, analizy – momentami trudno się w tym wszystkim połapać i na pewno jest w czym wybierać. Trudno jest zaoferować coś nowego, odkrywczego i świeżego. Muszę jednak przyznać, że pomysł autora na kolejną książkę o uczonej, broni się: faktycznie, łączyła ją głęboka więź, z pewnością ponadprzeciętna, z każdym z wymienionych w tytule mężczyzn. O ile relacja z Langevinem (nie tylko romans!) jest dość dobrze opisana, w licznych źródłach, o tyle znajomość z Einsteinem czy Rutherfordem rzeczywiście zasługiwała na osobne opracowanie. O wyjątkowym szacunku oraz sympatii, jaką Madame Curie odczuwała wobec Einsteina czy Rutherforda niech świadczy fakt, że z pierwszym z nich była na kilkudniowym wypadzie w górach, a drugi miał okazję rozmawiać z nią w jednym pokoju, i to o północy.

Bibliografia: jak wspomniałem, prezentuje się bardzo solidnie. Poza kilkudziesięcioma opracowaniami autor korzystał także z kilku źródeł archiwalnych, co bez wątpienia podnosi prestiż wydawnictwa.

Nie samymi literami człowiek jednak żyje. Cieszy mnie, że coraz częściej opracowania i badania naukowe okraszone są ilustracjami. Nie inaczej jest i tutaj: 29 fotografii uprzyjemnia lekturę, choć muszę się przyczepić: niektóre zdjęcia są słabej jakości, inne z kolei mogłyby być większe.

Profesor Piskurewicz nie ogranicza się jedynie do prezentacji faktów, niejednokrotnie możemy poznać jego własną opinię, np. na temat konieczności umieszczenia w statucie i organizacji Instytutu Solvaya badań nowych kierunków naukowych, którą nieoficjalnie Instytut i tak się zajmował.

Tyle plusów. Minusy?

Jeden, za to zasadniczy.

Największą wadą opracowania jest wg mnie jego język. Należy się nastawić na oficjalny, akademicki styl, przesycony faktami.

Dat, nazw instytucji i nazwisk, jest tak wiele, że ich zagęszczenie na jedną stronę może się jedynie równać z ilością mieszkańców na kilometr kwadratowy w Hongkongu. Brakuje odciążenia, rozrzedzenia tych ciężkostrawnych brył nieco „lżejszą” treścią. To niestety, czyni lekturę bardzo wymagającą, a momentami wręcz suchą. Taki stricte naukowy styl może trafić do purystów i ortodoksów, natomiast dla „zwykłego” czytelnika jest po prostu męczący. Idąc dalej tym tropem: widzę tutaj niespełniony potencjał. Książka profesora Piskurewicza z pewnością dostarczy wielu nowych informacji badaczom życia uczonej i specjalistom, trudno jej jednak będzie przyciągnąć nowych ludzi i zainteresować ich postacią noblistki.  Kto na tym cierpi? Sama Maria. Ktoś może powiedzieć: co za bzdury, przecież i tak każdy ją zna! Może to i prawda, ale częściowa. Większość, owszem, kojarzy Marię — ale przez pryzmat klisz (naukowiec, romans, ciężkie warunki pracy, bieda) doprawionych wikipedyczna pigułą: dwa Noble, rad i polon. Szansę na poszerzenie spojrzenia na uczoną mają właśnie takie opracowania jak to, które pokazują inne – często mniej znane – aspekty życia i działalności Mme Curie. Dlatego, moim zdaniem, poza wiwisekcją nazw i dat, powinny dawać coś więcej, powinny dawać przyjemność z lektury. A tej przyjemności mi tutaj niestety zabrakło.

Podsumowując: pozycja Jana Piskurewicza to gratka dla badaczy, ale dla pozostałych czytelników – niekoniecznie.

Tylko dla orłów.

Jakub Müller

 

Jan Piskurewicz, Madame Curie, Einstein, Langevin, Rutherford i inni…  Wątki naukowe, pedagogiczne, społeczne i polityczne,  Instytut Historii Nauki PAN : Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2020.
ISBN 9788386062584

 

***

 

Jakub Müller jest badaczem pełnym pasji. Zajmuje się historią Piekar Śląskich, wydarzeń i postaci związanych z tym miastem. Jest biografem m.in. Maksymiliana Jasionowskiego (Maksymilian Jasionowski. Robotnik pióra, Piekary Śląskie 2020). Przeprowadził wnikliwe badania historyczne i kwerendę archiwalną w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: Czy Maria Skłodowska-Curie gościła w Piekarach Śląskich?

Prowadzi także blog o książkach — Milczenie Liter

 

Jakub Müller — Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce [recenzja #25]

/   Jakub Müller   /

„Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce” jest kolejną na polskim rynku pozycją dotyczącą urodzonej w Warszawie, wybitnej uczonej. Pozycją kompleksową i pełną, która zasługuje na bliższe poznanie. Ale o tym za chwilę.

Jeśli ktoś z Was interesuje się postacią Marii Skłodowskiej-Curie, powinien kojarzyć również postać Tomasza Pospiesznego. Zawodowo: doktor habilitowany nauk chemicznych, profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, z zamiłowania: badacz i biograf nie tylko Marii, ale i innych wybitnych kobiet-naukowców. Popularyzator roli kobiet w nauce. Współredaktor strony Piękniejsza Strona Nauki. Świetny mówca.

Jeśli chodzi o pisanie, profesor Tomasz Pospieszny jest dinozaurem, którego styl nie przystaje do współczesnych standardów: używa bowiem eleganckiego języka, bez natrętnych slangowych wyrażeń czy anglicyzmów, bez przekleństw i emotikonek.  Poza tym, Pospieszny ma alergię na mity i kłamstwa, dlatego sam weryfikuje prawdziwość wszystkich zawartych w książce informacji. Korzysta przy tym z najnowszych badań i publikacji oraz rzadkich, zapomnianych źródeł.  Zamiast faktograficznego rollercoastera proponuje czytelnikowi stonowane, choć niepozbawione emocji wpisy. Jako wykładowca akademicki, ma dar bezkolizyjnego tłumaczenia zagadnień naukowych. Maria jest dla autora postacią niezwykłą, ośmieliłbym się nawet stwierdzić: platoniczną miłością. Nie pozbawia go to na szczęście obiektywizmu, w zamian dając w pełni autorskie, pełne pasji i zdrowego uwielbienia, spojrzenie.

Uczoną poznajemy w 12 rozdziałach. Już po ich tytułach widać, że będzie inaczej. Nie uświadczymy rozdziałów zatytułowanych „Ameryka”, „Nagrody Nobla”, czy „śmierć Piotra Curie” (jak w wielu innych biografiach). W zamian, poetyckie niemalże określenia: „Ta róża jest chora” (tytuł jedenastego rozdziału), czy „Deszcz nad Paryżem” (piąty rozdział). Owe 12 rozdziałów to danie główne. Oprócz tego, czytelnik otrzymuje także przystawki w postaci przedmowy, słowa wstępnego, słowa od autora i słowa od autora w roku 2020. Nieco złośliwie (ale tylko nieco), pragnę wyrazić swe rozczarowanie brakiem słowa przedwstępnego, słowa wydawcy oraz słowa autora na rok 2021. Poczułbym się pewniej, mogąc je przeczytać.  Deser to aneks, kalendarium, chronologia odkryć w fizyce i chemii jądrowej, podziękowania, bibliografia oraz indeks osobowy. Doprawdy sycąca uczta.
Warto wspomnieć, że wstęp napisał dr Piotr Chrząstowski – prawnuk brata Marii, Józefa Skłodowskiego. Pan Chrząstowski udostępnił także część zdjęć ze swego rodzinnego archiwum, co jest wielkim skarbem i wartością dodaną publikacji.
Na uwagę zasługuje wydanie książki: solidna, twarda okładka, przejrzysty układ graficzny, wstążeczka do zaznaczania, sto ilustracji oraz – wreszcie! – ładnie pachnący papier. Czego chcieć więcej?

Osobny ustęp warto poświęcić także ilustracjom – jest ich aż sto, a niektóre z nich są publikowane po raz pierwszy w Polsce. Przecierałem oczy ze zdumienia widząc Marię Skłodowską-Curie nie w czarnym, przewidywalnym stroju, a uroczej, kraciastej spódnicy! (s. 364) Inny rarytas to zdjęcie wykonane przy okazji ceremonii wręczenia doktoratu honorowego Northwestern University w Stanach Zjednoczonych. I tak mógłbym jeszcze wymieniać i wymieniać… Wątpliwości nie ulega jedno: autor odwalił kawał – naprawdę olbrzymi kawał – mrówczej, archiwalnej roboty. Pomagała mu w tym Ewelina Wajs, z zawodu historyk i archiwista.

Co jeszcze znajdziemy w środku? Tomasz Pospieszny sprawnie i ze swadą przeprowadza czytelnika przez życie Marii Skłodowskiej-Curie. Wbrew swemu nazwisku, robi to bez pośpiechu, dokładnie, metodycznie. Próbuje kawałek po kawałku odsłonić, tak skrycie strzeżone, wnętrze uczonej. Poznajemy od młodości w Warszawie, przez wyjazd do Francji, ślub, narodziny dzieci, rozkwit pracy naukowej, śmierć męża, samotność, skandal, uznanie świata nauki, podróże, aż po śmierć.
Pozwala sobie przy tym na ciekawe dygresje:

Czyż nie jest paradoksem, że po wielu, wielu latach podobizna Marii i Piotra Curie – uczonych borykających się z kłopotami finansowymi przez większość życia – znalazła się na najwyższym nominalnie banknocie Francji? Życie potrafi być przewrotne.

Na pochwałę zasługuje cała masa cytatów. Jest ich w książce mnóstwo, co pozwala na jeszcze lepsze wczucie się w klimat tamtych czasów i zrozumienie głównej bohaterki. Są wśród nich także krytyczne komentarze – wszak nie każdy lubił i szanował uczoną. Dzięki temu zabiegowi udaje się zachować zbalansowany obraz noblistki – z jednej strony geniusza, a z drugiej – człowieka z krwi i kości, który niejednokrotnie ugina się pod ciężarem życia, który nie zawsze wie co zrobić, który popełnia błędy. Każdy cytat jest opatrzony przypisem, co stanowi cenny drogowskaz i zachętę do dalszej lektury dla wszystkich zainteresowanych.

Niektóre opisy wręcz chwytają za serce. Ostatnie chwile życia uczonej Tomasz Pospieszny opisuje w taki sposób:

Jeszcze kilka godzin później próbuje resztkami sił zmieszać herbatę. Patrzy na łyżeczkę i pyta: „Czy to jest z radu, czy z mezotoru?”. Do końca myśli o nauce. Na kilka godzin przed śmiercią głośno protestuje przed zrobieniem zastrzyku: „Nie chcę. Chcę, żeby zostawiono mnie w spokoju.”. Potem mówi kilka niezrozumiałych słów. Jeszcze szesnaście godzin jej serce walczy o życie. W końcu o świcie […] po raz ostatni słońce oświetliło twarz Wielkiej Uczonej. Maria Skłodowska-Curie odeszła o godzinie czwartej rano, 4 lipca 1934 roku.

Książka kończy się słowami:

Mario, mam nadzieję, że Go (Piotra Curie – przyp. ML) odnalazłaś…
Mario…

Ta intymność… Tak się dzisiaj nie pisze biografii. Autor momentami niemalże zawstydza czytelnika… Niektóre słowa i wydarzenia z książki zostaną ze mną na długo.

Wady?

Bardzo rzadko mi się to zdarza, ale… żadnych większych uchybień nie wychwyciłem.
Dla osób, które czytały wydawnictwo Tomasza Pospiesznego z 2015 r. pt. „Nieskalana sławą. Życie i dzieło Marii Skłodowskiej-Curie”, ważna wiadomość: „Zakochana w nauce”, choć przeredagowana i uzupełniona, jest w dużej mierze oparta o swoją poprzedniczkę, co może wzbudzić zawód. Na szczęście autor lojalnie o tym informuje.
Szkoda również, że na końcu książki nie znajdziemy listy archiwów, z którymi kontaktowano się w celu uzyskania materiałów.  Są wprawdzie podpisy pod poszczególnymi ilustracjami, ale zbiorczego indeksu niestety brak.

Podsumowując: „Zakochana w nauce” to bogata i nietuzinkowa biografia.  Niespotykana skrupulatność i dokładność zamieszczonych danych, przystępny i barwny język, unikatowe fotografie oraz ładunek emocjonalny, czynią z niej jedną z najlepszych biografii Marii Skłodowskiej-Curie, jakie kiedykolwiek napisano.

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Zapraszam także na wywiad z Tomaszem Pospiesznym specjalnie dla bloga Milczenie Liter.

______________________

Pan Jakub Müller jest badaczem pełnym pasji. Zajmuje się historią Piekar Śląskich, wydarzeń i postaci związanych z tym miastem. Jest biografem m.in. Maksymiliana Jasionowskiego (Maksymilian Jasionowski. Robotnik pióra, Piekary Śląskie 2020). Przeprowadził wnikliwe badania historyczne i kwerendę archiwalną w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: Czy Maria Skłodowska-Curie gościła w Piekarach Śląskich?

Prowadzi także blog o książkach — Milczenie Liter

Serdecznie polecamy artykuł Jakuba Müllera na portalu PiekarskiWerk.pl

 

Recenzja — „Nieuporządkowane życie planet”

 

Myślę, że każdy z nas kiedyś zastanawiał się jaki jest Wszechświat? Jak powstał? Co spowodowało (a może kto), że jesteśmy tu gdzie jesteśmy? Pytania dotyczące gwiazd, planet i Układu Słonecznego są wciąż aktualne i niezwykle intrygujące. Na wiele z nich odpowiada książka Nieuporządkowane życie planet (angielski tytuł The Secret Lives of Planets). Jej autorem jest znawca tematu, brytyjski astronom Paul Murdin — emerytowany profesor Uniwersytetu Cambridge i pracownik Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego. Autor w zaskakująco intrygujący sposób opowiada o planetach i ich satelitach. Co ważniejsze robi to w sposób niezwykły – traktuje jak dobrych przyjaciół z ich własnymi historiami i osobowościami. Od pierwszych wersów książki widać, że Autor jest pasjonatem astronomii. Czytając jego książkę w wyobraźni rysują się opisywane historie. W moim odczuciu recenzowana książka jest lekturą obowiązkową dla wszystkich zafascynowanych Wszechświatem.

Książka liczy 351 stron i składa się z 16 rozdziałów, słownika (ta część nazywa się Układ Słoneczny w pigułce) oraz kalendarium. W Rozdziale 1. otrzymujemy porządną dawkę (chociaż skondensowaną) informacji związanych z badaczami Wszechświata. Można powiedzieć, że pełni on rolę Wstępu. W rozdziale tym profesor Murdin napisał: W 2009, kiedy piszę tę książkę, znanych jest 3800 planet krążących wokół gwiazd innych niż Słońce (to tak zwane planety pozasłoneczne). Planety są najwyraźniej czymś pospolitym. […] Nie ulega wątpliwości, że „pospolitośćˮ planet zaskakuje. Przynajmniej mnie.

Kolejne rozdziały książki poświęcone są wszystkim planetom Układu Słonecznego, ale, co znamienne, profesor Murdin nie ograniczył się tylko do planet. Poznajemy również historie związane z ziemskim Księżycem, marsjańskimi meteorytami, Ceres (planetą, która nie urosła), księżycami Jowisza (Io, Europa, Kallisto i Ganimedes), księżycami Saturna (Tytan, Enceladus) czy wreszcie Plutonem etc. Każdy rozdział rozpoczyna się podstawowymi informacjami (czymś w postaci tabeli) związanymi z klasyfikacją, odległością od Słońca, okresem orbitalnym, średnicą, okresem obrotu, średnią temperaturą powierzchni i… tajemnicą (swoistym komentarzem planety czy satelity – bywa, że jest to wyznanie, żal, wdzięczność, pretensja czy obsesja) omawianego obiektu. Warto podkreślić, że w książce znajduje się wiele interesujących i w moim odczuciu mało znanych cytatów, które sprawiają, że treść staje się fascynująca. Opisane historie związane z odkryciami i badaniami astronomicznymi dodatkowo zwiększają walory książki i zachęcają do pogłębiania wiedzy. Autor przedstawia też wiele anegdot, mitów czy zabobonów i umiejętnie łączy je z najnowszymi osiągnięciami nauki. Historie z przeszłości i teraźniejszości sprawiają, że otrzymujemy pełen obraz Układu Słonecznego. Wszystkie bardziej skomplikowane terminy pojawiające się w tekście są zawsze wyjaśnione w sposób prosty i co najważniejsze rzetelny. Lektura książki jest bardzo interesująca. Sądzę, że każdy znajdzie w jej treści coś co go zaskoczy. Czytelnik dowie się między innymi dlaczego Pluton został „zdegradowanyˮ z pozycji planety, że na księżycu Saturna – Tytanie – znajdują się jeziora wypełnione płynnym metanem i że Mars był kiedyś niebieski.

Jedynym mankamentem, który sprawił, że czułem niedosyt podczas lektury książki to brak ilustracji i fotografii. Myślę, że w zdecydowany sposób materiał ikonograficzny podniósłby walory książki.

Nie można się nie zgodzić z opinią, że książka Paula Murdina poświęcona jest cudom i dziwom astronomii. Nieuporządkowane życie planet na długo pozostanie w mojej pamięci i wyobraźni.

 

Piękniejsza Strona Nauki dziękuje za egzemplarz recenzencki.

Tomasz Pospieszny

Paul Murdin, Nieuporządkowane życie planet, Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2020.

Recenzja — „Cyfrodziewczyny „

 

Temat udziału kobiet w tworzeniu komputerów od kilku lat staje się tematem dyskusji za sprawą m.in. książki Margot Lee Shetterly Ukryte działania (wydawnictwo Harper Collins, Warszawa 2017) oraz filmu z 2016 roku o tym samym tytule. Ale historia „ukrytych działań” wydarzyła się USA i dotyczyła przede wszystkim szowinizmu i rasizmu. Z kobietami w polskiej informatyce bez trudu kojarzyłam jedynie Wandę Rutkiewicz – tylko, że ona znana jest akurat nie z osiągnięć informatycznych, a z wyczynów alpinistycznych. Gdy dowiedziałam się, że powstaje książka o kobietach, które tworzyły polskie komputery byłam bardzo zaintrygowana. Kim były pionierki polskiej informatyki?

Cyfrodziewczyny Karoliny Wasielewskiej to książka opublikowana w reporterskiej serii „Nie-fikcja” wydawnictwa Krytyka Polityczna. Autorka zadała sobie trud dotarcia do większości kobiet, które zajmowały się w Polsce programowaniem, a także do ich kolegów, którzy chętnie o „cyfrokoleżankach” opowiadają.

Uważana za pierwszą informatyczkę w Polsce Jowita Koncewicz zapytana o początki pracy wykrzykuje — przecież było nas więcej! Kilkanaście bohaterek książki chętnie opowiada o sobie, o swoim życiu, o zabawnych anegdotach, o atmosferze w pracy i jej przełomowych wynikach. Budowa i tworzenie oprogramowania dla cyfrowych maszyn matematycznych – ówczesnych komputerów – w połowie XX wieku w Polsce było czymś absolutnie nowatorskim. W książce przedstawione są sylwetki pionierek z dwóch wiodących ośrodków naukowych: z warszawskiego przy Instytucie Matematycznym PAN i Politechnice Warszawskiej oraz wrocławskiego przy Instytucie Matematyki Uniwersytetu Wrocławskiego i Wrocławskich Zakładach Elektronicznych Elwro. To także historia rywalizacji, konkurencji i współpracy, która towarzyszyła obu ośrodkom. Historia znakomitego polskiego komputera Odra, o którym jedna z jego współtwórczyń Alicja Kuberska mówi: Byliśmy bardzo podekscytowani, że możemy przy nim pracować. Wiedzieliśmy, że tak zaawansowana technologia nie powstaje nigdzie w Polsce. To opowieść o radości tworzenia i wielkiej pasji — to było ciekawe, nikt w Polsce nie robił niczego podobnego! — o nocach spędzonych na burzliwych dyskusjach, programowaniu maszyn i rozwiązywaniu matematycznych problemów, o zapisach i kolejkach do pierwszego w Warszawie komputera IBM.

Cyfrodziewczyny to również historia rozwoju techniki informatycznej w Polsce w czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, specyficznego podejścia do projektu i planowania produkcji, który dzisiaj wydaje się kompletnie irracjonalny. Trudno było by zrozumieć warunki i specyfikę pracy zespołów badawczych bez zrozumienia czasów, w jakich praca ta się odbywała. Karolina Wasielewska opisuje odgórnie narzucony międzynarodowy program RIAD – czyli jednolity system elektronicznych maszyn cyfrowych, który nie brał pod uwagę osiągnięć poszczególnych państw satelickich ZSRR i miał sens jedynie na papierze. I w końcu to opowieść o tym, jak bohaterki Cyfrodziewczyn odnalazły się po 1989 roku, gdy rynek zalała fala elektroniki z Tajwanu i skończyła się pewna era – praca całego pokolenia polskich komputerowców z dnia na dzień stała się niepotrzebna. Kilka z nich przyjęło intratne propozycje na zachodzie Europy i dalej tworzyło nowatorskie rozwiązania informatyczne. Inne zostały w kraju i … na przykład tworzyły od podstaw system informatyczny Biblioteki Narodowej albo cyfryzowały bazy danych w Ministerstwie Sprawiedliwości.

W Cyfrodziewczynach brakuje mi zdjęć. Książka zawiera oczywiście fotografie zarówno bohaterek jak i dokumentów z epoki, ale w przypadku „cyfrowych dziewczyn” większość przedstawiających je zdjęć jest wielkości przysłowiowego znaczka pocztowego.

Jeśli szukacie Państwo książki o historii polskiej informatyki i ważnej roli, jaką odegrały w niej kobiety z czystym sumieniem polecam Cyfrodziewczyny Karoliny Wasielewskiej. Książka została objęta patronatem Piękniejszej Strony Nauki.

Dziękujemy wydawnictwu Krytyka Polityczna za egzemplarz recenzencki.

Ewelina Wajs-Baryła

Karolina Wasielewska, Cyfrodziewczyny. Pionierki polskiej informatyki, Krytyka Polityczna, Warszawa 2020.

ISBN 978–83–66232–87–7

 

 

 

Recenzja — Randall Munroe, How to. Jak? Absurdalnie naukowe rozwiązania codziennych problemów.

 

Z dużym zainteresowaniem, ale także z pewnym sceptycyzmem podjąłem się lektury książki How to. Jak? Absurdalnie naukowe rozwiązania codziennych problemów autorstwa Randalla Munroe. Autor jest znany polskiemu czytelnikowi z takich wcześniejszych książek jak: What if? A co gdyby? (Wydawnictwo Czarna Owca, 2015) oraz Tłumacz rzeczy. Złożone sprawy w prostych słowach (Wydawnictwo Czarna Owca, 2016). Najnowsza książka Munroeʼa ukazała się także nakładem Wydawnictwa Czarna Owca w bieżącym roku.

Uważam, że popularyzowanie nauki przynosi bardzo wiele korzyści i jest niezbędne pod warunkiem (a właściwie warunkami) – że robi się to z przekonania, pasji i z ogromnym zaangażowaniem. Czy udało się to Autorowi? Zdecydowanie TAK!

Randall Munroe (programista kontraktowy i robotyk dla NASA w Langley Research Center, ale także twórca i rysownik komiksów internetowych – xkcd) już na samym początku książki uprzedza czytelnika, że znajdzie w niej same złe pomysły (lub większość z nich), których nie powinno się robić w domu. Takie ostrzeżenie nie odstrasza, a wręcz przeciwnie – brzmi bardzo zachęcająco.

Książka liczy 300 stron, została wydana bardzo starannie. Składa się z 28 rozdziałów oraz Bibliografii. To co w książce uderza od samego początku to niezwykle proste, ale bardzo wymowne i zabawne ilustracje. Wykreowane ludziki towarzyszą czytelnikowi przez całą lekturę książki i robią naprawdę różne, dziwne rzeczy – uczą np. jak w prosty sposób wymienić żarówkę (s. 300). Z całą pewnością stanowią one o ogromnym walorze książki. Pod pozornie prostymi (czasami może nawet absurdalnymi) pytaniami np. Jak jeździć na nartach (Rozdział 14) kryje się sporo informacji z fizyki, chemii i matematyki. Autor tłumaczy dlaczego w ogóle można jeździć na nartach. Opowiada o sile tarcia i grawitacji, materiałach z jakich są wykonane narty, a z jakich nie i dlaczego, o nachyleniu zbacza etc. Mnie szczególnie zainteresował fragment, w którym omawiany jest sztuczny śnieg – jego właściwości i produkcja. Wszystko to opiera się na naprawdę bardzo prostych i logicznych tłumaczeniach, które z pewnością pozwolą czytelnikowi zapamiętać zdobytą wiedzę.

Właściwie w każdym rozdziale czytelnik znajdzie coś zaskakującego i fenomenalnego. Znajdziemy odpowiedzi na pytanie jak grać na fortepianie, przewidzieć pogodę, zasilić dom w energię elektryczną (na Ziemi i Marsie) lub jak zrobić sobie świetne selfie czy udekorować choinkę. Oczywiście znajdziemy także coś o radioaktywności (s. 236).

Książka jest napisana lekkim, łatwym językiem i w moim odczuciu stanowi formę przewodnika po najbardziej absurdalnych pomysłach w historii mających naukowe uzasadnienie. Co ciekawsze książka przekonuje, że wszystko co nas otacza i tworzy ma naukowe wyjaśnienie i uzasadnienie. Przy czytaniu recenzowanej książki naprawdę świetnie się bawiłem. Z całym przekonaniem polecam wszystkim ciekawym otaczającego nas świata lekturę zaskakującej How to. Jak?

 

Piękniejsza Strona Nauki dziękuje za egzemplarz recenzencki.

Tomasz Pospieszny

Recenzujemy! Anja Røyne „Z czego zrobiony jest świat”

 

Wydawnictwo Muza przygotowało książkę autorstwa norweskiej fizyczki dr Anji Røyne z Physics of Geological Processes, Department of Physics, University of Oslo, która zabiera czytelnika w niezwykły świat pierwiastków chemicznych. Nie powinno to dziwić, gdyż chemia i fizyka są naprawdę fascynującymi naukami, a Autorka w sposób jasny, i co ważniejsze prosty, przedstawia nam niezwykłą historię świata.

Autorka rozpoczyna swoją opowieść od historii stworzenia świata. Dokonuje zabawnego zabiegu, bowiem opisuje ją wzorem biblijnej opowieści – streszcza na przestrzeni siedmiu dni. Jest to niezwykle interesujące, tym bardziej, że swego czasu świetny astrofizyk, popularyzator nauki i autor kilku książek Neil deGrasse Tyson w serialu popularnonaukowym Cosmos: A Spacetime Odyssey przedstawił historię tworzenia świata w oparciu o rok kalendarzowy. Jest to ciekawe zestawienie dwóch spojrzeń na tą samą opowieść.

W kolejnych rozdziałach książki „Z czego zrobiony jest światˮ poznajemy między innymi fascynującą historię:

  •      złota – jednego z najbardziej pożądanych przez człowieka pierwiastków. Autorka opowiada jak doszło do powstania złóż tego metalu oraz w jaki sposób zaczęto wydobywać metal i jak zawładnął wyobraźnią człowieka;
  •       żelaza, które z całą pewnością za sprawą swoich wyjątkowych właściwości fizycznych i chemicznych przyczyniło się do rozwoju cywilizacji w sposób szczególny – jest przecież nie tylko materiałem, z którego są zbudowane konstrukcje, ale jest też ważnym składnikiem hemoglobiny;
  •       miedzi, aluminium (glinu) i tytanu, które całkowicie zdominowały współczesną technologię. To właśnie te pierwiastki wykorzystujemy w produkcji przewodów elektrycznych, komputerów, telefonów komórkowych (Przeciętna komórka może zawierać nawet sześćdziesiąt dwa różne pierwiastki. To aż trzy czwarte spośród osiemdziesięciu trzech nieradioaktywnych pierwiastków, które istnieją na Ziemi. s. 90–91), samochodów elektrycznych etc. Ponadto tytan – wytrzymały, lekki, nietoksyczny – jest wykorzystywany w produkcji implantów;
  •      wapnia i krzemu – pierwiastków bardzo rozpowszechnionych i znanych (budują przecież pancerzyki mikroorganizmów, tworzą piasek), a nader intrygujących;
  •      węgla, którego właściwości są niezwykłe – od odmian alotropowych takich jak diament czy grafit (żeby wymienić tylko dwie), wchodzi w skład każdego żywego organizmu, kauczuku, gumy, plastiku etc. Nawet nie zdajemy sobie sprawy ile zawdzięczamy temu niezwykłemu pierwiastkowi – całe życie;
  •       potasu, azotu i fosforu – trzech pierwiastków bez których trudno się obejść. Należy zgodzić się ze stwierdzeniem Autorki, że bez nich zwyczajnie nie możemy istnieć – są podstawowymi składnikami nawozów; azot i fosfor wchodzą w skład cząsteczek DNA, a potas np. stanowi część sygnałów elektrycznych, które płyną przez nasz układ nerwowy (s. 148).

Trzy ostatnie rozdziały poświęcone są omówieniu zagadnień związanych z energią – sposobami jej pozyskiwania, kontroli i wykorzystania. Czuję jednak pewien niedosyt jeśli chodzi o kwestie związane z energią jądrową oraz pierwiastkami radioaktywnymi. Może te kwestie zostaną poruszone w kolejnej książce dr Anji Røyne.

Oczywiście nie zdradzam wszystkich szczegółów omawianych w książce przez dr Røyne, bowiem chciałbym, aby czytelnik samodzielnie zapoznał się z argumentami i wieloma wątkami poruszonymi przez Autorkę, które tworzą barwną opowieść o fizyce i chemii.

Z pewnością największym minusem książki jest brak umieszczenia w niej kolorowej wkładki z układem okresowym pierwiastków, która ułatwiłaby odszukiwanie pierwiastków oraz uzmysłowiła – zwłaszcza młodszym czytelnikom – dlaczego ich właściwości są takie, a nie inne. Dr Røyne jest przewodnikiem po przepięknym świecie pierwiastków chemicznych, dlatego wielką szkodą dla odbiorców jest brak „mapyˮ, którą można podążać. Z przykrością też muszę zauważyć, że mankamentem jest brak indeksu rzeczowego bardzo ułatwiającego odszukanie informacji interesujących czytelnika.

W moim odczuciu książka „Z czego zrobiony jest światˮ może i powinna stanowić wprowadzenie do innych książek z pogranicza fizyki i chemii. Dr Røyne w sposób przystępny, bardzo rzeczowy, ale zarazem ciekawy omawia w jaki sposób pierwiastki chemiczne wpłynęły na rozwój cywilizacji. Sposób narracji w żadnym razie nie jest nudny – można wyczuć entuzjazm Autorki. Opowiadanie o podstawowych prawach fizyki i chemii w sposób niezwykle przejrzysty sprawia, że książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem. Z całą pewnością jest to lektura, która może porwać młodych ludzi szukających swojej drogi zawodowej. Nie zdziwiłbym się, gdyby pod wpływem pasji i entuzjazmu dr Røyne w przyszłości ktoś wybrał nauki ścisłe jako zainteresowanie zawodowe.

Piękniejsza Strona Nauki dziękuje za egzemplarz recenzencki.

            Tomasz Pospieszny

 

Anja Røyne, Z czego zrobiony jest świat. Jak żelazo pomaga nam oddychać, potas pozwala nam widzieć i inne supermoce pierwiastków, Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2020.

ISBN 978-83-287-1364-2

Data premiery: 20 maja 2020.